Przez dziesięć lat, pracowałam jako dziennikarka. Często byłam w podróży służbowej do różnych krajów. Moi sąsiedzi mówili o mnie różne rzeczy. Z jakiegoś powodu, byli przekonani, że zarabiam na życie, jako pilot wycieczek zagranicznych. Może należy to uznać za komplement? Wszystko dlatego, że przez bardzo długi czas mieszkałam sama, zarabiałam dobre pieniądze, rzadko bywałam w domu, mogłam wyjeżdżać na kilka miesięcy i zazwyczaj wracałam ze świeżą opalenizną. W tamtych latach, nie bardzo chciało mi się wracać do domu. Z natury jestem osobą towarzyską, więc komunikacja z ludźmi, jest dla mnie bardzo ważna.
W domu nikt na mnie nie czekał. Moja praca stała się dla mnie wybawieniem, bez niej całkowicie uschłabym z samotności. W stolicy praktycznie nikogo nie miałam, oprócz dwóch koleżanek ze studiów. Jednak z nimi też się często nie widywałam. Moja rodzina mieszkała na drugim końcu Polski, jeździłam do domu raz na pół roku.
Trzy lata temu, poznałam Irka. Jest specjalistą od reklamy, współpracuje z wieloma dużymi firmami. Tak się złożyło, że nasz menedżer był wtedy w szpitalu i to z nim prowadziłam różne negocjacje. Od razu się polubiliśmy.
Przed poznaniem go, zupełnie ignorowałam swoją potrzebę życia osobistego. Potem stało się dla mnie jasne, że chcę mieć kochającego, poważnego mężczyznę. Irek był również zmęczony samotnością i zaproponował mi związek. Rok po tym, jak się poznaliśmy, wzięliśmy ślub. Nadal często przebywam poza domem, ale teraz z przyjemnością do niego wracam. Mój mąż zawsze na mnie czeka, szczególnie, że pracuje zdalnie. Kiedy przyjeżdżam, dzwonię do drzwi, mimo że mam klucze. To dla mnie wielkie szczęście, że jest ktoś, kto może mi je otworzyć.




