Moja teściowa ostatnio przyjechała do nas, bo zepsuło jej się ogrzewanie w całym domu. Ma zostać przez miesiąc. I wiecie co? Nie przestaje narzekać na to, jak niby źle zajmuję się domem.
Teściowa mówi, że siedzenie z dzieckiem to żaden obowiązek. No halo! Przecież to nie jest takie proste, jak się wydaje. Przy dziecku jest cała masa roboty. Ja chętnie zamieniłabym się z mężem. Po stokroć wolałabym chodzić do pracy, niż siedzieć przy dziecku.
Pierwszego dnia jej wizyty, zaczęła od razu.
– Dlaczego tu taki bałagan? – pyta, patrząc na zabawki rozrzucone po salonie.
A ja jej na to:
– Przepraszam bardzo, ale z małym Antosiem cały czas coś robimy. Nie mam czasu co chwilę sprzątać.
Ale co z tego, że się wytłumaczyłam, jak ona tylko kręci głową i mówi, że za jej czasów to dzieci siedziały cicho i dom zawsze był czysty.
No i tak dzień w dzień. Zaczyna mnie to już naprawdę denerwować. Przecież z dzieckiem siedzieć to też praca. Antoś ma dopiero trzy lata, ciągle czegoś potrzebuje, ciągle trzeba za nim biegać, pilnować, uczyć. A do tego jeszcze gotowanie, pranie, zakupy. Czasami czuję, że brakuje mi rąk do wszystkiego.
Przeczytaj także: Dzieci powiedziały, że zabierają mnie na „wycieczkę”. Jak mogli wywieźć mnie w takie miejsce?!
A teściowa nie przestaje narzekać:
– Dlaczego obiad nie jest gotowy o stałej porze? Dlaczego nie uprasowałaś mężowi koszuli? Poszedł do pracy w takiej pomiętej, jak psu z gardła… Dlaczego w łazience jest nieposprzątane?
Naprawdę robię, co mogę, ale mam tylko dwie ręce i doba też tylko ma 24 godziny. Nie jestem robotem.
Dzisiaj rano to już przelała się czara goryczy. Wstałam wcześniej, żeby zrobić śniadanie i posprzątać trochę, ale Antoś się obudził i zaczął płakać. Musiałam go wziąć na ręce, uspokoić, a potem jeszcze przygotować mu śniadanie. A teściowa wchodzi do kuchni i mówi:
– Widzisz, gdybyś lepiej organizowała swój czas, wszystko by było zrobione. Powinnaś wstawać przed piątą, a nie jak wielka dama z miasta po ósmej!
No i co ja mam na to odpowiedzieć? Przecież robię co w mojej mocy. Odespać też muszę…
Czasami czuję, że teściowa kompletnie nie rozumie, jak to jest z małym dzieckiem. Jakby zapomniała, jak to było, gdy sama wychowywała dzieci. Albo może po prostu uważa, że ja powinnam robić wszystko lepiej, bo przecież ona też kiedyś dawała radę. Ale przecież każdy jest inny, każda rodzina ma swoje przyzwyczajenia i potrzeby.
Muszę przyznać, że trochę się boję, jak to będzie dalej. Mam nadzieję, że teściowa w końcu zrozumie, że nie jestem idealna i że też potrzebuję wsparcia, a nie ciągłych uwag. Bo przecież chodzi o to, żeby wszyscy byli szczęśliwi, a nie tylko o to, żeby dom wyglądał jak z katalogu.
No ale cóż, zobaczymy, jak to będzie. Trzymajcie kciuki, żeby jakoś to wszystko dobrze się skończyło i doradźcie mi, jak z nią rozmawiać, żeby trochę ją uspokoić.

