Moja synowa dostaje szału i zachowuje się tak jakbym była wyrodną matką, która idzie na łatwiznę i serwuje posiłki z piekła rodem. Nauczyła męża, że musi codziennie jeść jak król, a nie patrzy na to, że zaraz przez nich zbankrutuję.
Moja synowa odkąd zamieszkała z moim synem, wbiła mu do głowy, że każdego dnia jest obiad z dwóch dań. Zaczynam się bać, bo to mnie zrujnuje, ale co jej tam, ona ma to gdzieś. Ona przecież nie wydaje na to ani grosza, tylko wymaga ode mnie, żeby robić idealne posiłki dla jej ukochanego męża, a mojego syna. Oszalała zupełnie!
Ale od początku…
Od ponad miesiąca mieszkam u syna i synowej w mieszkaniu. Mój mąż zmarł kilka lat temu, a ja niedawno przeszłam operację i lekarz zalecił mi, by ktoś stale był obok w razie, gdyby była potrzebna pomoc, przynajmniej przez pół roku. Nie wiedziałam, co mam zrobić, czy iść z tym do sąsiadów, czy znaleźć sobie opiekunkę. Poszłam w końcu do syna z prośbą, żeby mi jakoś pomógł i tak trafiłam do nich. Oboje mieszkają w swoim mieszkaniu, jeszcze spłacają za nie kredyt hipoteczny. Nigdy nie chciałam być ciężarem dla dzieci, ale cóż było zrobić. Nie miałam żadnego innego wyjścia.
Powiedziałam im już na dzień dobry, że chcę być przydatna i nie chcę siedzieć im tylko na głowie. Mówię:
– Oboje pracujecie, pewnie nie macie czasu i jeszcze ten kredyt. Wy skupcie się na swoich obowiązkach, a ja Wam będę kupowała jedzenie i codziennie gotowała. Choć w ten sposób spróbuję Wam wynagrodzić.
Przeczytaj także: Wyszłam za Niemca, a moi krewni nie mogą się uspokoić. Mama dzwoni codziennie i chce ode mnie pieniędzy
Nie krzywdzę sobie stojąc w kuchni, gotować smacznie też chyba potrafię, nikt nie narzekał, a karmiłam przez tyle lat rodzinę. Myślałam, że jak będę robiła to, co potrafię, to będą zadowoleni.
A skąd! Ile ja od tego miesiąca już nasłuchałam się ciągłych uwag.
Mój syn potrafił w domu przytrzymać cały dzień nawet i o suchym chlebie. Nikt go nie głodował, żeby była jasność. Ale nie wybrzydzał, jadł wszystko, co było mu podane. A teraz przy tej swojej nowej żonie z miasta jakby to nie był mój Grzesiek. Zaczął zachowywać się jak królewicz.
Byłam przyzwyczajona, by robić na co dzień tylko jedno danie w postaci zupy albo na przykład mięsa. A synowa jak to zobaczyła, to była w szoku i dopytywała gdzie drugi posiłek!
– Chciała mama gotować, a oszczędza nam na jedzeniu?! Do zupki przydałby się jakiś kotlecik z ziemniaczkami albo jakaś pieczeń ze świeżą sałatką… Niech mama spojrzy, jak syn mizernie wygląda przy tych mamy obiadkach, to trzeba dawać większe porcje i bardziej rozmaite.
No mam tego szczerze mówiąc dość i chciałabym chociaż raz, żeby to oni przygotowali dla mnie nawet głupie śniadanie. Przez ten miesiąc wydałam prawie całą emeryturę na jedzenie, leki musiałam kupić z oszczędności.
Ja wiem, że dają mi dach nad głową, nie muszę dokładać się do rachunków I sama zadeklarowałam, że będę im gotowała, ale to mnie wykończy przy dwóch daniach każdego dnia.
Proszę Was bardzo, doradźcie mi… Czy może ja nie mam racji? Nie pójdę i nie powiem im, żeby gotowali sobie sami, skoro im nie odpowiada, bo spaliłabym się ze wstydu. Zresztą, synowa chce, żebym w jakiś sposób się odwdzięczyła, a ten mój pomysł z gotowaniem chyba przypadł jej do gustu. Ale przy takich wydatkach, to zaraz zostanę bez grosza przy duszy, bo to, co ja wydawałam na zakupach w tydzień, teraz idzie w jeden dzień.



