Rodzice nie chcieli spłacić mojej części udziału z naszego, wspólnego mieszkania. Oddałam sprawe do sądu

Od mojej siostry usłyszałam następujące słowa: jeśli będziesz chciała sprzedać swój udział w mieszkaniu, to nie będziesz już moją córką

Moi rodzice i babcia mieszkali w starym domu, który później został zburzony, a oni otrzymali mieszkanie. Kiedy moja babcia przeszła na emeryturę, postanowiła przeprowadzić się na wieś. Mieszkanie zostawiła moim rodzicom. Wtedy ja się właśnie urodziłam.

Potem przyszły czasy, kiedy rodzice mogli wykupić mieszkanie na własność. Po kilku latach wyszłam za mąż i zamieszkaliśmy z mężem w kawalerce, którą kupił, jak był studentem. Bardzo brakowało nam pieniędzy, nawet na podstawowe artykuły gospodarstwa domowego, nie mówiąc już o spłacie kredytu.

Zaczęłam myśleć, aby rodzice spłacili mi mój udział, który włożyłam w mieszkanie. Ja natomiast zrzekłabym się z mojej części na ich korzyść. Mogłabym wtedy zapłacić większość naszego kredytu.

Rozważaliśmy też inną możliwość, sprzedać dwupokojowe mieszkanie i kupić coś mniejszego i tańszego.

Rozmawiałam z rodzicami i postanowiłam zaproponować im dwie opcje:

Wystawienie dwupokojowego mieszkania na sprzedać i podzielenie pieniędzy między nas. Mogiby wtedy kupić sobie pokój z kuchnią, nawet w tym samym budynku. Lub spłata mojego udziału, który włożyłam w wykup mieszkania.
Moi rodzice byli przeciwni i zaczęli na mnie krzyczeć. Powiedzieli, że nie zamierzają przeprowadzać się do małego mieszkania, ani spłacać mój wkład i radzili, żebym sama poradziła sobie ze swoimi problemami. Dodali, że jeśli Paweł nie jest w stanie zarobić pieniędzy i zapewnić bytu swojej rodzinie, to jest kompletnym leniem.

Mój mąż pracuje codziennie, siedem dni w tygodniu. W dzień w firmie, w nocy jeździ taksówką.

Paweł powiedział mi, że lepiej odłożyć tę rozmowę za jakiś czas. Wróciliśmy do tej rozmowy pół roku później, w urodziny mojej mamy.

Nigdy nie słyszałam u niej takiego krzyku. Mój mąż po prostu wszedł do kuchni, wziął mnie za rękę i poszliśmy do domu.

Zadzwoniliśmy do pośrednika. Ten powiedział, że pójdzie do moich rodziców i porozmawia z nimi.

Następnego dnia zadzwonił i powiedział, że rozmowa z nimi wcale nie wypadła pomyślnie. Zaproponował własną opcję, oddanie sprawy do sądu i żadanie spłaty jednej trzeciej mieszkania.

Myślałam, że uda nam się dojść do polubownego porozumienia.

Zadzwoniłam do rodziców następnego dnia. Od matki usłyszałam następujące słowa:

– Jeśli skierujesz sprawę do sądu, nie będziesz już moją córką.

Było mi bardzo smutno. W końcu spotkaliśmy się na sali sądowej i teraz nie jestem już ich córką.

Oceń artykuł
TwojaCena
Rodzice nie chcieli spłacić mojej części udziału z naszego, wspólnego mieszkania. Oddałam sprawe do sądu