Rodzina mojego ukochanego zawsze wydawała się osobliwa. Z perspektywy czasu mogę z dumą powiedzieć innym, że nigdy nie próbowali wtrącać się w nasze sprawy rodzinne, ani nie traktowali mnie jako obcej za co byłam niezmiernie wdzięczna. Jednakże muszę przyznać, że miałam też powody do narzekań, bo wierzą bardzo mocno, iż każdy powinien radzić sobie sam, choć są zamożni i otrzymali znaczny spadek od swoich krewnych. Doceniam wartość samodzielności, ale nie sposób mi nie myśleć, że mając tyle środków, mogliby choć raz nam pomóc, zwłaszcza zważywszy na fakt, że stanowimy rodzinę.
Mają dwa dodatkowe mieszkania w Warszawie, których nie używają od czasu ostatniego remontu. Delikatnie sugerowałam, że chętnie byśmy tam zamieszkali, lecz nasze prośby pozostały bez odpowiedzi. Przez to zmuszeni byliśmy wielokrotnie przeprowadzać się z jednego wynajmowanego mieszkania do drugiego. Moja rodzina nie ma możliwości wspierać nas finansowo, bo rodzice żyli w małych wsiach na Mazurach mieli skromne oszczędności. Oszczędzanie na własne lokum wydawało się prawie niemożliwe; ledwie starczało nam na czynsz i najpotrzebniejsze rzeczy, nie mówiąc o jakichkolwiek oszczędnościach czy wolnym czasie.
W desperacji próbowałam wytłumaczyć te trudności mojej teściowej, aluzjami i skargami, że nasze dzieci cierpią przez brak stabilności mieszkaniowej i kłopoty finansowe. Odpowiedź jednak była bolesna: teściowa zarzuciła nam, że mamy zbyt małe dzieci, i stwierdziła, że odpowiedzialni ludzie najpierw dbają o własność. Zrobiło mi się przykro słysząc jej zarzuty, jakby to wszystko była nasza wina.
Jestem rozdarta między niechęcią do popsucia relacji z nimi, a świadomością, że bardziej cenią własny majątek niż dobro swoich wnuków. Pomagają od czasu do czasu, opiekując się dziećmi, ale nie wiem, jak utrzymać w przyszłości zdrowe stosunki z nimi. Wydaje się, że własna wygoda jest dla nich ważniejsza niż rodzina syna.
Mimo wszystko zdaję sobie sprawę, że są już w podeszłym wieku i kiedyś będą potrzebować naszej pomocy. Może wtedy zrozumieją nasze położenie i sami będą prosić nas o wsparcie. Na razie nie wiem, jak radzić sobie z tą trudną sytuacją, rozdartą między chęcią zachowania kontaktu a bolesnym poczuciem, że ich obojętność wobec wnuków zwycięża nad więzią rodzinną.




