Szantaż, sekrety i cud macierzyństwa: Jak przebiegła Kristina zażądała od Svetlany trzech milionów z…

Zamknęłam laptopa, gotowa do wyjścia z biura, kiedy nagle zajrzała moja asystentka.

Pani Elżbieto, jakaś młoda dziewczyna czeka na korytarzu. Mówi, że w sprawie osobistej.

Wpuść ją, niech wejdzie.

Do gabinetu weszła niska, kręcona dziewczyna w krótkiej spódnicy.

Dzień dobry. Mam na imię Blanka. Chciałabym złożyć pani pewną propozycję.

Dzień dobry, Blanko. Propozycję? Chyba się nie znamy?

Pani nie. Ale za to z pani mężem, Kostkiem, już bardzo dobrze. Proszę.

Dziewczyna podeszła do biurka i rzuciła jakąś kartkę. Zaczęłam czytać:

Blanka Michalska, ciąża 5-6 tygodni.

Co to ma być? Nie rozumiem… Dlaczego mi to pokazujesz?

Co tu rozumieć. Jestem w ciąży z pani mężem.

Zaniemówiłam. To chyba jakiś ponury żart.

I czego ode mnie oczekujesz? Gratulacji?

Nie. Chcę pieniędzy. Jeśli zależy pani na mężu…

Za co niby te pieniądze?

Robię aborcję i znikam z waszego życia. On nawet nie wie, że jestem w ciąży, przyszłam najpierw do pani. Jeśli pani odmówi, powiem mu, a on pójdzie do mnie bo pani nie może mieć dzieci, nieprawdaż? Wiem wszystko o was. No, jak będzie?

Nie wiedziałam, co powiedzieć, myśli kłębiły się jak szalone.

Ile życzysz sobie za swoje milczenie?

Tylko siedemset tysięcy złotych. Grosze dla pani, a mąż zostaje i razem się zestarzejecie…

Ależ szczodrość! Zostaw numer, pomyślę i dam znać.

Proszę, tylko się nie ociągać. Czas leci, żebym zdążyła usunąć ciążę

Blanka zapisała na skrawku numer telefonu i opuściła gabinet równie pewnym krokiem, jak przyszła.

Pani Elżbieto, już wychodzisz? Sprzątaczka czeka

Złożyłam kartkę na pół i schowałam do torebki.

Tak, Aniu. Do jutra!

Wysiadłam do auta, w głowie mętlik. Kim była ta Blanka? Czy to możliwe, że Kostek naprawdę ją…?

W domu przejrzałam papierek jeszcze raz, czekając na powrót męża.

Kochanie, jestem! Cudownie pachnie!

Wejdź, zaraz się przekonasz…

Kostek, zadowolony, wszedł do kuchni. Usadowiłam się w fotelu, patrząc mu prosto w oczy.

Co się stało? Czemu tak patrzysz? Aż się przestraszyłem…

Kostek, kim jest Blanka Michalska?

To współpracowniczka z firmy, z którą utrzymujemy kontakty. Dlaczego pytasz?

Bo jest z tobą w ciąży. Proszę, czytaj.

Kostek wziął kartkę i przesunął wzrokiem po tekście, wyraźnie zszokowany.

To niemożliwe Przecież nie łączyło mnie z nią nic. O co tu chodzi?

Twierdzi, że to twoje dziecko i żąda ode mnie siedemset tysięcy złotych za aborcję. W przeciwnym razie grozi, że cię do siebie zwabi. Wszystko wie o naszej sytuacji.

Nic nie rozumiem Skąd jej w ogóle taki pomysł? Ela, przysięgam na wszystko nic mnie z nią nie łączy! To jakiś absurd!

Też tak myślę. Co prawda nie mam cię za świętego, ale wierzę ludziom, a jej zamierzenia są jasne. Chce tylko wyciągnąć pieniądze.

Można mnie przebadać, wszystko sprawdzić nie mam absolutnie nic do ukrycia. Wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza…

Dobrze już, chodźmy jeść.

Następnego dnia zadzwoniłam do Blanki, zapraszając ją jeszcze raz do biura. Przybiegła natychmiast.

Blanka, Kostek nie jest ojcem twojego dziecka. Wierzę mu. Łatwego zarobku nie będzie. Rób, co chcesz.

Dziwnie pani ufa mężowi… Tak pewna siebie? Lustro pani widziała? Czterdziestka, obojętnie, jak pani wygląda zawsze znajdzie się młodsza.

To wszystko, co masz do powiedzenia?

Mam jeszcze propozycję. Możesz kupić to dziecko. Zrobimy wszystkie badania ojcem jest Kostek, ręczę.

Ale przecież nic was nie łączyło. Jak to możliwe?

Powiem prawdę. Półtora miesiąca temu na firmowej imprezie poznałam Kostka. Wcześniej wspólny znajomy zdradził, że żonaty z majętną kobietą, która nie może mieć dzieci. Pomyślałam: idealna okazja do zarobku.

Starałam się go uwieść, ale nie reagował na mnie jak na kobietę. Zabolało mnie to, bo faceci zwykle lecą na mnie jak pszczoły do miodu. W końcu postanowiłam zrobić inaczej. Siostra farmaceutka dała mi specjalny proszek na chwilę człowiek traci pamięć, działa jak otumanienie.

Podsunęłam Kostkowi drinka z tym proszkiem, potem zabrałam do siebie. Był bezwolny, nieświadomy.

Traf chciał, że akurat miałam dni płodne, no i jestem w ciąży. Kostek nic nie pamięta. Zapewniam na sto procent, że jest ojcem. Mam nawet nagranie.

Podała mi telefon z filmikiem Kostek leży, rozkojarzony, nie reaguje.

Aborcja to dla mnie pestka, zdrowie końskie. Ale kocham pieniądze, szczególnie łatwe. Wiem, że nie zechce się pani szarpać po sądach ze względu na stanowisko. Liczyłam, że się pani zgodzi, a tu klops. To może urodzę dziecko i oddam pani. Trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych i dziecko jest pani. Będę chodzić do lekarza, dbać o siebie słowo.

Byłam w szoku. Jak można?

Blanka, powinnaś trafić za kratki! To szantaż!

Cóż zrobić Każdy zarabia, jak może. Mam długi, sponsor zmarł. Więc się ratuję. Niech się pani zastanowi, zadzwonię za trzy dni.

Blanka wyszła. Wypiłam szklankę wody, głowa mi pękała.

Wieczorem opowiedziałam wszystko mężowi. Był wstrząśnięty.

Wykorzystała mnie Wytoczę jej proces…

Kostek, ludzie są zdolni do wszystkiego. Przeczytałam w internecie, że od siódmego tygodnia ciąży można zrobić badanie DNA. Przede wszystkim sprawdźmy, czy to twoje dziecko.

Obydwoje chcieliśmy mieć dziecko. Sierocińca nie rozważaliśmy. A tu, jeśli to naprawdę twoje

O nie, nie będę płacił tej oszustce! Niech zrobi aborcję i da nam spokój!

Kostek wściekły wyszedł z pokoju.

Wróciłam myślami do przeszłości

Z Kostkiem poznaliśmy się na studiach, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wzięliśmy ślub, wynajęliśmy mieszkanie. Elżbieta szybko zrobiła karierę, pomagając przy tym własny wujek, który pożyczył pieniądze na rozwój firmy.

Zwrot długu nastąpił szybko, wszystko się układało: Kostek otworzył sklep, ja prowadziłam firmę. Bardzo pragnęliśmy dziecka i ciągle się nie udawało.

Pewnej nocy, wracając z restauracji, spotkaliśmy kilku podpitych chłopaków. Jeden rzucił się z nożem na Kostka, zasłoniłam go sobą i dostałam cios w brzuch. Ledwo mnie odratowali. Skutkiem była bezpłodność usunięto narządy rodne. Rzadko bywałam w złym nastroju, ale to złamało mnie na długo.

Kostek mnie wspierał, chociaż czuł winę. Miałam żal do losu. Czasem odwiedzałam kościół, zapalałam świeczkę, wrzucałam na tacę.

Pewnego dnia pod kościołem siedziała starsza pani. Dałam jej kilka złotych.

Dziękuję, dziecko. Widzę, że smutek na pani twarzy, nie martw się. Choć teraz ciężko, uwierz, że będziesz miała dziecko. W niecodzienny sposób

Westchnęłam i poszłam dalej. Skąd mogła wiedzieć?

Uwikłałam się w pracę. Z Kostkiem byliśmy coraz bardziej zżytą parą. Nagle cała ta sprawa.

Namówiłam męża na test DNA. Blanka też oddała próbkę w dziewiątym tygodniu ciąży. Wynik był jednoznaczny Kostek był ojcem.

I co, przekonałam panią? Gotowi zapłacić za dziecko? uśmiechnęła się szyderczo Blanka.

Wiesz co? Wynająć za pieniądze kobietę, która urodzi dla Kostka, nie byłoby wielkim problemem, i wyszłoby taniej. Ale skoro już tak wyszło damy połowę trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych. Dostaniesz całość po porodzie i podpiszemy umowę.

Co za targowanie się! Umawiałyśmy się na siedemset!

A teraz my stawiamy warunki. Nie chcesz nie dostaniesz nic. Ciesz się, że nie zgłaszamy tego na policję. Jesteśmy ludzcy…

***

Kostek, wszystko ustalone. Będziemy mieli dziecko.

Ela, po co nam to wszystko Jeszcze jej pieniądze płacić!

Może to nasz znak od losu. Tak się złożyło, więc skorzystajmy

Blanka sumiennie chodziła na badania, dbała o siebie. Urodziła zdrowego chłopca w terminie. Zrzekła się macierzyństwa, Kostek od razu uznał syna. Po formalnościach Blanka odebrała pieniądze i zniknęła z naszego życia. Wszystkim powiedzieliśmy, że skorzystaliśmy z usług surogatki.

Dziękuję za to, że urodziłaś dziecko mojego męża powiedziałam jej na pożegnanie.

Synek, Adaś, zamieszkał w naszym domu.

Kostek, zobacz, jak do ciebie podobny

Naprawdę? Nie znam się na dzieciach Chociaż, może masz rację przystojniak jak tata…

Pamiętasz tę staruszkę spod kościoła? Przepowiedziała, i rzeczywiście Dziecko pojawiło się u nas w niezwykły sposób.

Kostek i ja patrzyliśmy na synka, nie wiedząc, co przyniesie przyszłość, ale w tamtym momencie byliśmy szczęśliwi

Czasami los spełnia nasze prośby w bardzo dziwny sposób…

***

Kilka miesięcy później, podczas oglądania wiadomości, zobaczyłam informację: Blanka została znaleziona martwa w mieszkaniu. Okoliczności śmierci nie są jasne. Zagrała z losem i przegrałaNie poczułam ulgi. Siedziałam w ciszy, trzymając Adasia na rękach. Trudno było mi w tym wszystkim znaleźć sprawiedliwość, choć przecież to nie ja skrzywdziłam Blankę ani ona nie była niewinną ofiarą. Jej wybory były tragiczne, niemal jak z powieści, ale przecież była człowiekiem, który umiał kochać tylko pieniądze.

Kostek podszedł do okna, zamyślony.

Myślisz o niej? spytałam cicho.

Trochę. Życie to dziwna gra. Każdy chce wygrać czasem zapomina, za jaką cenę.

Uśmiechnęłam się smutno. Adaś uśmiechnął się do nas, jakby nieświadomy całego tego poplątanego świata dorosłych. Oparłam się głową o ramię Kostka.

Mamy siebie. Mamy jego. Może to wszystko los chciał tak pokręcić, żebyśmy byli rodziną nawet jeśli nie po bożemu.

Kostek przytulił nas mocniej.

Za oknem śnieg zaczął sypać cicho, a w tej białej ciszy usłyszałam po raz pierwszy w życiu taki spokój, jakiego nie pamiętałam. Przyszłość niepewna i zakręcona przestała mnie tak przerażać.

Bo czasem dziecko to cud, którego ścieżka rodzi się z bólu, nadziei i łez ale zawsze przynosi światło.

Spojrzałam na Adasia.

Co by nie było, synku tutaj jesteś kochany. Tu jest twój dom.

Oceń artykuł
TwojaCena
Szantaż, sekrety i cud macierzyństwa: Jak przebiegła Kristina zażądała od Svetlany trzech milionów z…