– Julio, jesteś dojrzałą, rozsądną osobą. Kiedy zauważysz, że Michał ma gorączkę lub źle się czuje, natychmiast wsadzasz go do samochodu i zabierasz do lekarza. Albo wcześniej dowiadujesz się, który internista jest lepszy, umawiasz się na wizytę, a potem wpisujesz do kalendarza: „13:30, zabierz męża do internisty”. Mężczyźni są jak dzieci i drogocenne skarby, trzeba o nich dbać.
Przytaknęłam wszystkiemu oczywiście, ale słuchałam już tylko jednym uchem. Chciało mi się nawet śmiać, bo jestem taką niezależną kobietą, a zawsze zgadzam się z teściową. Robię to tylko dla świętego spokoju, ale może gdybym choć raz się postawiła?
– Twój mąż jest już w takim wieku, w którym jego ciało zaczyna się starzeć. Wiem to z własnego doświadczenia. Oczywiście sam tego nie przyzna, ale taka jest prawda. Trzeba być sprytnym: sama umów go na wizytę u lekarza i wymyśl jakąś nagrodę za pójście do niego – upiecz mu ulubiony sernik albo pozwól mu wyjść z kolegami do baru. Są też inne sposoby. Kup mu w aptece najlepsze witaminy i wymieszaj to z jego jedzeniem. Niczego nie zauważy, a jaki będzie zdrów!
Uśmiechnęłam się mimowolnie i spojrzałam na zegarek z niezadowoloną miną. Teściowa zawsze miała do powiedzenia najwięcej, kiedy ja nie miałam czasu. Tym razem też przyszła pod pretekstem, że była w pobliżu, ale ja wiem jaka jest prawda. Szykowała się i jechała przez pół miasta, byle nauczyć mnie czegoś więcej, bo sama uważała, że moja uwaga, jaką poświęcam mężowi, jest zbyt mała.
Opowiadała, jak całe lata troszczyła się o swojego męża, jak dbała o niego przez 30 lat i namawiała go do pójścia do lekarza. Mężczyzna słuchał rad lekarzy, ale nic z tym nie robił. Nie porzucił swoich złych nawyków, nie uprawiał sportów, nie chodził na spacery. Teściowa uważała, że gdyby nie te witaminy, które podawała mu w tajemnicy, zmarłby wiele lat wcześniej. To one trzymały go przy życiu i jej w tym zasługa. A kiedy trafił do szpitala i nie miał mu kto ich podawać, skończyło się… Właśnie, prawda jest taka, że teść miał chore serce, przyszedł do szpitala na planowaną operację, ale wdała się sepsa i przez to zmarł. Przecież to nie jest kwestia witamin, ale teściowa oczywiście wie swoje.
Mój mąż na szczęście jest świadomy i rozsądny – sam dba o swoje zdrowie, a jak trzeba wykonać jakieś badania, nie trzeba mu nawet przypominać. Nie mówię jednak tego teściowej, daję jej tę satysfakcję, by mogła się poczuć jak ta, która wie więcej i może uczyć młode pokolenie. Zastanawiam się tylko, czy każda matka, która ma syna, tak przesadnie o niego dba i się troszczy?




