Dziś znowu nie mogłam spać, wciąż myślę o ostatniej podróży do Poli. Czy tak trudno dziś o czułość między matką a dorosłym dzieckiem? Zawsze wierzyłam, że rodzina, nawet jeśli rozsiana po całej Polsce, potrafi się zjednoczyć, kiedy trzeba. Sama tego ich uczyłam, a teraz? Serce ściska tęsknota, a gorycz narasta.
Wychowałam trójkę dzieci. Radek mój najstarszy ułożył sobie życie w Anglii, założył rodzinę, pracuje w jakiejś międzynarodowej firmie. Przychodzą co roku pocztówki z Londynu, zdjęcia wnuków. Trzymam je w kuchennej szufladzie razem z listem, w którym pierwszy raz powiedział mamo, kocham cię. Ostatnio napisałam do niego: Radku, tęsknię. Może byście przyjechali na Święta? Chciałabym poznać wnuki i twoją żonę z bliska, a nie tylko ze zdjęć. Rzadko dostaję odpowiedzi, ale nie przestaję próbować. Może za bardzo nam go świat wciągnął?
Średnia córka Małgosia też rozjechana po kraju z rodziną. Jej mąż w wojsku, co kilka lat nowe miasto, nowe mieszkanie. Ostatnio byli na Podlasiu. Mają córkę, Julkę. Jak przyjeżdżają na weekend, Dawid mój mąż zawsze powtarza, że Małgosia ma szczęście do ludzi. Zięć szanuje nas, przy stole potrafi zapytać o zdrowie, tylko czasu nigdy nie starcza na dłuższe rozmowy.
No i jest Pola. Moje najmłodsze dziecko. Nie ułożyło się jej w życiu małżeńskim, została sama z synem, Przemkiem, odkąd wypaliło się jej małżeństwo. Zachęcałam, żeby spróbowała szczęścia w większym mieście wyjechała do Poznania, znalazła pracę jako krawcowa w zakładzie i zaczęła układać świat na nowo, po swojemu.
Teraz, po trzech latach przerwy, postanowiłam odwiedzić Polę. Zapytałam męża, czy da sobie radę sam przez tydzień. Idź, zobacz, co u naszej dziewczyny ja sobie dam radę odpowiedział. Sam zaniósł mi walizkę na stację. Długa podróż pociągiem, drugi klasa, znajome stukot kół i ta przyjemna myśl: zaraz zobaczę Polę i Przemka.
Może i powinnam była zadzwonić, ale chciałam sprawić niespodziankę. Gdy tylko wysiadłam na dworcu, zadzwoniłam do niej: Córeczko, już jestem!. Pola westchnęła: Mamo, mogłaś dać znać! Jestem jeszcze w pracy, odbiorę cię wieczorem. Przeprosiłam ją i powiedziałam, że poczekam, ale po godzinie nie chciało mi się już stać w poczekalni, złapałam tramwaj i pojechałam sama.
Przywitał mnie Przemek, już prawie dorosły. Wysoki, postawny, z oczami dziadka. Uścisnęłam go, ale był nieco sztywny, jakby chciał się wyrwać. Babciu, czemu nie przyjechałaś wcześniej, kiedy miałem wolne? Teraz wracam od sąsiadki. Usiadłam, rozpakowałam torby, a Pola wróciła i od razu zabrała się za gotowanie. Przyszła do kuchni, postawiła talerze: barszcz, kilka kotletów schabowych, ziemniaki. Mamo, zjesz jeden kotlet czy dwa? Gdyby nie zmęczenie, zjadłabym nawet trzy, ale machnęłam ręką: Połóż wszystkie, zobaczymy.
Mówiła mało. Pytała tylko, kiedy wracam do domu. Poczułam się, jak nieproszony gość. Cały dzień byłam tam sama Pola w pracy, Przemek zamknięty w pokoju albo u sąsiadki. Nawet wieczorami czułam się jak powietrze. Pola wyskakiwała do koleżanek, wnuk na podwórko, ja zostawałam z kubkiem herbaty i książką w ciszy.
Kiedy podsłyszałam, jak Przemek pyta matkę: Kiedy babcia wyjedzie? Wujek mówi, że czeka na bilety na mecz, coś się we mnie załamało. Pola odpowiedziała obojętnie: Pojedzie, to przyjedzie. Nawet nie chciało mi się żegnać. Spakowałam torbę i wyszłam po cichu.
Dawid czekał na mnie na dworcu w Lublinie, uściskał mocno. Czułam w jego ramionach więcej domu, niż w całym tym mieszkaniu w Poznaniu. Dzieci dorosły, wyrosły z naszej miłości może teraz mają już zupełnie inną rodzinę, inne sprawy, których ja nie rozumiem? Ale jedno wiem na pewno. Tęsknota za bliskością zostaje i boli.




