Mój syn – Bartek – ożenił się i opuścił rodzinny dom. Jego żona, a moja synowa Jagoda wydawała się dobrą i zaradną dziewczyną, więc gdy Bartek postanowił się ożenić byłam szczęśliwa.
Myślałam, że razem będą góry przenosić, oboje będą pracować, a jak pojawi się dziecko syn zajmie się zarabianiem pieniędzy na utrzymanie rodziny, a synowa poprowadzi dom.
Nic bardziej mylnego, gdy urodziła się wnuczka, Bartek pracował często po 12-13 godzin dziennie, a Jagoda po całych dniach leżała i nic nie robiła, no oprócz zajmowania się dzieckiem, ale tylko do powrotu Bartka.
Gdy syn wracał z pracy, zamiast obiadu dostawał reprymendę, każdy powód był dobry, aby go zbesztać. Jagoda miała pretensje o wszystko, a to buty nie tak postawił, a to za późno wrócił.
Syn nigdy złego słowa jej nie powiedział, zakasywał rękawy i brał się do roboty, dziecko, obiad, nawet mycie naczyń, wszystko było na jego głowie. Nigdy nie protestował, nigdy nie powiedział, że to nie męskie zajęcia albo że jest zmęczony po pracy.
Mijały tygodnie, miesiące Jagodzie skończył się urlop macierzyński, a później i wychowawczy, ale ona nie zamierzała wracać do pracy, a syn ją w tej decyzji popierał. Stwierdził, że jeśli zaczną trochę oszczędzać, to dadzą sobie radę.
Nie wtrącałam się do ich decyzji, ale żal mi było syna, który pracował praktycznie na dwóch etatach. Któregoś dnia zapytałam synową, dlaczego nie chce wracać do pracy, to mi odpowiedziała, że nigdy nie lubiła swojej pracy i teraz woli zajmować się domem. No, ja rozumiem, że można nie lubić jednej pracy, ale przecież można znaleźć inną, jest tyle różnych możliwości.
Wnuczka podrosła, a synowa nadal nie zamierzała wracać do pracy, domem też się nie zajmowała. Moim zdaniem, jeśli ktoś siedzi w domu i zajmuje się tylko 5 letnim dzieckiem, które jest grzeczne i na ogół samo zajmuje się sobą, to dom powinien być czysty i zadbany. Obiad zrobić to przecież też żadne poświęcenie, ale nie dla mojej synowej. Ona woli godzinami buszować w Internecie albo robić sobie paznokcie.
Widzę, że mój syn jest coraz bardziej wykończony tymi dwoma etatami, żal mi go, gdy widzę, jak traktuje go synowa.
Raz nawet nie wytrzymałam i zwróciłam jej uwagę, żeby dała Bartkowi odpocząć po pracy, to mi odpowiedziała – że mają sprawiedliwy podział obowiązków i się do niego stosują. I jeszcze naskarżyła na mnie synowi, że się jej czepiam, a ona ma cały dom na głowie i sama nie daje rady sprostać wszystkim obowiązkom. Na drugi dzień syn przyszedł do mnie i poprosił, żebym się nie wtrącała do ich życia.
Po tych słowach zrobiło mi się bardzo przykro, przecież ja nie chcę, żeby się rozwodzili, ja chcę tylko, aby moje dziecko nie zaharowywało się. Jemu też należy się coś od życia, a nie tylko robota od świtu do późnej nocy.
Co osiągnęłam swoją troską? – A no to, że synowa nie rozmawia ze mną, a syn patrzy wilkiem. Więcej wtrącać się nie będę, niech żyją jak chcą, ale powiedzcie, ile czasu można zasłaniać się pięcioletnim dzieckiem?




