Bardzo proszę o radę te synowe, które są długo po ślubie i mają kontakt ze swoimi teściowymi. Jak znaleźć z nimi wspólny język?
Karol i ja pobraliśmy się nie tak dawno temu, przed poprzednimi Świętami Bożego Narodzenia. Nie mieliśmy wesela, nie było na to ani czasu, ani pieniędzy. Marzyłam o białej sukni i ładnej restauracji, ale postanowiliśmy to wszystko zorganizować, jak trochę oszczędzimy.
Na początku wynajmowaliśmy mieszkanie, a kiedy teściowa zorientowała się, że myślimy o sobie na poważnie, oddała nam swoje mieszkanie, które do tej pory wynajmowała.
Mój mąż ma taką tradycję, że w niedzielę on i jego starsza o pięć lat siostra, która jest już mężatką i wychowuje syna, przychodzą do mamy na obiad.
Bardzo nie podobały mi się te rodzinne ustalenia. Dodatkowo podkreśliłam, że jeśli będziemy cały czas odwiedzać jego matkę, to moja będzie urażona. Długo musiałam o to walczyć i faktycznie wychodzi już rzadziej, ale i tak częściej odwiedzamy jego rodziców.
Przeczytaj także: Najpierw kupiłam mieszkanie dla siebie, a potem zaczęłam pomagać dzieciom. Gdybym tylko wiedziała, jak ich to zaboli
Może byłabym to w stanie zaakceptować, ale moja teściowa ma jedną „wadę”. Przychodzimy w gości, ale ona i tak wygania mnie do pracy. Nie mogę sobie usiąść i odpocząć przy herbacie, mam wszystkim usługiwać.
I nieważne co zrobię, wszystko jest źle.
Teściowa widzi każdy okruszek, który leci z moich rąk.
– Trzeba bardziej uważać! – powtarza, w tej samej chwili zbierając okruszek.
Czasami wydaje mi się, że nie spuszcza mnie z oczu, byle tylko znaleźć coś, co jej nie pasuje. Przez to ręce zaczynają mi się plątać. Nie jestem przyzwyczajona do tak skrupulatnego podejścia.
Któregoś dnia poprosiła mnie o zamiatanie balkonu, na którym stoi kuweta dla kota. Zamiatałam go, ale ona westchnęła i demonstracyjnie zaczęła zamiatać tam za mną, chociaż w rzeczywistości nic tam nie było.
To samo dzieje się przy stole.
Kiedy położyłam sałatkę jarzynową, zauważyła, że „pobrudziłam ściany salaterki, kiedy mieszałam” i musiałam ją zgarnąć łyżką do środka, aby boki salaterki były czyste i ładnie wyglądała na stole.
– Patrz, jak zabrudziłaś. I co ja rodzinie powiem? Przecież to wstyd, no zobacz, jak to wygląda – nie dawała za wygraną.
Jak na to zareagować?
Czy ona pokazuje, że nie jest ze mnie zadowolona, czy może coś wymyśliłam?
Po prostu nie chcę już tam chodzić. Zupełnie inaczej traktuje córkę. Ona może całą wizytę przesiedzieć przy stole, a mnie trzeba ścigać.




