Mój dzień miał wyglądać spokojnie i bez niespodziewanych wydarzeń. Zamierzałam wybrać się do miasta z synem, aby zakupić mu potrzebne rzeczy do szkoły: nowy dres i buty sportowe. Przy okazji miałam także umówione spotkanie w salonie manicure. Było to dla mnie ważne, staram się dbać o siebie, nawet prowadząc intensywne życie rodziny wielopokoleniowej na wsi.
Mieszkamy na wsi z rodzicami mojego męża. Żyjemy w miarę spokojnie, pomijając pewne momenty, które zdarzają się każdemu. Teść co dwa dni pracuje jako stróż, a teściowa jako woźna w szkole. Ja nadal jestem w domu, wychowuję dzieci i pracuję w Internecie, mój mąż jest pracownikiem kolei, on też pracuje 7 dni w tygodniu. W poniedziałek zarówno mąż, jak i teść byli w pracy. Zwykle po powrocie po długim dniu, nikt nie pracuje ciężko, bo trzeba odpocząć, o tym wszyscy wiedzą.
Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki teściowa, zazwyczaj spokojna kobieta, nie zauważyła, że sąsiadka, pani Krystyna, jest już w trakcie kopania ziemniaków na swoim polu. Przepełniona nagłym zapałem, teściowa zaczęła organizować naszą rodzinę do pracy na polu. Zauważyła, że wszyscy dookoła są już zaangażowani w prace polowe, a my jeszcze nie zaczęliśmy.
Teściowa wszystko doskonale wiedziała o planach z moim synem, a mimo to zaczęła lamentować.
– Widzisz, wszyscy dokoła zaczęli, a my co? Bezczynnie patrzymy na ich pracę! Kamil ma przecież kolegę z traktorem, mógłby przecież przyjechać i nam pomóc z ziemniakami! – wyrzuciła z siebie. – Czy Ty w ogóle coś planujesz? Muszę o wszystko sama dbać!
Nagle, poczułam, jak teściowa mocno łapie mnie za rękę, w oczach widać było determinację.
– Jutro, kiedy nasi mężczyźni wrócą z pracy, wszyscy razem przystępujemy do zbiorów! – ogłosiła zdecydowanie.
Starałam się protestować, mówić o załatwianych sprawach, planowanym manicure, ale moje argumenty spełzły na niczym. Teściowa nie dawała za wygraną.
– Robimy, jak mówię! – zakomunikowała stanowczo. – Jutro wszyscy na polu!
I tak też się stało. Mój manicure musiał poczekać. Na szczęście moja kosmetyczka, również mieszkanka naszej wsi, doskonale rozumiała, że prace polowe mają absolutny priorytet, zwłaszcza gdy sąsiadka jest o krok od zakończenia swoich.
Za nami już pierwsza tura prac. Teściowa zadowolona, choć przed nami jeszcze drugie podejście, tym razem na większym polu. Psychicznie przygotowuję się już teraz na to, że pewnego dnia, bez ostrzeżenia, rzuci hasło, a my wszyscy w mgnieniu oka będziemy musieli wstać z łóżek i ruszyć do pracy. Bo przecież ziemniaki – to jest coś świętego.
A jak wygląda u was zbieranie plonów? Czy sąsiedzi też rywalizują ze sobą, czy może panuje dobraatmosfera? Podzielcie się swoimi historiami!





