Synowa

SYNOWA

Anna Władysławowna położyła na pięknie zastawionym stole ogromny półmisek z pieczoną kaczką i ciężko westchnęła. Każda chwila, a już zjadą się synowie z synowymi.

Niedawno najmłodszy się ożenił, wesele było bardzo skromne. Ale, cóż dzisiejsza młodzież lubi taki minimalizm. Ona sama świętowałaby z przytupem, hucznie! Choć z mężem ledwo dotarli do urzędu stanu cywilnego. Obrączki dopiero po roku udało się kupić dwa cienkie złote pierścionki. Synom chciała dać prawdziwą uroczystość. Ale postawili na swoim.

Ma tylko jeden minus jest aż za bardzo zadbana! przyznała się Anna w duchu niczym męczennica. Ale synowa już deklarowała chęć szczerej rozmowy.

Synowa Jagna bo tak, typowo po polsku, z tego samego rocznika co Noce i Dnie była generalnie dziewczyną całkiem przyjemną. Dobrze wpłynęła na jej syna Stasia. Pomogła mu nawet znaleźć porządną pracę a i potem dba, żeby szedł po szczeblach kariery. Do trzydziestki Staś nie miał żadnych ambicji, żył sobie beztrosko, na koszt mamy. Anna już powoli popadała w panikę. Ale na szczęście wszystko się ułożyło.

Tylko ten jeden minus ta przesadna dbałość o siebie! Po salonach kursuje, fryzjerzy, masaże, manicure, a pieniądze lecą przez palce jak złotówki przez krakowski Rynek. No bo jak to tak żona, rodzina powinna być najważniejsza, nie paznokcie.

Dzieci przyjdą na świat to zamiast kupić Stasiowi nowe półbuty, pójdzie na pedicure?! Anna Władysławowna takich kobiet nie rozumiała. O sobie zawsze myślała ostatnia. Zwłaszcza po śmierci męża, gdy synowie, choć już dorośli, wciąż liczyli na jej wsparcie.

Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk domofonu. Przyjechała młodzież. Jagna weszła do salonu niczym gwiazda filmowa. Fryzura jak spod linijki, manikiur taki, że żona lokalnego burmistrza by się nie powstydziła. Makijaż? Ledwo co, bo kosmetyczka zdała egzamin na medal.

Jagieńko, ale ty ładnie dziś wyglądasz! zachwyciła się szczerze teściowa, choć gdzieś w tonie przewinęły się nuty niezadowolenia. Nowy kostium, tak?

Tak, wczoraj kupiłam uśmiechnęła się młoda kobieta. W pracy dali niezłą premię.

To najlepiej by było to odłożyć podzieliła się doświadczeniem Anna. Wszystkie premie, trzynastkę, nadgodziny na czarną godzinę, zobaczysz, przyda się!

Jagna uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła swoją teściową taka solidna kobieta, cała dla rodziny. Ale gdzieś tam sądziła, że czarna godzina przychodzi głównie do tych, co na nią czekają.

Wieczór upłynął całkiem sympatycznie. Aczkolwiek teściowa parokrotnie starała się subtelnie napomknąć o wydawaniu pieniędzy na głupoty. Jagna wyczuła te aluzje lecą w jej stronę.

A pani kiedy była ostatnio u manikiurzystki, pani Anno? nie wytrzymała w końcu.

Ja?… zająknęła się mama Stasia. Ja Nigdy. W domu coś dłubię, żeby ręce były czyste. Co mi więcej trzeba?

Nikt poza nimi nie zwrócił uwagi na tę krótką wymianę zdań. A Jagnie, jako kobiecie, zrobiło się żal teściowej. Że wychowała dwóch dorosłych synów obydwaj mają już przecież sensowne zarobki a ona żałuje sobie nawet na małą przyjemność!

Stasiek, a twoja mama w ogóle coś dla siebie robi? zapytała męża w drodze do domu.

No nie wiem… Gotuje, stół taki zastawiła. Telewizor ogląda. Do sąsiadek na herbatę chodzi. A co?

A to, że nigdy nie miała żadnej przyjemności! Powinniście ją raz wziąć do kina, na spektakl, do restauracji

Oj, po co jej to, przesadzasz.

Jagna zamilkła, porównała sobie w myślach teściową ze swoją mamą, która nawet jak budżet skrzypiał, to chodziła do fryzjera i kupowała sobie nową spódnicę. Też zawsze miała karnet do miejskiego teatru, bo przecież trzeba się cieszyć życiem.

Jagna postanowiła, że pomoże teściowej choć przez chwilę poczuć smak życia dla siebie, a nie tylko czekać na wnuki i ustawicznie szykować rosół.

Po kilku dniach zadzwoniła do Anny Władysławowny z propozycją spaceru i kawy na mieście. No i żeby wpaść do salonu kosmetycznego Jagna miała iść do kosmetyczki i z miejsca zapraszała teściową na dowolny zabieg.

Daj spokój, dziecko przestraszyła się Anna. Jak ci trzeba, ja sobie poczekam w holu, albo pójdę przewietrzyć się.

Po co czekać? Pół godzinki można wykorzystać z pożytkiem. Chociaż rączki zrobią i masaż dadzą?

Po długich namowach w końcu zgodziła się z oporem. Jagna zawczasu zadzwoniła do salonu:

Dziewczyny, wszystko zróbcie na najwyższym poziomie! I koniecznie spróbujcie namówić na jakieś inne zabiegi pedicure, maseczka, co się da! Jak będzie pytać o ceny, mówić, że wszystko opłacone niech korzysta. Może macie nową stałą klientkę!

O wyznaczonej godzinie Jagna przyprowadziła oporną teściową do salonu i oddała w ręce profesjonalistek.

To tylko chwilka, tak? I ile się za to płaci? dopytywała Anna, zanim ją zabrano.

Kiedy sympatyczna pracownica wyprowadziła Annę, Jagna siadła w poczekalni z komórką w ręku. Dla siebie tego dnia nie planowała żadnych przyjemności korzystała z okazji do nadrobienia wiadomości.

Teściowa wyszła po dwóch godzinach zrelaksowana i zupełnie odmieniona. Dziewczyny znały się na rzeczy.

Ojej, Jagna, tyle mi dzisiaj zrobiły! Kawką częstowały, ziołową herbatką. Tak miło! Ale to chyba drogo kosztuje

A właśnie dziś promocja! wtrąciła się pani z recepcji. Przyprowadzisz koleżankę, ona dostaje zabieg gratis! Więc dziś za nic nie płacisz!

Obie poszły do pobliskiej kawiarni. Anna zamówiła sobie cappuccino i rozsiadła się wygodnie.

A może tak byśmy sobie urządziły taki babski wypad od czasu do czasu? zaproponowała Jagna. Zawsze dla stałych klientek są rabaty! Podobało się chyba?

Bardzo przyznała szczerze Anna. Nawet nie wiedziałam, że to tak przyjemne.

Trzeba było spróbować już dawno!

E tam, dzieci były małe, mąż (wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie), zawsze oszczędny. Trzeba było liczyć każdy grosz. Później już nie widziałam sensu…

A teraz jest sens! Żeby mi towarzyszyć. Bo samotnie to mi nudno.

No, czasami z tobą mogę pójść…

I tak się zaczęło. Od tej pory Anna regularnie, razem z synową, chodziła na zabiegi do salonu. Jagna z dyskrecją dorzuciła jej do szafy kilka nowych ubrań, za każdym razem podając śmiesznie zaniżoną cenę.

Namówiła Stasia, żeby zaprosił mamę do restauracji. Potem wybrali się wszyscy razem do kina, a na Święta Jagna wręczyła Annie karnet do teatru.

Ty to młodniejesz w oczach! chwaliły ją sąsiadki.

Młodzi pociągają za sobą odpowiadała skromnie.

I rzeczywiście, Anna Władysławowna czuła się, jakby dopiero teraz na emeryturze, jako matka dwóch dorosłych mężczyzn rozpoczynała swoją młodość 2.0.

Oceń artykuł
TwojaCena
Synowa