Nie mam skąd wziąć tyle pieniędzy, list z banku wyrzuciłam. W co mnie ta synowa – kanalia wpakowała! Nie będzie stać mnie nawet na najtańszą szminkę czy farbę do włosów.
Sama wychowałam mojego Janka, sama dbałam o dom i zarabiałam na rodzinę. Mój syn był już nastolatkiem, kiedy odszedł od nas mąż, ja musiałam wszystko dźwigać na sobie. Żaden z mężczyzn nie chciał patrzeć na mnie z dzieckiem – komu to potrzebne? Próbowałam znaleźć ojca dla syna, ale żaden nie chciał niańczyć cudzego nastolatka.
Trochę pohandlowałam, odsprzedałam… Zarabiałam jak mogłam… Wiedziałam, że na sprzątaniu można zarobić najwięcej, więc otworzyłam firmę i zaczęłam zajmować się tym na stałe.
W ten sposób wykończyłam dom i mieliśmy na chleb i masło.
Janek zaczął w tym czasie interesować się dziewczynami, a ja zaczęłam się uważnie przyglądać, aby dziewczyna była cicha i spokojna, żeby nie zakręciła synowi za bardzo w głowie. Syn skończył bardzo dobre studia, od razu znalazł pracę i świetnie zarabiał.
Na początku wybierał takie panny, że chwytałam się za głowę, potem z takich rodzin, że opadały mi ręce…
Powiedziałam do Janka:
– Za żadne skarby nie będziesz spotykał się z takimi pannami! Wybierz sobie mądrą i grzeczną!
Przeczytaj także: Odkąd wróciłam do domu, nie poznaję mojej synowej. Bezczelnie prosi o pieniądze!
I tak poznał Krystynę. Jedyne, czym mogłam się przechwalać przed ludźmi, to to, że pochodziła z miasta. Ale jak poznałam ją bliżej, nawet ta przewaga była nieistotna. Mieszkanie miała małe, rodzice byli nauczycielami, nie byli bogaci.
– No cóż, przynajmniej porządna dziewczyna, skoro jej rodzice są nauczycielami – pomyślałam.
Ale jak widać nie…
Na spotkaniu z teściami zaczęliśmy rozmawiać o weselu i ja mówię, że mamy taki zwyczaj, że ślubem zajmuje się panna młoda i jej rodzina. A oni przewrócili oczami:
– Ale nie mamy pieniędzy na wielkie wesele… Myśleliśmy, że Wy to zrobicie – wycedziła jej matka.
Prawie się zakrztusiłam…
– Jak?! – mówię. – Wychowałam syna tak, że z takim wykształceniem da Waszej córce piękne duże mieszkanie, jak pałac, a Wy nawet ślubu nie chcecie zrobić? Chcecie, żeby wszyscy mówili, że właśnie tak oddałam syna?
Brak szacunku! Inteligencja!
Żartowali z czegoś i mówili, że każdy powinien sam płacić za swoich gości. Wziąłem syna za rękę i pojechaliśmy do domu.
– Po co Ci ta dziewczyna? – mówię mu. – Mam koleżankę, jej córka to dobra panna. A jej matka zrobi całe wesele na najwyższym poziomie!
– Ale ona jest ze wsi…
– A nie widzisz, jakie te miejskie dziewczyny?!
Ale syn już powiedział, że się żeni. Trzeba było wyciągnąć pieniądze spod materaca i zrobić wesele.
Ja, kobieta, jestem towarzyska, dlatego gości było dużo, wszyscy chcieli przyjść na ślub i pytali też, kiedy dokładnie…
Przyszło stu gości ode mnie i dwudziestu od nich. Oto mamy wesele.
Ale jakby tego było mało, jeszcze przed weselem umówiliśmy się z teściami dać pieniądze po równo zarówno na muzykę jak i wesele.
Jak zobaczyłam ile mają w kopercie, myślałam, że zejdę na zawał! Nie wystarczyłoby nawet na opłacenie stołu dla wszystkich, ale gdzie jest muzyka. Musiałam wziąć dwie pożyczki i sama dołożyć jeszcze do koperty od nich.
Ci intelektualiści tylko mrugali oczami i machali rękami! Czego ja wtedy doświadczyłam! Ale przyparłam ich do muru i obiecali, że później wszystko wyrównają.
Powiedziałem im wszystko prosto w oczy:
– Co myśleliście? Że omotacie mnie i sama za wszystko zapłacę? Bo co? Bo jestem głupia, bo jestem robotnikiem ze wsi?! Co to, to nie! Sprzedacie mieszkanie córki i zwrócicie mi pieniądze!
Ale nie tylko panna młoda to usłyszała… Wtedy usłyszeli to wszyscy goście – niech wiedzą, że nikt nie będzie skubał mnie z każdego grosza. Krewni… kochani…
Panna młoda i mój syn zaraz później poszli do domu osobno, synowa poczuła się urażona. A teraz przyszedł mój Janek i mówi, że teściowie nie oddadzą mi za wesele! Chwila minęła od ich ślubu, a ja już mam długi!
Najpierw mówili, że wyrównają rachunki, a teraz co?! Za co ja mam to wszystko zapłacić?




