Co się dzieje u mnie, to aż przyprawia o zawroty głowy. Teściowa zawsze się stroi jak na wybieg, ale teraz przeszła samą siebie.
W jej wieku, moim zdaniem, nie wypada chodzić tak wymalowaną i ubraną jak nastolatka. Teściowa zawsze miała ciągoty do przesadnego dbania o wygląd, ale ostatnio to już przekroczyła wszelkie granice. Chodzi ciągle w tych swoich obcisłych miniówkach, z takim mocnym makijażem, że aż trudno uwierzyć. Nawet rzęsy ma doczepione u kosmetyczki, i to takie długie, że wyglądają nierealnie. A paznokcie? Przedłużone, dłuższe niż u naszego kota. Serio, czasami myślę, że mogłaby nimi drapać.
Ale to jeszcze pół biedy. Teraz zaczęła wciągać w to moją córkę, swoją wnuczkę.
Kupuje mojej małej kosmetyki, mówi, że to „dla dzieci”, ale to przecież za dużo dla siedmiolatki! Czerwony lakier do paznokci, błyszczyki, jakieś róże do policzków. Moja córka powinna bawić się lalkami, a nie malować się jak dorosła!
A teraz najlepsze. Teściowa, bez mojej wiedzy, zgłosiła moją córkę do jakiegoś konkursu na mini miss. Nie wiem, czy wiecie, ale to są te straszne pokazy, gdzie dzieciaki są wystrojone jak małe modelki. Dopiero dowiedziałam się, gdy przyszło potwierdzenie zgłoszenia listownie. Nie mogłam uwierzyć. Jak ona mogła to zrobić bez mojej zgody?
No i mój mąż? Myślicie, że stanął po mojej stronie? Nic z tego. Mówi, że to nic złego, że córka będzie miała frajdę. Frajdę? Chcę, żeby moje dziecko miało normalne dzieciństwo, a nie bawiło się w dorosłego na jakichś konkursach piękności.
Nie wiem, co robić. Teściowa wyraźnie przekracza granice. Nie chcę, żeby moja córka myślała, że wygląd to najważniejsze, że trzeba się malować i stroić, żeby być docenianą i żeby coś osiągnąć. Chcę, żeby była sobą, cieszyła się dzieciństwem.
Chciałam zapisać moją córkę na lekcje angielskiego. Myślę sobie, że to dobra inwestycja w jej przyszłość, a ona mówi, że nie chce. Wiecie, co chce robić zamiast tego? Oglądać filmiki o makijażu. Tak, takie jakie teściowa jej pokazuje.
Mała siedzi przed komputerem i zamiast uczyć się języka, ogląda te wszystkie tutoriale, jak się malować, jak robić konturowanie twarzy, jak nakładać cienie. To przecież dziecko! Powinna bawić się, uczyć, rozwijać swoje pasje, a nie naśladować dorosłe kobiety i ich obsesję na punkcie wyglądu.
I jeszcze mój mąż, zamiast mnie wspierać, daje mamie do wiwatu. Mówi, że przesadzam, że to tylko zabawa. Ale to nie jest zabawa. To wpajanie dziecku dziwnych wartości.
Przeczytaj także: Kiedy goście się rozeszli zebrałam wszystkie prezenty i wyrzuciłam do śmieci. Zasłużyli sobie na to
To wszystko takie irytujące. Chciałabym, żeby moja córka miała zdrowe wzorce, a nie uczyła się, że wygląd jest najważniejszy. A teściowa… nie rozumie, że czasy się zmieniły, że nie chcę, by moja córka poszła w jej ślady.
Muszę to jakoś załatwić, postawić sprawę jasno. Ale jak? Jak przekonać męża, że to nie jest dobre dla naszej córki? Jak powstrzymać teściową przed narzucaniem swoich wyobrażeń o byciu kobietą na moją małą dziewczynkę?



