Przez osiem lat dbałem o niego. Nikt nie podziękował mi za to.

Opiekowałam się nim przez osiem lat, a nikt nawet nie podziękował.

Wiecie, jak to jest, gdy trzeba dbać o chorego człowieka. Nawet gdy to bliski krewny, nie jest to łatwe, ale ja spędziłam osiem lat przy ojcu mojej synowej. Technicznie rzecz biorąc, był dla mnie zupełnym obcym. I tak się to skończyło, że jestem trochę złamana.

Mam 72 lata, a opowieść sięga prawie piętnastu lat wstecz.

Mój mąż od dawna odszedł. Mam syna Piotra Kowalskiego, jego żonę Marianę Nowak i wnuka Kacpra. Ojciec Mariany, pan Stanisław Nowak, był przyjaznym nauczycielem matematyki, dopóki nie zachorował ciężko.

Leczyliśmy go latami, wydawaliśmy przy tym fortunę w złotówkach nie było mało pieniędzy, które mogła mi dać jedynie biedna para rękawiczek. Pomagałam też finansowo, na ile mogłam.

W końcu leżał przywiązany do łóżka, a nikt nie chciał go odwiedzać. Piotr miał mnóstwo roboty i ciągle wyjeżdżał w delegacje, Kacper studiował, a Mariana pracowała na pełny etat. Miała jeszcze starszą córkę Grażynę ale ta mieszkała w Gdańsku i jedynie dzwoniła, żeby wyrazić współczucie.

Mariana nie mogła wziąć zwolnienia lekarskiego. Szef dał jej ultimatum:

albo pracujesz normalnie, albo cię zwalniamy!

Oczywiście wybrała pracę, a ja musiałam wziąć na siebie opiekę nad jej ojcem.

Na początku Mariana poprosiła mnie, żebym przychodziła przynajmniej raz dziennie, gotowała i podawała mu jedzenie. Zgodziłam się.

Nie przypuszczałam, że będę przy nim stać osiem lat.

Na początku byłam tylko dwie godziny, potem wracałam do domu. Z czasem Mariana przydzielała mi kolejne obowiązki, więc spędzałam przy nim cały dzień i wracałam dopiero wieczorem, a rano szłam pieszo.

Piotr współczuł mi, widział, jak ciężko mi jest. Kazał mi zrezygnować z wolontariatu, ale nie powiedział nic małżonce, bo mieszkał w jej mieszkaniu.

Męczyło mnie, że starsza siostra Mariany, Grażyna, często dzwoniła i rozkazywała, co mam robić, jak mam to robić i jak mam dbać o jej ojca. Gdy nie miałam czasu, Mariana zaczynała narzekać.

Mówiła nawet:

Jak ci coś nie pasuje, weź syna i odejdź! Sam sobie radzę! Znajdę opiekunkę!

A ja musiałam to wszystko słuchać przez osiem lat. W końcu pan Stanisław odszedł. Żadna z córek nie podziękowała mi za lata opieki, a najstarsza twierdziła, że nie zmuszałem go do zostania pod jej opieką po prostu chciałam.

Tak to wygląda: robisz coś dobrego dla ludzi, a oni są tacy samolubni, że nie potrafią nawet podziękować.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przez osiem lat dbałem o niego. Nikt nie podziękował mi za to.