Żebym dowiadywała się takich rewelacji od obcych? To jest nie do pomyślenia! Córce jeszcze nie powiedziałam, że o wszystkim wiem, ale jestem ciekawa jej miny, kiedy opadną te wszystkie tajemnice i lata kłamstw.
Nie mogę uwierzyć, że przez cztery lata moja córka wmawiała mi, że studiuje. A teraz okazuje się, że wszystko to była jedna wielka farsa. Jestem sama od dziesięciu lat, odkąd mąż mnie zostawił. Zawsze radziłam sobie sama, nigdy nie pożyczyłam od nikogo nawet złotówki. Myślałam, że kiedy córka poszła na studia, będzie chciała być nieco bardziej niezależna, znaleźć pracę, dorobić sobie. Ale nie, ona ciągle tylko brała ode mnie pieniądze. Nie było mi to na rękę, ale to dziecko, przecież nie zostawiłabym jej na lodzie.
Po trzech latach myślałam, że wreszcie skończyła to swoje zarządzanie, ale ona obwieściła, że idzie na magisterkę. Chciałam ją wspierać, przyjechać na obronę, zobaczyć tę uczelnię, ale ona za każdym razem wymyślała wymówki, żeby mnie zniechęcić. Mówiła, że mam siedzieć w domu, że sobie poradzi. A teraz to wszystko wyszło na jaw!
Przeczytaj także: Chrzestna dała tylko 200 zł na chrzest mojej córki. Większego skąpstwa jeszcze nie widziałam!
Wczoraj, robiąc zakupy, spotkałam jej przyjaciółkę z liceum. Zaczęłam opowiadać, jak dumna jestem z mojej Kasi, że studiuje, a ona patrzy na mnie jak na wariatkę. Mówi, że Kaśka przecież nie studiuje, tylko mieszka z jakimś chłopakiem pod Krakowem. Stałam tam jak głupia… Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Chwyciłam koszyk z zakupami i szybko poszłam do kasy, bo myślałam, że spalę się ze wstydu.
Jak mogła mnie tak oszukać? Żebym dowiadywała się takich rzeczy od obcych ludzi? To jest po prostu nie do pomyślenia. Włożyłam w nią tyle pieniędzy, tyle wysiłku, a ona mnie tak okłamuje.
Córki jeszcze nie skonfrontowałam z tym, czego się dowiedziałam. Nie wiem nawet, co mam jej powiedzieć. Jak mam jej spojrzeć w oczy? Przez te wszystkie lata wierzyłam, że pieniądze nie idą na marne. Myślałam: dziewczyna się wyszkoli, będzie jej lepiej w życiu. A tu co? Nie dość, że nie skończyła studiów, to jeszcze żyje z jakimś człowiekiem, o którym ja ani razu nawet nie słyszałam.
Zastanawiam się, co poszło nie tak. Gdzie popełniłam błąd? Czy to moja wina, że nie potrafiła być szczera? Czy powinnam była bardziej naciskać, by zobaczyć tę jej uczelnię, spotkać się z wykładowcami? Czuję się jak kompletna idiotka. Wszyscy dookoła wiedzieli, tylko ja, jej własna matka, byłam trzymana w nieświadomości.




