Sytuacje kryzysowe wymagają radykalnych decyzji. Tak było z Laurą i Maksem. Para pobrała się tuż po ukończeniu uniwersytetu, ale postanowili nie spieszyć się z założeniem rodziny, chcieli najpierw trochę pożyć dla siebie. Minęło sześć lat, dużo podróżowali, byli w sobie szczerze zakochani, a kiedy przyszedł czas na dziecko, okazało się, że nie mogą… Nie wiedzieli dlaczego, obydwoje byli zdrowi. Po kolejnych trzech latach para zaczęła tracić nadzieję i prawie zdecydowali się na adopcję, ale wtedy do gry weszła przyjaciółka Laury.
Opowiedziała im, że w wiosce, gdzie mieszka jej babka, jest uzdrowicielka specjalizująca się w takich przypadkach. Laura i Maks nie byli szczególnie skłonni do wierzenia w magię i czary, ale byli tak zdesperowani, że wydało im się to dobrym pomysłem… W końcu nie mieli nic do stracenia…
Przybyli pod podany adres, gdzie zostali powitani przez starą kobietę o długim nosie i wielkich zielonych oczach. Zanim Laura zdążyła powiedzieć, dlaczego przyszli, kobieta ją uciszyła jednym słowem „Cisza!”.
Laura była przerażona, ale uzdrowicielka zaczęła patrzeć na jej czoło, a po kilku minutach pocałowała ją w to miejsce, po czym kazała im wracać do domu. Jakie było zdziwienie tej pary, kiedy Laura w końcu zaszła w ciążę. Ale to nie koniec niespodzianek, dziecko przyszło na świat z zębami. Absolutnie zdrowe, małe ząbki były już obecne przy narodzinach, co zaskoczyło cały personel porodowy i wszystkich krewnych.
Młodzi rodzice chcieli podziękować tej uzdrowicielce, ale nie znaleźli jej na miejscu, a sąsiedzi powiedzieli, że nie ma jej już od kilku miesięcy.




