Syn żąda ode mnie pieniędzy, bo dostał mandat, kiedy wiózł mnie do lekarza. To moja wina, że nie umie jeździć?!

Jestem totalnie wściekła! Chociaż może słowo „wściekła” to za mało… Otóż mój kochany syn, któremu tak wiele pomogłam w życiu, postanowił wymuszać ode mnie pieniądze. I to takim sposobem, o jakim ja nawet bym nie pomyślała!

Właśnie wróciliśmy od lekarza, miałam ważne badania. Jak zwykle w takie dni, stres mnie ogarnął i nie chciałam tłuc się w komunikacji, tylko poprosiłam syna, żeby zawiózł mnie na miejsce. To ja pomogłam mu i dołożyłam prawie połowę na samochód, który był mu potrzebny. Chyba może odwdzięczyć się za to raz na jakiś czas. Wtedy tak myślałam, ale teraz myślę sobie, że trzeba było radzić sobie samej i nie prosić nikogo o pomoc.

Co zrobił mój syn? Postanowił zostawić samochód w miejscu, gdzie nie wolno, a tuż obok stał radiowóz! Czy on go nie widział, czy jest aż tak bezmyślny… Sama już nie wiem.

Dostał oczywiście mandat, chociaż prosiłam policjantów, by tym razem tylko go pouczyli. No, ale przecież to ja jestem winna, że mój syn nie potrafi parkować, prawda?

Teraz mam do wydania pół emerytury na nowe leki, rachunki za ogrzewanie, bo w domu jest zimno, jakby był mróz, a tu jeszcze muszę się tłumaczyć z czyjegoś nieudolnego parkowania. I co teraz mam zrobić? Oczywiście, zażądał ode mnie pieniędzy na pokrycie mandatu.

 

Przeczytaj także: Mój syn prawnik gardzi mną, bo jestem hydraulikiem. Nie wie, że zarabiam więcej od niego

 

– Od razu biegnij i weź sobie z mojego portfela! No bo jakby inaczej, winna zawsze matka! – krzyknęłam mu.

Mam dosyć tych nonsensów. Dla niego to chyba jestem tylko po to, żeby naprawiać błędy i pokrywać koszty jego głupot. Jestem starsza, mam swoje potrzeby, swoje zmartwienia i jeszcze mam ponosić konsekwencje czyjejś głupoty? Mam dość!

Myślałam, że sprawa ucichnie, ale oto co usłyszałam:

– Jak nie będzie pieniędzy na mandat, to nie będzie też darmowego szofera!

Darmowego szofera?! Co to w ogóle ma znaczyć? Gdybym chciała być skrupulatna, to mogłabym powiedzieć, że połowa auta jest moja.

Nigdy nie sądziłam, że usłyszę coś takiego od własnego dziecka. Jeszcze rozumiem, gdybym mu w niczym nie pomogła, ale on mógł na mnie i na moje pieniądze liczyć w każdej potrzebie.

Co to za absurdalna sytuacja… Jestem matką, ale też człowiekiem, chyba zasługuję na szacunek. Ale naszły mnie też, nie ukrywam, wątpliwości po rozmowie z moją znajomą. Może powinnam ten mandat zapłacić? W końcu jechaliśmy w mojej sprawie.

 

Oceń artykuł
TwojaCena
Syn żąda ode mnie pieniędzy, bo dostał mandat, kiedy wiózł mnie do lekarza. To moja wina, że nie umie jeździć?!