Synowa traktuje nas jak obcych ludzi. Buntuje naszą wnusię, by nie mówiła do mnie „babciu”

Widywać jedyną wnuczkę raz w miesiącu? To dla mnie nie do pomyślenia. Tak kocham moją małą dziewczynkę, że nieba bym jej uchyliła, ale ta moja wyrachowana synowa nawet tego mi nie pozwala.

 

Nikomu nie życzę takiej starości, jakiej doczekaliśmy z moim mężem. Na bycie dziadkami czekaliśmy bardzo długo, za długo! Ale milczeliśmy, słowem nie wtrącaliśmy się w decyzję młodych, choć szczerze głęboko wierzyłam, że jeszcze będę na siłach, by pomóc przy dziecku. Młodzi ludzie teraz wszystko stawiają przed rodzicielstwem, inne priorytety, tak to nazywają – najpierw muszą mieć własne mieszkanie, potem stabilną pracę, a to jeszcze muszą się „wyszaleć”, świata trochę zobaczyć… Na dziecko decydują się, jak dziadkowie ledwo już chodzą. Ale jak chcieli, tak mieli.

Oboje mieszkają w tym samym mieście co my, dzielą nas zaledwie dwa osiedla. Wiecie, jak synowa zaszła w ciążę od razu zapowiedziałam, że może na nas liczyć i ma nie krępować się, tylko dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Zapewniałam, że jesteśmy rodziną i tak mamy siebie traktować, w rodzinie każdy ma na siebie liczyć. Ale jak widać, w tej nowoczesnej mentalności rodzicielskiej babcie i dziadkowie są spychane na daleki plan.

 

Przeczytaj także: Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z koleżanką. Przechwalała się, że daje nam pieniądze, a przecież to nieprawda!

 

Mieszkamy tak blisko, a widujemy się raz w miesiącu, ledwie! A ja, powiem szczerze, nie wyobrażam sobie takiego życia. Chciałabym być przy wnuczce, otaczać ją miłością i opieką codziennie, ale moja synowa jakby miała z tym kłopot. To dla mnie okrutne. Powiedziałam, że mogę przychodzić choćby raz w tygodniu, żeby synowej pomóc, żeby miała trochę czasu dla siebie. Sama byłam matką, więc wiem, jak to jest. A ona mi na to, że woli zatrudnić nianię do pomocy taką po studiach, co by wiedziała jak zająć się dobrze dzieckiem. Rozumiecie to?!

Jak byłam u nich zaraz po porodzie i chciałam wziąć dziecko na ręce, to synowa zaraz wyskoczyła i kazała mi stać i tylko patrzeć z daleka, bo jeszcze mi dziecko wypadnie z rąk… A przecież mam większe doświadczenie w opiece, znam się na tym. Ale im bardziej ją przekonywałam, tym ona stawała się jeszcze bardziej naburmuszona.

Moja wnuczka jest jak skrawek nieba w moim życiu. A synowa traktuje mnie jakbyśmy były z dwóch różnych planet. Buntuje moją wnuczkę, żeby nie nazywała mnie „babcią”. Ma mówić do mnie „pani”, bo inaczej to jakoś nie wypada, jakby był jeden egzemplarz babci od strony mamy i żadne inne nie miały prawa do tego miana.

Wnuczka jest już większa, a ja nawet na spacer nie mogę jej zabrać. Wszystko pod czujnym okiem synowej, każda sekunda pod obserwacją.

A syn oczywiście nic nie powie. Jego ukochana całkowicie zawróciła mu w głowie. Nie mam o to pretensji, taka kolei rzeczy. Tylko serce mi pęka, widzę, że mojemu mężowi też, ale syn prosi, żebyśmy nie robili awantur, tylko uszanowali to, co robi jego żona. Tylko jak tutaj uszanować to, że zabrali nam jedyną wnusię?

Oceń artykuł
TwojaCena
Synowa traktuje nas jak obcych ludzi. Buntuje naszą wnusię, by nie mówiła do mnie „babciu”