Przecież to mama!

Dziennik, 12 lipca

Jaki zaległy rachunek? To chyba jakaś pomyłka, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Kowalscy, tak, mój adres, ale… Ile? Niemożliwe. Na kogo ten kredyt został zaciągnięty? pytała z niedowierzaniem Małgorzata.

Na Pawła Jerzego Kowalskiego odpowiedział głos po drugiej stronie.

Tak, to mój mąż Ale po co? I kiedy? zupełnie zgłupiałem.

Przykro mi, jednak zasady są jasne, terminy minęły, to już przypomnienie, potem będą inne kroki głos rozmówcy złagodniał.

Nie wiedziałem, jak znalazłem się przed komputerem; szok całkowicie przytłumił moje myśli. Przecież nigdy nie widziałem u Pawła karty kredytowej. Skoro kasa nie była przeznaczona na rodzinę, to o co tu chodzi? O pracy mogłem zapomnieć, kręciłem się tylko wokół tego dziwnego telefonu. Nie mogłem doczekać się powrotu Pawła:

Na co te pieniądze? Kto Cię o kredyt prosił?!

Nie zdążyłem… już dzwonili burknął niezadowolony Paweł. Gdy zdał sobie sprawę, że się wygadał, naskoczył na mnie: Czego się tak gapisz? Mamie, to dla mamy. Sama jest…

I na co jej taka suma? My, choć oboje pracujemy, z mniejszym się obejdziemy!

Na wakacje, proste.

Gdzie się wybiera? Do Egiptu? Na Malediwy?

Wychowała mnie sama, ma prawo. Myślałem, że to zrozumiesz…

Fuknął i zniknął w pokoju, ostentacyjnie siadając w fotelu plecami do mnie. Robił tak zawsze, kiedy chciał wymusić na mnie poczucie winy. Tym razem jednak teatrzyk obrażone dziecko nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.

Nie próbowałem wracać do rozmowy. Pani Zofia, moja teściowa, w naszym małżeństwie była obecna od pierwszego dnia. Uwielbiała stawiać żądania, zaczęło się już przy naszym poznaniu. Gdy tylko zobaczyła złote kolczyki w moich uszach, podeszła, spojrzała i zapytała, czy to prawdziwe złoto, czy tylko tania biżuteria.

Gdy powiedziałem, że nie noszę podróbek, zrobiła wymowną minę:

I po co tyle pieniędzy wyrzucać w błoto? Lepiej byłoby kupić coś potrzebnego do domu…

To prezent odpowiedziałam, zaskoczona jej reakcją.

No, to już inna sprawa odparła spokojnie.

Tydzień później Paweł nieśmiało poprosił, żebym do jego mamy nie zakładała żadnych kolczyków. Jej podobno przykro, że takich mieć nie może, a on nie ma z czego kupić.

Już wtedy coś mnie zaniepokoiło, ale zakochana Małgosia nie chciała dopuszczać do siebie złych myśli. Potem przyszło wesele Zofia wyglądała olśniewająco i dołożyła drogą kopertę. Dopiero po miesiącu przypadkiem dowiedziałam się, że wszystko sfinansował Paweł; nie chciała przyjść bez prezentu z klasą.

Potem poszła lawina próśb: nowy telewizor, bo koleżanka ma lepszy, suszarka, taka jaką ma siostra, zabiegi w salonie, a najlepiej jeszcze masaże. Zawsze natychmiast. Gdy coś się odwlekało, zaraz były łzy, lamenty i narzekania na zdrowie. Paweł nie umiał jej odmówić to była dla niego świętość:

To przecież mama! Jak mogę jej odmówić?

Ale przecież teraz miał swoją rodzinę. Coraz trudniej było nam związać koniec z końcem. Mimo że zarabialiśmy nieźle, wciąż brakowało na podstawy. Na moje pytania Paweł miał jedną odpowiedź:

Wiesz Małgosiu, jeszcze nie umiesz gospodarować pieniędzmi. Od mojej mamy powinnaś się uczyć…

Nie miałam zamiaru się uczyć. Dużo podobnych typów jak Zofia Kowalska widziałam w życiu. Wiedziałam, że najlepiej z dystansem trzymać się od takich ludzi.

Ostatnia kropla to była prośba (a raczej żądanie) sfinansowania jej egzotycznych wakacji. Paweł zaciągnął kredyt na niemałą kwotę, którą mogliśmy przecież spłacić część hipoteki, wymienić meble, kupić sprzęty i jeszcze wystarczyłoby na uroczystą kolację w najlepszej restauracji w Poznaniu.

Paweł nie zamierzał nic zmieniać dla mamy wszystko i zawsze. Może i bym się z tym pogodziła, w końcu to matka. Ale nie mógł nawet słowa powiedzieć… A gdyby coś się stało? Kredyt zostałby na mnie a Zofia jak zwykle umyła by ręce.

Chyba czas na poważną rozmowę z mężem. Niech wybierze: rodzina czy mama albo chociaż niech matce przetłumaczy, że musi powściągnąć apetyt. Rozmowy jednak nie było. Paweł wpadł w furię, zarzucał mi brak serca i chciwość:

To ja spłacam kredyt, robię wszystko, a ty tylko narzekasz! Ile można?! Mama nie chce tanich wczasów, należy jej się komfort. Dała mi życie, oddała wszystko dla mnie! A ja nie mogę jej wyjazdu opłacić?

A stać nas na jej zachcianki? Może powinieneś jej to wytłumaczyć?

Ja to wytłumaczę tobie: mama jest święta…

Zrozumiałam: Paweł nie zamierzał nic zmieniać. Teściowa zawsze była i będzie numerem jeden, a jej zazdrość o synową była ewidentna. Dzwoniła codziennie, zawsze wzdychając, by przyjechał bo się stęskniła. Paweł rzucał wszystko i gnał na drugi koniec miasta: mama prosiła!

Po ostatniej kłótni poszliśmy do pracy jak obcy, nie pogodziliśmy się. W czasie lunchu źle się poczułam. Koleżanki wymusiły na mnie wizytę u lekarza. Okazało się, że jestem w ciąży. To powinna być radosna nowina okazja do przemyślania budżetu rodzinnego.

Niestety, Paweł tylko się załamał. Błagał, bym poczekała z dzieckiem, przerwała ciążę. Niedługo później zaczęła dzwonić teściowa. Ale ona nie błagała żądała:

Ja babcią nie chcę być! Co ci odbiło? Tak chcesz zatrzymać przy sobie Pawła? On i tak cię zostawi, lepiej słuchaj go, bo alimentów nie zobaczysz.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ocknęłam się w szpitalu.

W końcu się obudziłaś, Małgosiu usłyszałam znajomy głos. To była sąsiadka Zofii, pani Anna.

O, pani Aniu, nie wiedziałam, że pani tu pracuje…

I lepiej byłoby nie wiedzieć! mruknęła. Lekarze już myśleli, że wybór będzie między Tobą a dzieckiem.

Co?!

Uspokój się, już jest dobrze. Ale powiedz mi, co się właściwie stało?

Gdy wysłuchała mojej historii, tylko pokręciła głową, a potem poradziła:

Rzuć tę rodzinkę, Pawła nie zmienisz, a jego mama zawsze będzie nękać wszystkich jego partnerki. Ona uważa, że syn jej wszystko zawdzięcza. Zofia wykończyła własnego męża wiecznymi żądaniami, a syn jest cały w ojca nigdy nie postawi się matce.

Ale przecież ożenił się

Nie wiem, jakim cudem. Wiesz, ile dziewczyn z niego zrezygnowało po jednej wizycie u Zofii? Zastanów się. A co sądzi o ojcostwie?

Gdy odpowiedziałam, Anka rzuciła pod nosem kilka niecenzuralnych słów pod adresem maminsynka. I wtedy właśnie podjęłam decyzję. Poradzę sobie sama. Paweł już dokonał wyboru, nawet tego nie zauważając.

Złożyłam papiery rozwodowe zaraz po powrocie do pracy. Paweł nie walczył o nasz związek. Że udało się utrzymać ciążę, już mu nie powiedziałam.

***

Minął rok od mojego wyzwolenia. Z córeczką, Jagodą, spacerowałam po parku obok domu.

No proszę, jakie spotkanie usłyszałam niegdyś znajomy głos. Czemu nie pozwalasz spotykać się z wnuczką?

Bo to nie jest pani wnuczka odpowiedziałam spokojnie. To dziecko, jak pani z Pawłem zalecaliście, nie przyszło na świat. Jagoda jest tylko moja. I ma już swoją babcię.

Jak możesz…

A czy taki status jest dla pani aż taki ważny? Proszę poszukać synowi kogoś odpowiedniego.

Odeszłam z uśmiechem, nie zwracając uwagi na docierające do mnie przekleństwa. Wiem, że w porę pożegnałam uzależnionego od matki męża i teściową, która dawno przestała mieć umiar. I dziś wiem zrobiłam to, co trzeba.

Czasem wyzwolenie to najlepszy prezent, jaki można dać samej sobie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przecież to mama!