Wacław ożenił się po raz drugi. Jego pierwsza żona zmarła w tragicznych okolicznościach. Mężczyzna był osobą dosyć zaradną, dobrze zarabiał, ale jego drugiej żonie Renacie, zawsze było mało. Oprócz swojej pracy na kopalni, podjął jeszcze dodatkowo jazdę na taksówce. Trzy miesiące później, żona zdecydowała, że chce wyprowadzić się z niewygodnego mieszkania i kupić dom, więc jej mąż musiał jeździć już każdy weekend.
– Renata, mamy wystarczająco dużo pieniędzy. Nie dam rady więcej pracować, jestem wykończony – bronił się Wacek przed kobietą.
Cóż, mężczyzna nie miał siły się kłócić i śpiąc po dwie godziny, pracował dzień i noc. W drugim miesiącu pracy, bez dni wolnych, jego serce dało o sobie znać. Jak na zamówienie dostał zawał, z którego na szczęście wyszedł. Drugi atak, miał miejsce pół roku późnie w jego głównej pracy, a jego kierowik osobiście zawiózł go do szpitala. Tam lekarz powiedział do niego:
– Powinien pan bardziej o siebie zdbać, nie przemęczać się, dużo odpoczywać, regularnie chodzić do kardiologa na kontrolę i na stałe już przyjmować leki.
Mężczyzna przyjął wskazania do wiadomości, ale doskonale wiedział, że nie jest to takie łatwe do wykonania. Wrócił do dawnego trybu życia, tłumacząc sobie, że wszystko będzie dobrze.
Pewnego dnia, kiedy poszedł na ranną dniówkę do swojego zakłądu pracy, nie czuł sie najlepiej. Zauważył to jego kolega, który przyjaźnił się z rodziną, często spotykali się na gruncie prywatnym i dobrze znał jego żonę. Zaraz po pracy, mężczyzna postanowił do niej zadzwonić:
– Cześć Renata, kiedy Wacek był u lekarza? Kiedy odpoczywa? Kiedy śpi? Dzisiaj nie czuł się dobrze, był bardzo zmęczony, nie powinien brać dodatkowej pracy.
– Oszczędzamy na dom – powiedziała kobieta.
– Wiesz, że ma chore serce, powinien iść do lekarza.
– Czy to małe dziecko? Mam go wziąć za rękę? Jeśli musi iść, to niech idzie.
Kiedy Wacław wrócił do domu, Renata zaczęłą mieć do niego pretensje, że pewnie żalił się przyjacielowi, a tamten potem do niej wydzwaniał.
Nie było sensu udowadniać czegoś przeciwnego, więc machnął ręką i poszedł spać bez kolacji. Był zmęczony i nie czuł się dobrze. Rano zadzwonił budzik, żona wstała i zaczęła budzić męża do pracy, ale on nie chciał wstać.
– Ile razy mam Cię wołać, żebyś wstał?
Podeszła i ściągnęła z niego koc. Wacław się nie ruszał, niestety odszedł do innego świata, jego serce nie wytrzymało. Na pogrzebie Renata płakała najgłośniej. Często przychodziła na grób męża, obwiniając siebie za to, co się stało.

