– Tato, już do nas więcej nie przychodź! Bo jak tylko wychodzisz, mama zawsze zaczyna płakać. I płac…

Tata, proszę, więcej do nas nie przychodź! Bo gdy tylko wychodzisz, mama płacze, i płacze aż do świtu.

Ja zasypiam, budzę się, znów zasypiam i znów się budzę, a ona ciągle płacze, płacze. Pytam: Mamo, dlaczego płaczesz? Przez tatę?..

A ona mówi, że wcale nie płacze, tylko ma katar. Ale przecież jestem duża i wiem, że taki katar to nie katar, jeśli w głosie są łzy.

Tata Małgosi siedział z córką przy stoliku w warszawskiej kawiarni, a w malutkiej porcelanowej filiżance mieszał już zimną kawę, jakby to była mikstura z innego świata.

A Małgosia nie tknęła nawet swojego lodowego deseru, choć przed nią w szklanej misie wznosił się cud: kolorowe kulki, przykryte listkiem melisy i wiśnią, a wszystko to pod strużką czekolady.

Każda sześciolatka w Polsce rzuciłaby się na taki smakowity cuda-wid, ale nie Małgosia. Ona już tydzień temu, chyba w piątek, postanowiła porozmawiać z tatą bardzo poważnie.

Tata długo milczał, aż w końcu zapytał:

Co teraz robimy, córeczko? Mamy się nie widywać? Jak ja będę wtedy żyć?..

Małgosia zmarszczyła swój ładny nosek, taki właśnie po mamie lekko ziemniaczkowaty, pomyślała i powiedziała:

Nie, tato. Ja też nie umiem bez ciebie. Zróbmy tak: zadzwoń do mamy i powiedz, że w każdy piątek odbierasz mnie z przedszkola.

Trochę się przejdziemy, możesz napić się tej swojej kawy, albo zjesz ze mną lody w kawiarni. A ja ci będę opowiadać, jak nam z mamą mija czas.

Potem znowu zamyśliła się, a po chwili dodała:

Jak będziesz chciał zobaczyć się z mamą, to będę ją nagrywać na telefon i pokazywać ci zdjęcia co tydzień. Chcesz?

Tata nie patrzył na swoją mądrą córkę, tylko lekko się uśmiechnął i skinął głową:

Dobrze, niech tak będzie, córciu

Małgosia westchnęła z ulgą, wzięła łyżeczkę, ale rozmowa się nie skończyła, było przecież coś najważniejszego do powiedzenia. Więc, gdy kolorowe kulki zostawiły jej pod nosem słodkie wąsy, oblizała je językiem, usiadła jeszcze poważniej, prawie jak dorosła.

Prawie kobieta. Taka, która musi troszczyć się o swojego mężczyznę. Choć ten mężczyzna już nie młody tata miał urodziny w zeszłym tygodniu. Małgosia narysowała mu specjalną kartkę w przedszkolu, kolorując z zapałem ogromną cyfrę 28.

Twarz dziewczynki wyglądała poważnie, brwi się zeszły:

Myślę, że powinieneś się ożenić

I wielkodusznie skłamała:

Przecież nie jesteś taki stary

Tata docenił gest córki i zaśmiał się:

Ty sobie wyobrażasz nie bardzo…

Małgosia z zapałem:

Nie bardzo, nie bardzo! Zobacz, pan Henryk, który już dwa razy był u mamy, nawet trochę łysy jest. Tu

Pokazała czubek głowy, wygładzając miękkie loczki dłonią. Potem nagle pojęła, po minie taty, że zdradziła mamowy sekret.

Przyłożyła obie dłonie do ust i szeroko otworzyła oczy przerażenie. Rozbiegane myśli.

Pan Henryk? Jaki pan Henryk odwiedza was tak często? To ten, co jest mam szefem? tata prawie krzyknął, prawie słychać było w całej kawiarni.

Nie wiem, tato zrozpaczona Małgosia. Może. Przynosi mi cukierki. I tort.

I, Małgosia ważyła, czy to jeszcze mówić, skoro tata tak dziwnie się zachowuje, mamie kwiaty.

Tata, splótłszy palce na stole, długo patrzył na nie. Małgosia zrozumiała, że właśnie teraz podejmuje najważniejszą decyzję w swoim życiu.

Czekała więc, nie popędzając go. Już wiedziała, a raczej przeczuwała, że mężczyźni są powolni w myśleniu, a do właściwych wniosków trzeba ich doprowadzać.

A kto ma to robić, jeśli nie kobieta, zwłaszcza ta najważniejsza w jego świecie.

Tata milczał, milczał, aż w końcu westchnął, uniósł głowę, i Gdyby Małgosia była starsza, wiedziałaby, że mówił tym tonem, w którym Otello zadawał tragiczne pytanie swojej Desdemonie.

Ale Małgosia nie znała jeszcze Otella, Desdemony ani żadnej wielkiej miłości. Dopiero zbierała swoje doświadczenia, obserwując ludzi i widząc, jak cieszą się i cierpią czasem przez drobiazgi.

Więc tata powiedział:

Chodź, córeczko. Jest późno, odprowadzę cię do domu. Przy okazji muszę porozmawiać z mamą.

O co tata chciał porozmawiać, Małgosia nie spytała. Zrozumiała jednak, że sprawa jest poważna, i szybko zaczęła dojadać lody.

W końcu pojęła, że to, co tata zamierzał, jest ważniejsze niż najsłodszy smak, więc odważnie rzuciła łyżeczkę na stół, zsunęła się ze stołka, wytarła buzię wierzchem dłoni, pociągnęła nosem i, patrząc prosto w oczy tacie, powiedziała:

Jestem gotowa. Idziemy

Nie szli do domu, niemal biegli. Dokładniej: biegł tata, a Małgosia frunęła za nim, trzymana mocno za rękę jak chorągiewka.

Gdy doszli do klatki, drzwi windy już zamykały się, odwożąc w górę kogoś z sąsiadów. Tata spojrzał rozbieganym wzrokiem na Małgosię. Ona popatrzyła z dołu na niego:

No? Na co czekamy? Siódme piętro to przecież nic!

Tata wziął Małgosię na ręce i wbiegł z nią po schodach.

Gdy mama wreszcie otworzyła drzwi, po nerwowym dzwonieniu, tata od razu zaczął z najważniejszym:

Tak nie można! Jaki jeszcze Henryk? Przecież kocham cię. Mamy Małgosię

I nie wypuszczając córki z objęć, przytulił też żonę. Małgosia objęła ich oboje za szyje i zamknęła oczy. Bo dorośli się całowali

Tak to już bywa, że dwóch pogubionych dorosłych pociesza dziewczynka, która kocha ich oboje, a oni ją, i siebie nawzajem, tylko za mocno trzymają swoje urazy i dumę

Napiszcie w komentarzu, co o tym sądzicie. Zostawcie lajka.

Oceń artykuł
TwojaCena
– Tato, już do nas więcej nie przychodź! Bo jak tylko wychodzisz, mama zawsze zaczyna płakać. I płac…