Przyjechała dawna przyjaciółka z podstawówki. Nigdy nie chciała mieć dzieci – wybrała życie dla sieb…

Przyjechała do mnie Elżbieta, przyjaciółka z dzieciństwa. Nigdy nie została matką. To był jej świadomy wybór zawsze mówiła, że chce żyć tylko dla siebie.

Spotkałyśmy się dziś po latach. Obie mamy już po sześćdziesiątce. Gdy skończyłyśmy studia na Uniwersytecie Warszawskim, Elżbieta bez chwili zawahania spakowała walizki i wyjechała z naszego rodzinnego Olsztyna. Przez kilka lat pisałyśmy do siebie listy, ale potem kontakt się urwał, jakby rozszedł się na wietrze.

Od czasu do czasu słyszałam coś o niej od wspólnych znajomych. Dowiedziałam się, że Elżbieta nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu podróżuje po świecie, często się zakochuje, zmienia mężczyzn jak rękawiczki. W wieku pięćdziesięciu lat była już po trzecim ślubie, z którego także nic nie wyszło. Nadal żadnych dzieci. I nie rozumiałam tego milczenia, tej decyzji. Zazwyczaj kobiety myślą, że jak nawet nie wyjdzie z mężem, to przynajmniej zostaje dziecko, wnuki jakaś radość, nadzieja na przyszłość.

Tymczasem Elżbieta zjawiła się w naszym miasteczku z zamiarem sprzedaży resztek majątku po rodzicach, bo od lat mieszkała tylko na wynajętym. Usiadłyśmy przy filiżance kawy w kuchni, zanurzone w starej codzienności, której już nie było. Rozmawiałyśmy długo ja opowiadałam o dzieciach, o wnukach; ona dzieliła się wrażeniami z podróży po świecie.

W końcu zapytałam, nie kryjąc ciekawości:

Elka, powiedz mi szczerze, czemu nigdy nie chciałaś mieć dzieci? Choćby dla siebie? Przecież kto ci poda szklankę wody na starość?

Elżbieta spojrzała na mnie z figlarną ironią i roześmiała się głośno, aż echo poszło po ścianach.

Jaka szklanka, Jadzia? Wierzysz jeszcze w te bajki, że dzieci o starych rodziców dbają? Teraz młodzi myślą tylko o sobie, a starzy zostają sami. Prędzej uzbieram przez lata na porządną opiekunkę niż będę musiała prosić własne dziecko o pomoc.

A ja dzieci nie chciałam mieć nie z przypadku po prostu nie czułam potrzeby. Nie chciałam niańczyć, troszczyć się, martwić, wydawać pieniędzy na kogoś innego, rezygnować z siebie. Wolałam zwiedzać świat, stawiać na siebie, spełniać marzenia. Moi mężowie odchodzili tylko dlatego, że nie wyobrażali sobie życia bez potomka.

Dziś? Żyję tak, jak chcę. Nie muszę opiekować się wnukami, nie muszę dzielić marnej emerytury na dzieci, którym wiecznie czegoś brakuje. Niczego nie żałuję, Jadzia. Co więcej, współczuję tym, którzy narobili dzieci, a teraz siedzą sami i narzekają, że dzieci wyjechały za granicę albo dzwonią raz w miesiącu.

Nie mam takich problemów. Niczego nie oczekuję. Tak wygląda moje życie.

Słuchałam Elki i nagle zrozumiałam, że coś w tym jest. Po co rodzić dzieci na siłę? Po co liczyć na czyjąś wdzięczność, na nierealną pewność, że ktoś poda szklankę wody na starość? Trzeba żyć w zgodzie ze sobą tylko wtedy można być szczęśliwą.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przyjechała dawna przyjaciółka z podstawówki. Nigdy nie chciała mieć dzieci – wybrała życie dla sieb…