Nie ukrywam, że to bardzo kusząca propozycja z tym mieszkaniem, ale nie jestem pewna… Jak mogę się na to zgodzić, skoro dzieci tak kochają babcię? Pieniądze nie są najważniejsze.
Mój teść kompletnie oszalał po rozwodzie. Razem z żoną żyli ponad 40 lat razem i nagle każde poszło w drugą stronę. Powiem Wam szczerze, że sama nie wiem, kto jest w tym wszystkim winny. Teść ubzdurał sobie, że żona romansuje z jakimś starszym mężczyzną, którego poznała przez internet, ona natomiast upierała się, że nic takiego nie miało miejsca. To jest tak skomplikowane, że nawet nigdy nie próbowałam doszukiwać się prawdy. Szanuję zarówno teścia, jak i teściową. Oboje to dobrzy ludzie, staram się by moje dzieci miały dobry kontakt z babcią i dziadkiem.
Ale ostatnio teść zadzwonił do mnie z takim pomysłem… Zaproponował mi, że jak utrudnię teściowej kontakty z wnukami, to on całe swoje drugie mieszkanie przepisze na moje dzieci. Co za głupota! Ja wiem, że teść wciąż myśli o swojej byłej żonie i ma do niej niemiłosierny żal, ale żeby aż tak? Bo dzieciaki uwielbiają babcię, a ja nie chciałabym tego psuć. Teść wariuje, jak słyszy, że mamy z teściową dobry kontakt. On wolałby, żeby cała rodzina od niej się odwróciła. Ale jak, skoro to taka dobra i poczciwa kobieta, a koniec końców wcale nie wiadomo, czy ma coś na sumieniu.
Przeczytaj także: Daliśmy dzieciom wszystko, czego sami nie mieliśmy. Przez własną głupotę straciliśmy obie córki
I wiecie co, na początku moja pierwsza myśl to, że nie wchodzi to w grę, przecież to by było dla dzieciaków bardzo niesprawiedliwe. Co prawda, póki dzieci są małe mogłabym to mieszkanie wynajmować i wziąć za nie trochę grosza, ale nie kosztem tego, że dzieci stracą kontakt z babcią. Po prostu nie.
Tylko wiecie, coraz więcej o tym myślę i zastanawiam się, czy nie pójść na jego warunki. Jak patrzę na to, jak ciężko żyje się w Polsce, a szczególnie młodym ludziom, to nie wiem jak uda mi się wyprawić w świat dwójkę moich małych synków. Przecież później przyjdą studia, obaj pewnie będą chcieli założyć rodziny, a tak coś by już mieli na start. Mogliby albo to mieszkanie wynajmować, albo sprzedać, a przecież jak dzieci dorosną, to i tak już nie kontaktują się za dużo z dziadkami. Zresztą, synkowie nie mają tylko jednej babci. Mają też moją mamę, też ją kochają swoimi malutkimi serduszkami.
Doradźcie mi proszę jako taki głos z zewnątrz. Warto przystać na propozycję teścia? Może ona wcale nie jest zła? Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Skoro teść jest tak zaślepiony w nienawiści do swojej byłej żony, to może warto na tym coś ugrać – nie dla siebie, ale dla dzieci?




