Teściowa szperała w naszych rzeczach, w szafach. Chciała ukraść czy jest po prostu ciekawska?!

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że moje małżeństwo to nie tylko ja i mój mąż, ale też jego matka. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zorientowałam się, że moja teściowa chce być niemalże trzecią stroną naszego związku. Od samego początku naszego wspólnego życia, od kiedy powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”, ona jakby zapomniała o granicach.

 

Mieszkamy osobno, ale moja teściowa nie potrafi zrozumieć, co to znaczy „życie osobiste” i „prywatność”. Od pierwszego miesiąca naszego małżeństwa stała się naszym nieproszonym gościem. Na początku myślałam, że to troskliwość, ale szybko zrozumiałam, że to coś więcej. Zaczęła rozkazywać, co mamy robić, jak ugotować, jak żyć. Myślałam, że sobie z tym poradzę, ale to było tylko początkiem.

Z każdym dniem jej ingerencja w nasze życie stawała się coraz większa. Pewnego dnia przyszła wcześnie rano, była chyba 6:00, kiedy jeszcze spaliśmy. Miała klucze do naszego domu. Tak, klucze! Tak się przestraszyłam, jak wstałam. Wychodzę z sypialni, a w drugim pokoju ktoś grzebie w naszych rzeczach! Przyłapałam ją na gorącym uczynku. Pierwsze, co pomyślałam, że może chce coś ukraść! Mąż trzyma oszczędności po połowie: jedne w banku, a  drugie właśnie w szafie z ubraniami. Ale to jednak nie pasowało do niej. Wtrąca się strasznie, ale do złodziejki jej daleko.

Pomyślałam, że może z ciekawości grzebie w naszych rzeczach, bo chce zobaczyć, jakie mamy ubrania, w czym chodzimy. Ale też nie! Ona stoi przede mną i z uśmiechem na twarzy mówi, że przeglądnęła wszystko, koszule i spodnie mojego męża, żeby sprawdzić, czy nie chodzi w pomiętych ubraniach.

Nie umiem tego znieść. Czuję się jakbym była pod ciągłą obserwacją. Nie mam nawet prawa gotować tego, na co mam ochotę, bo ona zawsze wie lepiej.

Gdy na świat przyszedł nasz syn, myślałam, że to się zmieni. Ale nic bardziej mylnego. Teściowa stała się jeszcze bardziej natrętna. Chciała kontrolować wszystko, co dotyczyło jej wnuka. Nie rozumiem, jak prawie 50-letnia kobieta może być tak nachalna i wścibska.

W końcu postanowiłam porozmawiać z mężem. Powiedziałam, że ma zabrać klucze swojej matce, a odwiedzać nas może tylko, jak się wcześniej zapowie. Ale okazuje się, że mam męża maminsynka, bo on biedny boi się obrazić swoją mamę i powiedział, żebym sobie z tym poradziła sama.

Pewnego wieczoru, kiedy siedzieliśmy i piliśmy herbatę, teściowa wyrzuciła z siebie: „Jak urośnie nasz chłopczyk, to wyślemy go na lekarza”. To był moment, kiedy zrozumiałam, że to już za dużo. Takie małe dziecko, a już planować mu przyszłość?! Złożyłam pozew o rozwód w przypływie gniewu.

 

Przeczytaj także: Czego zażyczyła sobie moja wnuczka na 13-te urodziny?! Aż strach nawet pomyśleć!

 

Piszę, bo potrzebuję porady. Może to głupie, ale mimo wszystko kocham mojego męża. To bardzo dobry człowiek tylko żyje pod pantoflem matki. Nie krytykujcie mnie, proszę, że jestem złą synową, że przesadzam. Ja naprawdę chciałam mieć dobry kontakt z teściową. Wiem, że nie wszystkie takie są, ale nie mam siły udawać, że się lubimy. Uwierzcie mi, że dałabym naprawdę dużo, żeby żyć z nią w zgodzie.

Martwię się o synka, nie chcę, żeby żył w niepełnej rodzinie. Sama żyłam bez ojca i wiem, jakie to ciężkie. Co mogę jeszcze zrobić? Mąż boi się matki, ale mnie kocha i wiem, że był zszokowany rozwodem. Czy mam się zgodzić dalej tak żyć? Boję się, że nie umiem uśmiechać się i dalej to wszystko znosić.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teściowa szperała w naszych rzeczach, w szafach. Chciała ukraść czy jest po prostu ciekawska?!