Teściowa naszego syna zabrała go od nas – odkąd się ożenił, zapomniał o rodzinie i zajmuje się tylko…

Po tym, jak nasz syn się ożenił, przestał do nas przychodzić. Zupełnie jakby został wyjęty z naszej rzeczywistości przez teściową. Teraz stale kręci się koło niej, na każde jej wezwanie. Ona zawsze ma jakąś pilną potrzebę, zupełnie jakby wcześniej mieszkała w świecie bez kranów, gniazdek czy półek kuchennych.

Syn jest żonaty już ponad dwa lata. Po ślubie dzieci zamieszkały osobno, w mieszkaniu, które kupiliśmy dla syna jeszcze za studenckich czasów blisko politechniki i jego pierwszej pracy. Odkąd pamiętam, zawsze staraliśmy się być dla niego oparciem, pomagać i rozumieć. Wraz z dorosłością, wyfrunął z gniazda i sam urządzał swoje życie, ale więź zawsze trwała.

Nie mogę powiedzieć, że nie lubiłam synowej. Po prostu była, moim zdaniem, zbyt niedojrzała do życia na własny rachunek. Różnica wieku to tylko dwa lata, a jednak synowa Jagienka zachowywała się czasem jak dziecko, bywała kapryśna i przewrotna. Patrząc na syna, łapałam się na myśli: jak on sobie z nią poradzi przez całe życie?

Poznałam ją i jej matkę Józefinę i zrozumiałam, skąd się bierze ta dziecięca energia. Choć teściowa była zbliżona wiekiem do mnie, czułam, jakby utknęła w dzieciństwie swojej duszy. Znacie może takich ludzi, którzy nawet w dorosłości kołyszą się w świecie dziecięcych marzeń, wiecznie zagubieni i bezradni? Teściowa była już sześciokrotnie rozwiedziona w chwili, gdy oddawała córkę za mąż.

Nasze rozmowy zawsze kończyły się tylko na wymianie grzeczności przy okazji ślubu żadnych innych tematów nie znajdowałyśmy. Mieszkała w swoich chmurach, poza naszym światem i nie wchodziła nam w drogę.

Pierwsze dzwonki alarmowe zabrzmiały na kilka dni przed weselem. Jagienka coraz częściej ciągnęła naszego syna do mamy: trzeba było dokręcić kran, wymienić bezpiecznik w gniazdku, przybić półkę w kuchni. Najpierw przymknęłam na to oko w końcu w mieszkaniu nie ma żadnej męskiej ręki, więc pomoc może być potrzebna.

Minęły miesiące, usterki u teściowej nie malały. Syn zaczął unikać spotkań z nami, tłumacząc się ciągłymi wizytami u swojej nowej rodziny. Potem już nawet święta spędzali tylko tam, a u nas zostawali tylko: ja, mój mąż Wiktor i babcia Wiesława.

Niech tam gorzko mi było, ale rozumiem. Ale co innego, kiedy syn zaczął zupełnie ignorować nasze prośby o pomoc. Kupiliśmy nową lodówkę, chcieliśmy, by syn pomógł ją wnieść. Najpierw obiecał, a potem zadzwonił i stwierdził, że nie może, bo musi iść z żoną do teściowej, bo pralka tam cieknie.

Kiedy zadzwoniłam z pytaniem, usłyszałam, jak Jagienka mówi: Nie mogliście zamówić ekipy od przeprowadzek? Syn w końcu przyszedł, ale z kwaśną miną.

Tato, naprawdę nie mogłeś wynająć chłopaków do dźwigania? Teraz muszę wszystko sam tachać!

Poczułam, jakby ktoś rozbił szkło w moim sercu. Czemu teściowa syna nie zamówiła fachowca? Może nie zna takich słów jak hydraulik i elektryk, bo mieszka pomiędzy jednym światem a drugim? Syn tłumaczył, że do Józefiny nie można wzywać specjalistów, bo ci biorą dużo złotych i oszukują, więc lepiej wszystko samemu.

Wtedy Wiktor nie wytrzymał i stwierdził, że może teściowa nie zna się na urządzeniach codziennego użytku, ale za to potrafi świetnie prowadzić owce. Syn obraził się i wyszedł trzaskając drzwiami. Ja nie chciałam wtrącać się w tę kłótnię Wiktor miał rację, ale czy musiał być tak ostry?

Od dnia tej sprzeczki nie rozmawiają ze sobą już dwa tygodnie. Żaden nie chce odpuścić Wiktor mówi: Nie przebaczę pierwszy! a syn: Nigdy nie przejdę pierwszy przez próg póki tata nie przeprosi! A ja rozciągnięta między młotem a kowadłem nie chcę stracić ani jednego, ani drugiego przez takie głupstwo.

W tym dziwnym zawieszeniu świat płynie dalej, lecz tylko teściowa wydaje się być naprawdę szczęśliwa, jak by dryfowała balonem nad wszystkimi naszymi smutkami, z farmą owiec i suszarką do włosów śpiewającą szopenowskie nokturny w tle.

Oceń artykuł
TwojaCena
Teściowa naszego syna zabrała go od nas – odkąd się ożenił, zapomniał o rodzinie i zajmuje się tylko…