Wracałam do domu z pracy, gdy zobaczyłam, że przed naszą klatką stoi radiowóz i straż pożarna. Bardzo się przestraszyłam, nie wiedziałam, o co chodzi, a w mieszkaniu był już mój mąż z dziećmi.
Podeszłam zapytać, co się dzieje. Okazało się, że sprawa dotyczy sąsiadki.
Sąsiadka ma syna, który ożenił się z bardzo uroczą dziewczyną. Wszystko było w porządku, żyli w zgodzie, ona urodziła mu dwóch synów. Chłopcy mają już 5 lat. Pewnego dnia dowiedziała się, że mąż zaczął ją zdradzać. Po prostu wrócił do domu, oświadczył, że ma inną i zaczął pakować swoje rzeczy, po czym wyszedł, jak gdyby nigdy nic. Jego żona płakała, była przerażona, a jej stres przeszedł na dzieci. Cała rodzina była w rozsypce.
Po rozwodzie nadal mieszkali w mieszkaniu sąsiadki. Kobieta z dziećmi nie miała zamiaru się stamtąd wyprowadzać. Wtedy sąsiadka postanowiła eksmitować byłą synową wraz z wnukami na własną rękę. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, jak babcia mogła tak okrutnie postąpić. Przecież synowa nie ma mieszkania, jest zameldowana u teściowej, dzieci również. Ale sąsiadce to nie przeszkadzało, postanowiła działać bezpośrednio. Najpierw grzecznie poprosiła synową, żeby spakowała wszystkie rzeczy i się wyprowadziła. Dziewczyna odpowiedziała, że nie ma gdzie pójść z dziećmi. Teściowa powiedziała, że może wynająć jakieś mieszkanie, ale synowa po prostu zamknęła się w mieszkaniu z dziećmi i nie otwierała drzwi.
Wtedy sąsiadka wezwała policję, a oni straż pożarną, która wyważyła drzwi. Gdy sąsiadka dostała się do środka, wybuchł gwałtowny konflikt, rzeczy synowej i dzieci leciały przez okno. Wszystko lądowało w błocie, ponieważ nastała wiosna i wszędzie były kałuże. Potem synowa zbierała dziecięce rzeczy na ulicy i krzyczała na swoją teściową.
Tak sąsiadka wyrzuciła synową z wnukami. Jej mąż dowiedział się, co zrobiła matka, ale nie zamierzał się wtrącać, ponieważ ma nową rodzinę, a przyszłość jego starej rodziny go nie interesowała. Nie jest nawet pewne, czy płaci alimenty, czy nie.
Chciałam pomóc tej biednej kobiecie, chociaż na jakiś czas dać schronienie dzieciom, ale mój mąż powiedział mi, że lepiej nie wtrącać się. To czyjaś rodzina i czyjeś problemy.
A ja nie mogę przestać myśleć o tym, jak babka mogła zrobić to własnym wnukom. Przecież te dzieci będą miały traumę do końca życia.




