Spóźniłam się tylko 10 minut, a lekarka wyrzuciła mnie za drzwi! To się nazywa „służba zdrowia”?

Lekarka nie chciała mnie obsłużyć! Kłóciła się, że przez moje spóźnienie rozjedzie się jej grafik. A to przecież raptem 10 minut.

 

Nie wierzę w to, co mi się przytrafiło! Takie są teraz czasy, że nawet 10 minut spóźnienia to już powód, żeby cię wywalić za drzwi? Przecież to szaleństwo! Właśnie wróciłam z wizyty u lekarki i miałam 10 minut opóźnienia, bo autobus trafił na korek. Nawet nie zdążyłam się wytłumaczyć, bo ostro krzyknęła, że już mnie nie przyjmie. Takiej służby zdrowia to ja się nie spodziewałam.

Ale co się dziwić, skoro to normalne? Od lat marudzę, że jest coraz gorzej, że terminy wizyt są jak loteria, a personel też mniej przyjemny i mniej ludzki niż kiedyś. Kiedyś to było inaczej, pamiętam czasy, kiedy lekarze byli bliżej człowieka, można było normalnie porozmawiać, doradzić się… Teraz to tylko na zegarek patrzą i jak coś nie idzie jak sobie rozplanowali, to wylatujesz za drzwi jakbyś był niczym.

 

Przeczytaj także: Córka chce, żebym zajmowała się jej dzieckiem. No to podałam jej konkretne ceny i wystawiłam rachunek!

 

Dwa lata temu zdiagnozowali u mnie problemy z nerkami, musiałam nawet jeździć na dializy przez dwa miesiące. Teraz przyjmuję leki, jestem pod stałą kontrolą lekarza rodzinnego i jest już lepiej. Ale i tak raz na pół roku muszę jechać do miasta do specjalisty w tej dziedzinie.

A te kolejki NFZ… Nie ma na to lekarstwa, bo trzeba czekać i czekać. Ja muszę czekać pół roku, to i tak nie jest tak źle. Czasami to lata niektórym lecą w oczekiwaniu na tę nieszczęsną wizytę u specjalisty. Wszyscy chcą się leczyć, a miejsca są jak skarpetki w pralce – znikają w mgnieniu oka.

Gdybym wiedziała, ze tak będzie, to może bym inaczej pojechała, znacznie wcześniej. Ale skąd człowiek przewidzi?

Mam małą emeryturę, więc nie stać mnie na prywatne wizyty. A sądzę, że prywatnie nigdy by mnie tak nie potraktowano. Z pocałowaniem ręki by mnie przyjęli. Ale przecież nie każdego będzie stać…

Sama już nie wiem, co zrobić. Teraz każą czekać mi kolejne pół roku. A za co?! Jak lekarz spóźni się godzinę, a i nawet dwie, to nic wielkiego się nie dzieje, a jak starsza schorowana kobieta, to już tak nie może być?

Oceń artykuł
TwojaCena
Spóźniłam się tylko 10 minut, a lekarka wyrzuciła mnie za drzwi! To się nazywa „służba zdrowia”?