Anna nie nakrywała w tym roku świątecznego stołu, nie szykowała tradycyjnych potraw. W ogóle nic nie szykowała, bo czy był sens robić cokolwiek, jeśli święta i tak spędzi sama. Jej córka z rodziną święta spędzają w jakimś kurorcie w górach i przyjadą dopiero na Nowy Rok.
Choć to wszystko zdawało się nie mieć sensu, kobieta postanowiła stworzyć chociaż namiastkę świątecznego nastroju. Zniosła ze strychu starą choinkę, która lata świetności miała już dawno za sobą, ale po zawieszeniu kilku bombek i girland wyglądała na tyle dobrze, że Anna pomyślała: – Może ugotuję sobie zupę grzybową, tak dla tradycji?
Zapatrzyła się w zapadający za oknem zmierzch, a myślami wróciła do czasów swego dzieciństwa.
Przypomniała sobie jak świętowali, gdy była mała.
Tata zawsze w święta miał dla niej jakieś słodycze i był taki wesoły. Gdy trochę podrosła zrozumiała, że ojciec był wesoły i zabawny tylko wtedy, gdy był pijany. Z biegiem lat pił coraz częściej i coraz więcej, nie raz zdarzało się, że będąc pod wpływem alkoholu uderzył matkę. Anna bała się, że kiedyś może dojść do jakiegoś nieszczęścia. Bała się o matkę, bo na nią ojciec nigdy nie podniósł ręki.
A potem przyszedł ten dzień, gdy po pijatyce ojciec położył się spać i już się nie obudził. Matka nie mogła pogodzić się z jego śmiercią i z żalu sięgnęła po alkohol. Na początku sporadycznie. A później coraz częściej i coraz więcej. Doszło do tego, że praktycznie nie trzeźwiała. W tym czasie Anna była już w liceum, z nikim się nie przyjaźniła, ponieważ bała się, że ktoś zechce odwiedzić ją w domu i pozna jej sekret. Tak bardzo wstydziła się matki, że nie pozwalała nikomu odprowadzać się do domu. Udawała, że mieszka kilka domów wcześniej. Wszystko zmieniło się, gdy była w ostatniej klasie, wtedy poznała Sławka. Chłopak był od niej pięć lat starszy i tak długo za nią chodził, że w końcu umówiła się z nim. Po jakimś czasie postanowiła być szczera i opowiedziała Sławkowi wszystko, o swojej rodzinie.
Ku jej radości nie przestraszył się i nie uciekł, a wręcz przeciwnie – poprosił ją o rękę. Za to jego rodzice byli bardzo przeciwni jego planom. Mówili, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i w końcu Anna też zacznie pić.
Nic nie dały ich protesty, wzięli ślub i z pomocą przyjaciół urządzili małe mieszkanko. Po dwóch latach urodziła się ich córka. Ileż było radości, gdy pojawiła się na świecie. Sławek za punkt honoru postanowił sobie, że wybuduje dla nich dom. Pracował po całych dniach i nim minęło pięć lat od ich ślubu, domek stał. Może nie był zbyt okazały, ale był ich własny. Gdy wydawało się, że nic do szczęścia im nie brakuje, Sławek spakował się i zniknął. Zostawił list, w którym napisał, że odchodzi, bo się zakochał i żeby go nie szukać. W pierwszym odruchu Anna wyciągnęła z barku butelkę wódki. Nie szukała kieliszka, tyko przechyliła butelkę i pociągnęła spory łyk. Gdy napój parzył gardło przyszło opamiętanie.
– Co ja robię? – pomyślała. Nie mogę się poddać! Mam dziecko i muszę zrobić wszystko, by je wychować.
Nagle z tych bolesnych wspomnień wyrwał ją dźwięk dzwonka.
– Kto to może być? – pomyślała – Żadnych gości się nie spodziewam, a na kolędników jeszcze za
wcześnie.
Otworzyła drzwi i … Zabrakło jej tchu, chwyciła się za serce. Tę postać, pomimo upływu czasu rozpoznałaby wszędzie.
– Sławek, co ty tu robisz? – zapytała cichym głosem.
– Byłem głupcem. Przepraszam. Jeśli możesz, wybacz mi. – jego głos lekko drżał. – Szybko zrozumiałem, że opuszczając ciebie popełniłem błąd. Nie dogadywałem się z tamtą kobietą, po roku rozstaliśmy się i wyjechałem do innego miasta. Wstydziłem się przyjść do Ciebie. Teraz wróciłem na pogrzeb matki. Jestem tu już tydzień. Dzisiaj Wigilia i pomimo tego, że bardzo się bałem, postanowiłem, że muszę cię zobaczyć. Tak wiele lat…, zbyt wiele…, minęło bezpowrotnie.
W jego oczach Anna zobaczyła bezdenne morze smutku.
– Wejdź, tylko uprzedzam, że nie mam nic przygotowanego na święta. Gdy człowiek jest sam, nie ma ochoty na celebrację świąt i marzy o tym, by jak najszybciej się skończyły.
Rozmawiali do późna w nocy, a rano Annę obudził jakiś hałas. To Sławek szykował śniadanie, a w powietrzu unosił się zapach kawy.
Jak przyjemnie jest się obudzić, gdy w domu jest ktoś, kogo nadal się kocha – pomyślała.
– Wesołych świąt.
I wiedziała, że te święta będą naprawdę wesołe.




