Przeszukiwali mieszkanie babci, a to czego szukali znajdowało się u mnie.

– Babciu Gieniu, babcia postawi te siatki, one są za ciężkie dla babci, ja pomogę. – Pola podbiegła do staruszki.
Kobieta postawiła siatki z wyraźną ulgą.
– One naprawdę są ciężkie – powiedziała Pola, chwytając za torby.
– A to jeszcze nie wszystko. Jutro muszę zrobić resztę zakupów, bo pod koniec tygodnia przyjeżdżają wnuczki i zostaną u mnie przez tydzień.
– Nie martw się babciu, powiedz tylko, o której chcesz iść na te zakupy, wezmę samochód taty i cię podwiozę. – powiedziała Pola stawiając siatki na stole. – Babcia nie powinna tak dźwigać.
– Muszę dobrze się przygotować na ich przyjazd, żeby nic im nie brakowało i żeby dobrze wypoczęły – powiedziała babcia wypakowując zakupy.
A kiedy ty odpoczniesz, babciu? To duże dziewczynki… – zaczęłam, ale babcia weszła mi w słowo.
– Oj, Pola. Któregoś dnia odpocznę, ale jeszcze nie teraz. Jak możesz to przyjedź po mnie jutro o 9.
– Dobrze – Pola cmoknęła babcię w policzek i już jej nie było.
Babcia Gienia tak naprawdę nie była babcią Poli. Była jej sąsiadką i najlepszą przyjaciółką jej nieżyjącej już babci. Dziewczyna od zawsze nazywała ją babcią, a odkąd podrosła, starała się pomagać starszej kobiecie.
Staruszka od lat mieszkała sama. Jej syn wyjechał do miasta, ożenił się i całkowicie zapomniał o niej. Czasami tylko wysyłał do niej swoje córki. Te rozwydrzone pannice, za każdym razem dawały w kość babci i nie tylko jej. W niczym jej nie pomagały, a ich wymagania z każdym rokiem rosły.
A po ich wyjeździe, babcia przez kilka dni sprzątała po nich.
Tak było i tym razem. Przyjechały i od razu zrób to, zrób tamto. Babcia po całych dniach krzątała się przy nich, a one zamiast jej pomóc, to opalały się w ogrodzie albo wymyślały jakieś psoty. Po ich wyjeździe babcia nie czuła się najlepiej, była jakaś cicha i przygaszona.
Pola bardzo martwiła się jej stanem, przychodziła do niej codziennie i pomagała we wszystkim. A pewnego dnia przyniosła jej małego pieska. Ta kudłata kulka wywołała uśmiech na twarzy staruszki. Piesek szybko stał się jej ulubieńcem, brała go na kolana i rozmawiała z nim, a on chociaż miał swoje legowisko, najczęściej spał przytulony do jej stóp. I nie pomagało przenoszenie go na miejsce, on i tak wracał do niej.
Pół roku później babcia zaczęła mieć poważne problemy ze zdrowiem i trafiła do szpitala. To Pola jeździła do niej w odwiedziny i dbała, by niczego jej tam nie brakowało. Syn, pomimo tego, że wiedział o stanie matki, nie pokazał się tam ani razu.
Podczas jednych z takich odwiedzin, babcia poprosiła dziewczynę, by wzięła do siebie pieska i jego legowisko, bo jak mówią, jej już nie wiele czasu zostało. Pola obiecała, że zajmie się jej pupilem, ale żeby nie mówiła takich rzeczy, bo przed nią jeszcze długie lata życia. Staruszka tylko uśmiechnęła się smutno.
Tej nocy babcia Gienia zmarła.
O dziwo, syn, który nigdy nie miał dla niej czasu, w ciągu kilku godzin zjawił się razem z żoną. Pola dała im klucze do domu, a oni od razu zaczęli plądrowanie. Wyrzucali rzeczy z szafek, przesuwali meble. Nagle wzrok synowej babci zatrzymał się na psiaku, popatrzyła na Polę i krzyknęła:
– Zabierz stąd tego zapchlonego futrzaka!
– I tak miałam go zabrać, taka była wola pani Gieni. –
Dziewczyna podeszła do śpiącego na legowisku pieska i wzięła go na ręce razem z posłaniem. Wtedy poczuła pod rękami coś twardego. Wyszła z domu i wróciła do siebie. Postawiła psa na ziemi, a sama sprawdziła, co to za twardy przedmiot był w legowisku psa. Okazało się, że w materac była wsunięta mała szkatułka, a w niej był list do Poli i złota kolia wysadzana drogimi kamieniami. W liście babcia pisała, że daje ten prezent dziewczynie, ponieważ tylko ona się nią opiekowała. Napisała też, żeby pod żadnym pozorem nie oddawała tej biżuterii jej synowi, bo on na niego nie zasługuje.
Życzyła jej szczęścia w życiu i podziękowała za jej dobroć. Dziewczyna wtuliła zapłakaną twarz w mięciutkie futerko pieska, a on w odpowiedzi polizał ją po twarzy.
A w domu babci nadal trwało przeszukiwanie.
Gdzie ta stara wiedźma to schowała? – przez uchylone okno słychać było głos syna babci.
Pola jeszcze raz przytuliła pieska i pomyślała:
– Tak babciu, masz rację, on na ten skarb nie zasługuje.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przeszukiwali mieszkanie babci, a to czego szukali znajdowało się u mnie.