Z moim chłopakiem znamy się prawie rok. Spotkaliśmy się podczas delegacji i przez długi czas rozmawialiśmy na odległość. W tym czasie udało nam się bardzo zakochać w sobie i zaczęliśmy marzyć o życiu razem. Chłopak zaproponował mi przeprowadzkę do jego rodzinnego miasta. W moim mieście nic mnie już nie trzymało – mieszkanie wynajmowałam, pracę można znaleźć w innym mieście, a do rodziców można przyjechać na weekend. Po przyjeździe do rodzinnego miasta chłopaka, znalazłam dobrze płatną pracę.
Chłopak mieszkał w mieszkaniu swojej matki. Kiedy sytuacja finansowa ich rodziny na to pozwalała, kupili trzy mieszkania i wynajmowali je, dopóki jedyny syn nie dorósł i nie przeprowadził się do jednego z tych mieszkań. Myślałam, że w tym budynku będziemy mieszkać przez jakiś czas, dopóki nie kupimy własnego. Według dokumentów, mieszkanie, w którym mieszkaliśmy, należało do matki chłopaka, więc on też faktycznie nie miał dachu nad głową. Miesiące mijały, ale chłopak wciąż nie mówił o zakupie wspólnego mieszkania. Jest mi bardzo trudno żyć w tych czterech ścianach – wszystko jest takie stare, na ścianach wiszą dywany, a do pracy muszę dojeżdżać autobusem półtorej godziny.
Byłam bardzo zmęczona takim trybem życia, więc musiałam zasugerować przeprowadzkę. Ale chłopak jest kategorycznie przeciwny kredytowi hipotecznemu i zamiast tego zaproponował remont i wymianę mebli.
Czyli ja muszę na swój koszt urządzić mieszkanie jego rodziców, mimo że nie jesteśmy nawet małżeństwem? A co będzie, jeśli zakończymy związek? Zostanę bez niczego. Czy wyglądam na frajerkę?
Ale boję się powiedzieć mu o tym wprost, on mnie kocha i chce mi się oświadczyć. Nie wiem, jak delikatnie zasugerować swoje obawy.





