Przyjechałam w odwiedziny, tęskniłam za Tobą, ale dzieci wydają mi się obce jak nieznajomi.

Wiesz co, tak sobie myślę ostatnio o tej historii, którą usłyszałam od znajomej taka typowo polska opowieść o rodzinie, trochę gorzka, ale bardzo życiowa.

Halina całe życie poświęciła dzieciom. Miała trójkę wszyscy już dawno na swoim, każdy poszedł swoją drogą. Najstarszy syn, Krzysiek, za pracą wyjechał do Niemiec. Ma tam własną rodzinę. Od czasu do czasu przyśle kartkę na Wielkanoc albo Święta z jakąś fotką wnuków. Halina te kartki trzyma jak skarby, od czasu do czasu lubi je obejrzeć, powspominać.

Bardzo za Tobą tęsknimy, synu. Może znajdziesz czas, żeby nas odwiedzić? Chciałabym poznać Twoją żonę i dzieci pisze czasem Krzyśkowi.

Środkowa córka, Bożena, wyszła za wojskowego. Często się przeprowadzają. Mają córeczkę, czasem wpadną na święta lub na chwilę do rodziców. Mąż Haliny bardzo szanuje zięcia, bo Bożena dobrze wybrała.

Najmłodsza, Grażyna, nie miała szczęścia w życiu rodzinnym. Była chwilę mężatką, mają synka, ale mąż ją zostawił. Posłuchała rady matki, spakowała siebie i dziecko, przeprowadziła się do Poznania i zaczęła pracować jako krawcowa w zakładzie odzieżowym.

I wyobraź sobie, Halina postanowiła ją odwiedzić.

Dasz sobie radę beze mnie tydzień? pyta męża, Edka. Chciałam zobaczyć, jak się Grażynie wiedzie.

Edek, choć nie bardzo mu pasowało rozstać się z żoną, odprowadził ją na dworzec. Trochę się o nią martwił, bo niełatwo kobiecie samej taszczyć te bagaże, ale wiedział, że Halinie bardzo zależy, by chociaż trochę pomóc córce.

Długa była ta podróż pociągiem drugiej klasy. Ale Halina była szczęśliwa, bo w końcu zobaczy swoją Grażynę! Trzy lata się nie widziały.

Mamo, czemu nie zadzwoniłaś, że przyjeżdżasz? Przecież jestem teraz w pracy, mogę po Ciebie wpaść dopiero wieczorem odebrała Halinę zaskoczona córka przez telefon.

Chciałam Ci zrobić niespodziankę! śmieje się Halina. Dasz radę po mnie przyjść?

Jakoś dam westchnęła Grażyna.

Halina czekała na dworcu i w końcu sama poszła pod adres córki.

Drzwi otworzył wnuk, Adaś. Jak Edek za młodu wysoki, przystojny chłopak.

Dzień dobry, Adasiu! rozpromieniła się babcia, rzucając mu się w ramiona.

Daj już spokój, babciu pośmiał się Adaś, wyplątując się z uścisku. Dlaczego przyszłaś tak wcześnie? zapytał z lekką pretensją. Musiałem szybko ogarnąć mieszkanie i coś ugotować. Specjalnie z pracy wcześniej wyszłam, żeby była dla Ciebie zupa pomidorowa i schabowe.

Wtedy do Haliny zadzwonił Edzio z pytaniem, jak się czuje. Halina zapewniła, że wszystko u niej w porządku, że Grażyna i Adaś pomogli jej dotrzeć do domu i właśnie siadają do wspólnej kolacji.

Grażyna nakładała zupę na talerz i pyta z uśmiechem: To co, zjesz jeden schabowy czy dwa?

Halina była tak głodna i zmęczona po podróży, że by pewnie dała radę trzy, ale tylko machnęła ręką: Połóż ile jest, zobaczymy, jak to wyjdzie.

W końcu Grażyna położyła na stół talerz z pięcioma schabowymi. Cała „uroczysta” kolacja z matką… Halina zaczęła podejrzewać, że córka za dobrze nie stoi z pieniędzmi i postanowiła, że jakoś im pomoże.

Ale podczas posiłku Grażyna zapytała, kiedy mama zamierza wracać do domu. Halina trochę się obraziła i powiedziała, że jak przeszkadza, to może wrócić nawet jutro.

Cały dzień następny Halina spędziła sama w mieszkaniu, wieczorem każdy zamykał się w swoim pokoju. Adaś poszedł do sąsiadów, Grażyna do koleżanek na miasto. Mama siedziała sama.

Zaczęło jej się bardzo nudzić. Zrozumiała, że tak naprawdę nikt jej tu już nie potrzebuje. Zaczęła się szykować do wyjazdu, gdy usłyszała, jak wnuk pyta córkę: Mamo, a kiedy wpadnie wujek? Mamy bilety na Lecha!

Jak babcia wyjedzie odpowiedziała Grażyna.

Halina wzięła walizkę, bez słowa wyszła z mieszkania i wróciła do domu. Edek od rana czekał na żonę i bardzo się ucieszył, że wraca. Okazało się, że choć przez całe życie rodzice dbali o dzieci, nie wypominając niczego, teraz gdy dzieci mają swoje sprawy nikomu do niczego nie są już potrzebni…

Oceń artykuł
TwojaCena
Przyjechałam w odwiedziny, tęskniłam za Tobą, ale dzieci wydają mi się obce jak nieznajomi.