Sąsiadka zaczęła wszystkich drażnić. Zdecydowaliśmy się ją eksmitować, a najbardziej pomogła nam w tym jej przyszła teściowa

W naszym bloku, a szczególnie na naszej klatce, zawsze panował spokój i cisza. Zawsze… do momentu przeprowadzki Ireny, a przepraszam, Pani Ireny. Młoda osoba, 28 lat, wymagała, aby zwracano się do niej tylko po imieniu, ale należało dodawać Pani. Nie chcieliśmy z nią kłócić się, uwierzcie, potrafiła krzyczeć. Na naszej klatce mieszka emerytka. Miała już synową, ale z jakiegoś powodu jej nie polubiła i zrobiła wszystko, by jej syn wziął z nią rozwód. A kiedy syn poznał właśnie Irenę i przyprowadził ją z walizkami do mieszkania, to nasza sąsiadka zrozumiała, że ma godnego przeciwnika. Wszystkie próby wpływania na ich związek, Irena szybko ucinała. Rozstawiała swoją przyszłą teściową po kątach, czasem nie pozwalała jej nawet wejść do kuchni.

Irena chodziła po ulicy, sklepach i ogólnie wszędzie z taką miną i chodem, jakbyśmy jej coś byli winni. Miała pretensje do wszystkich. Sąsiad z góry stukał zbyt głośno i zbyt często spuszczał wodę w toalecie. Sąsiad z mieszkania obok, nie miał prawa po 22:00 oglądać telewizji, a urodziny można było świętować tylko za zgodą innych sąsiadów. Już nie wspomnę o odkurzaniu czy większych porządkach, bo na te czynności było ograniczenie – maksymalnie 15 minut. To była tylko część wymagań Ireny.

Wraz z sąsiadami postanowiliśmy wyeksmitować te kobietę z naszego bloku. Nie dało się tak żyć i normalnie funckjonować. Wcześniej wszyscy żyliśmy we zwględnej przyjaźni i zgodzie, jako sąsiedzi pomagaliśmy sobie wzajemnie, a i nikt nie miał pretencji, kiedy do kogoś przyjechali goście i było głośno.

Naszym największym sojusznikiem w tej sprawie była przyszła teściowa samej Ireny. Najpierw napisaliśmy na dużej kartce „Ireno, kiedy wreszcie staniesz się moją?” i zawiesiliśmy to przy wejściu do bloku. Potem nasza sąsiadka spryskała pod nieobecność Ireny jej ubrania męskimi perfumami. Wszystko to doprowadzało parntera Ireny do szaleństwa. Był zazdrosny, jak nigdy, a ona nie miała pojęcia, co się dzieje. Tłumaczyła tylko:

– Nie wiem nic, to wszystko nie ja. Jestem Ci wierna, nie ufasz mi?!

Kulminacyjnym momentem był bukiet z wyznaniem miłości na karteczce i z zapachem tych samych perfum. Nie minęła godzina, jak Irena wyleciała z naszej klatki schodowej ze swoimi walizkami prosto do taksówki. Nasz plan się powiódł. Przywróciliśmy dawną ciszę i porządek, choć nie ukrywam, teraz dręczą mnie wyrzuty sumienia, że zniszczyliśmy niewinnym ludziom związek.

Oceń artykuł
TwojaCena
Sąsiadka zaczęła wszystkich drażnić. Zdecydowaliśmy się ją eksmitować, a najbardziej pomogła nam w tym jej przyszła teściowa