Szef kuchni przyjechał z wizytą. Radowanie się nie trwało długo.

Pewnego dnia odwiedziła mnie dawna przyjaciółka. Wyszła za kucharza, urodziła dwoje dzieci i ogólnie wszystko w jej życiu potoczyło się dobrze. Przyjechała do mnie celowo, musiała sporządzić jakieś dokumenty, a nie chciała wynajmować z mężem pokoju w hotelu.

– Mój Aleks nas nakarmi jak w restauracji, nareszcie będziesz mogła odpocząć od kuchni. Nie będziesz chciała go wypuścić – zaśmiała się przed przybyciem.

Byłam na diecie, ale ze względu na taką okazję liczyłam się z tym, że pozwolę sobie na odstępstwo.

Miałam tylko jeden wolny pokój, bo moja teściowa też była z wizytą. Ona sama mieszkała we Francji w ostatnich latach, ale musiała na jakiś czas wrócić do Polski.

W pokoju była jedna sofa, ale była bardzo duża, mogły zmieścić się tam cztery osoby. Co więcej, córka przyjaciółki chciała spać w pokoju mojej córki. Są w tym samym wieku, mają wiele wspólnych zainteresowań, więc zgodziłam się na to.

Ich miejsce do spania odgrodziliśmy kotarą, żeby nikt nie przeszkadzał, bo ja i mój mąż bardzo wcześnie wstajemy do pracy, a moja teściowa pije tabletki co godzinę, więc często krąży obok tego pokoju.

Kucharzowi nie podobała się pojemność mojej lodówki. Skrzywił się, ale zaczął coś tam wkładać. Na obiad musieliśmy długo czekać, bo jemu się nie spieszyło. Zamiast zwykłej 13:00, dopiero o 16:00 usiedliśmy przy stole. Co podał? Makaron z kurczakiem i posiekanymi pomidorami.

Przed obiadem zaprosił mnie na zakupy. Poszliśmy razem do supermarketu, ale kiedy przyszedł czas na opłacenie zakupów, on bezczelnie wyszedł. Zapłaciłam, bo w domu wszyscy byli głodni.

Kolacja była prawie taka sama. Krojone pomidory zastąpił ogórkiem. W ciągu trzech dni zużył tyle gorącej wody, że przez miesiąc musieliśmy oszczędzać na liczniku. A wszystko dlatego, że mył naczynia przez trzy godziny pod dużym strumieniem. To tak, jakbym poszła do łazienki i zostawiła włączony kran.

Następnego dnia powiedziałam mu bezczelnie, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak późnego obiadu. Zacisnął usta i poszedł do kuchni. Wykonywaliśmy różne codzienne czynności, a potem już zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd, pozwalając im zostać u mnie.

Rano nie mogłam nawet zrobić kanapki dla mojego męża, bo goście zjedli całą kiełbasę i ser w nocy. Pozostałe produkty zostały pocięte i umieszczone w pojemnikach. Pobiegłam do sklepu przed pracą, żeby mąż nie był głodny.

Kucharz obudził się o 10 i poszedł do kuchni. Jego obiad miał być podany o 16:00. Jak myślicie, co jedliśmy? Nuggetsy z kurczaka z puree. Najciekawsze jest to, że z samego rana ugotował ziemniaki w mundurkach, a dopiero po południu je rozgniótł. Nie nadawały się do jedzenia.

Cierpliwie to znosiłam. Musiałam wytrzymać jeszcze jeden dzień. Kucharz urządził moją kuchnię w taki sposób, że nie mogłam nawet znaleźć soli. Ale nie kłóciłam się, zdecydowałam, że jutro wyjadą, a ja zajmę się generalnym sprzątaniem.

Następnego dnia obudzili się i powiedzieli, że muszą zostać jeszcze przez kilka dni. Wtedy mój mąż poprosił, aby w ciągu dwóch godzin opuścili nasz dom. Przyjaciółka nazwała mnie niewdzięczną, płakała i powtarzała, że ​​nasza przyjaźń się skończyła. Wyszli. Wraz z naszymi zapasami z zamrażarki i lodówki.

Nawet nie pomyślałam, że trzeba pilnować i sprawdzać, co wpychają do walizki. Od tego czasu zdecydowałam, że w naszym domu nie będzie już obcych. Mam dość, wyciągnęłam wiele z tej lekcji.

Poszliśmy z mężem do sklepu, ponownie napełniliśmy lodówkę jedzeniem i staraliśmy się o tym zapomnieć. Wreszcie w naszym domu jest cicho i spokojnie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Szef kuchni przyjechał z wizytą. Radowanie się nie trwało długo.