Szczęśliwi zawsze się uśmiechają

Zawsze mówią, że szczęśliwi ludzie się uśmiechają.
Patrzyłem, jak Paulina Kowalska stała przy oknie w swoim małym mieszkaniu na Pradze, kiedy za szklanką padał letni deszcz. Słońce już zaczęło się przebijać, ale krople wciąż spływały cicho. Paulina czekała na swoją córkę Jankę, która dopiero co wróciła z pracy, i przeglądała się w kuchni, zastanawiając się, co zgotować na kolację.

Kiedy Janka dorośnie i znajdzie chłopaka, nie podoba mi się ten jej Dawid myślała Paulina. Jest starszy, trochę podejrzany, nie patrzy mi w oczy. Jak mam to powiedzieć Jasiu? Ona naprawdę zakochała się po raz pierwszy, a jeśli zniszczę jej związek, stanę się jej największym wrogiem. Próbowałam jej podpowiedzieć, że Dawid to nie ten właściwy, ale ona nie zwróciła na to uwagi. Gdybym tylko wiedziała, co zrobić

Paulina wychowała Jankę sama, nigdy nie wyszła za mąż. Gdy studiowała na trzecim roku Uniwersytetu Warszawskiego, spotkała się z Wiktorem Malinowskim, również studentem. Nie skończył studiów został wydalony pod koniec trzeciego roku. Paulina była w szoku, bo dowiedziała się, że jest w ciąży, i postanowiła mu to powiedzieć.

Nie wymyślaj wymówek, nie wiem, czy to moje dziecko. Nie chcę dzieci odpowiedział Wiktor chropowato i zniknął.

Paulina nie zdążyła wytłumaczyć mu, że nie ma nikogo innego. Wydział nie zwracał już na nią uwagi, a on sam szybko obracał się wśród innych dziewczyn, aż w końcu go wydalono.

Pewnego wieczoru, gdy Janka płakała w swoim pokoju, podeszła do niej ich matka, Anna Nowak, i zapytała:

Co się stało, córeczko?

Wiktor zostawił mnie, a ja jestem w ciąży wyznała Janka.

Co? Ile razy ci mówiłam, żebyś używała rozumu! Jesteś na trzecim roku, powinieneś skończyć studia, nie ruszać się z dziećmi. Nie pomogę ci, nie licz na mnie! odpowiedziała surowa Anna. Idź do szpitala, porozmawiaj z lekarzem, jesteś już dorosła i musisz ponosić konsekwencje.

Patrzyła na Jankę zimnym, obojętnym wzrokiem, który zranił Paulinę bardziej niż słowa. Wiedziała, że nie ma skąd liczyć na pomoc.

Następnego dnia Paulina udała się do przychodni w Warszawie. Kolejka była krótka, a przed nią siedziała młoda kobieta z brzuchem i sycącą siostrą, sześciolatką. Gdy drzwi się otworzyły i weszła kolejna pacjentka, matka dziewczynki wstała, trzymając się za brzuch:

Poczekaj chwilę, kochanie, już za chwilę wracam.

Dziewczynka, o jasnych włosach i piegach, spojrzała na Paulinę i uśmiechnęła się.

Ciociu, dlaczego jesteś smutna? Czy coś Cię boli? zapytała.

Nie, nic mnie nie boli, po prostu coś się stało odpowiedziała Paulina, nie chcąc rozmawiać o własnym problemie.

Masz dzieci? dopytała.

Nie… odparła Paulina.

Szkoda, moja mama mówi, że dzieci to szczęście. Ja jestem jej szczęściem zaśmiała się dziewczynka. Czasem się psuję, a ona mnie karci, ale zawsze mówi, że jestem jej radością. Wczoraj Michał pociągnął mnie za warkocz, zapłakałam, a mama kazała mi się uśmiechnąć. Uśmiechnęłam się, a Michał dał mi cukierka. Teraz znów się przyjaźnimy.

Paulina uśmiechnęła się. Dziecięca szczerość potrafi rozgrzać serce. Nagle poczuła, że wszystko się zmienia.

Co ja tu robię? Niech Wiktor mnie zostawił, niech matka się sprzeciwia, ale nie zamierzam się poddawać pomyślała.

W tym momencie wyszła matka dziewczynki, przytuliła się do rodziców i radośnie się uśmiechnęła. To ciepło dało Paulinie siłę; wyskoczyła ze szpitala i po drodze trafiła do domu swojej teściowej, Kasi Zielińskiej, matki ojca Janki. Po rozwodzie z ojczymem Anna nie miała kontaktu ze swoją teściową, lecz Paulina odwiedzała Kasię, bo teściowa bardzo kochała wnuczkę.

Dziecko, kochanie, niech cię matka nie przeszkadza, pomogę ci, możesz u mnie zamieszkać. Poradzisz sobie, nie będziesz mieć wyrzutów sumienia powiedziała Kasia, kładąc rękę na głowie Janki.

Paulina przypomniała sobie te słowa i wyszeptała:

Babciu miałaś rację. Janka to moje szczęście, całe moje życie. Nie wyobrażam sobie, co bym bez niej zrobiła.

Wtedy do drzwi wpadła Janka, wchodząc z zamaskowaną twarzą, płacząc.

Co się stało, kochanie? zapytała Anna, wskakując Jankę na krzesło przy stole.

Dawid? spytała Janka, łamiąc się ze łez.

Tak odpowiedziała, wybuchając płaczem.

Paulina nie wiedziała, co zrobić. podała szklankę wody, Janka napiła się, a Anna położyła dłoń na jej ramieniu i przytuliła mocno. Wspólnie zaczęły płakać.

Janka w końcu wyznała:

Mamo, on jest żonaty.

Nie wiedziałaś? zapytała Anna.

Nie, a jego żona przyjechała niespodziewanie. Złapała go w łazience, przejrzała nasze wiadomości i znalazła mój numer.

Paulina nie widziała w tym tragedii, a raczej ulgę, że prawda wyszła na jaw. Wierzyła, że Janka znajdzie prawdziwą miłość.

I co? Zadzwoniła do ciebie? dopytała Anna.

Tak, spotkaliśmy się w kawiarni. Jego żona spokojnie poprosiła, by zostawił nas w spokoju, bo ma dwoje dzieci. To było jak grom z jasnego nieba! wykrzyknęła Janka, już nie płacząc.

Nie obwiniaj się, to jego podstęp, a Bóg, że tak się stało. Gdybyś wiedziała, że jest żonaty, nie zaczęłabyś z nim chodzić.

Zrobiłam to, mamo. Powiedziałam jego żonie, że nie będę z nim kontaktować się, i poprosiłam go, by zostawił mnie w spokoju odpowiedziała zdecydowanie.

Dobra robota, kochanie.

Paulina rozumiała, że to nie pierwszy i nie ostatni oszust w jej życiu, ale bolało ją to, co spotkało jej córkę.

A Dawid? Czy rozmawiałeś z nim?

Dzwonił ostatnio, ale powiedziałam mu, że go zostawiłam i wsadziłam go na czarną listę.

Rozumiem, że jest ciężko, ale postąpiłaś słusznie.

Nagle Janka znów zapłakała.

Mamo, muszę ci coś powiedzieć jestem w ciąży

Jaki masz termin? zapytała Anna spokojnie.

Około dwóch miesięcy wyszeptała Janka, spuszczając wzrok.

Te słowa przebiły serce matki. Wszystko się powtarzało. Patrzyła na swoją dorosłą córkę, wiedząc, że teraz potrzebuje wsparcia bardziej niż kiedykolwiek.

Nic się nie martw, kochanie, wszystko będzie dobrze. Poradzisz sobie, pomogę ci. To nasze dziecko, nasz wnuk, będziemy go kochać.

Mamo, jesteś najwspanialszą przyznała Janka, łapiąc się za rękę.

Nie martw się, damy radę.

Kilka miesięcy później Paulina przywitała Jankę z małym chłopczykiem w beżowym sweterku z niebieskim kokardkiem. Wrócili do domu, w którym wnuk otoczony był balonami i kwiatami, a Kasia przygotowała wszystko dla małego skarba i kochającej matki. Leżała już kołyska, wózek i zabawki. Paulina i Janka uśmiechały się do siebie, bo szczęście wypełniło ich dom. A szczęśliwi zawsze się uśmiechają.

Oceń artykuł
TwojaCena
Szczęśliwi zawsze się uśmiechają