Jaki zaległy rachunek? Chyba się państwu coś pomyliło, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Jasińscy, to nasz adres, ale… Ile? Niemożliwe. Na kogo jest wzięty ten kredyt? dziwiła się Kinga.
Na Bartosza Pawłowicza Jasińskiego odpowiedział rozmówca.
Tak, to mój mąż, ale kiedy on to zrobił? I po co? kobieta zupełnie zbaraniała.
Przykro mi, głos po drugiej stronie złagodniał, ale zasady są jednakowe dla wszystkich: termin minął, dziś przypomnienie, potem podejmiemy inne kroki.
Kinga nie pamiętała, jak znalazła się w salonie i jak usiadła przed komputerem. Chyba szok po tej wiadomości uderzył nagle. Nie, musiała najpierw dowiedzieć się sama, skąd ten dług się wziął.
Nigdy nie widziała u męża karty kredytowej, więc pieniądze wzięte były najwyraźniej nie na rodzinę. Ale o co tu chodzi? O pracy nie było już mowy, myśli krążyły tylko wokół tej dziwnej rozmowy. Kinga z trudem doczekała powrotu Bartosza do domu.
Dla kogo te pieniądze? Kto cię prosił o kredyt?!
A jednak zadzwonili, nie zdążyłem ci powiedzieć… mruknął Bartosz z rozdrażnieniem. A gdy uświadomił sobie, że się wygadał, oburzył się na żonę: No i co się tak patrzysz? Dla mamy, przecież to mama! Prosiła, sama mieszka…
I po co jej taka suma? My wydajemy mniej, choć oboje pracujemy!
Na wakacje, jasne?
Gdzie zamierza jechać? Do Egiptu czy na Malediwy?
Mama wychowała mnie sama, należy jej się. Nie spodziewałem się po tobie takiego podejścia…
Naburmuszony Bartosz ruszył do pokoju, rzucił się w fotel i odwrócił do ściany. Robił tak zawsze, kiedy chciał wywrzeć presję na Kindze. Ale tym razem teatrzyk „obrażonego chłopca” nie zrobił już wrażenia.
Kinga po prostu mu nie odpowiedziała. Teściowa w ich życiu pojawiała się aż nadto często. Alicja Jasińska uwielbiała żądać. Zaczęła już podczas zapoznania ledwo zobaczyła kolczyki u dziewczyny, natychmiast spytała, czy to prawdziwe kamienie, czy tylko zwykła biżuteria.
Kiedy dowiedziała się, że Kinga nie nosi podróbek, westchnęła:
I po co wydawać tyle pieniędzy? Lepiej byłoby coś pożytecznego do domu kupić…
To prezent Kingę uderzyła taka reakcja.
A no to dobrze, błyskawicznie się uspokoiła przyszła teściowa.
Po tygodniu Bartosz nieśmiało poprosił, by na kolejną wizytę do jego mamy nie zakładała tych kolczyków mama była zbyt zasmucona, że nie ma takich, a syn nie może jej kupić podobnych.
Już wtedy Kinga czuła, że to dziwne, ale zakochana, przegnała złe przeczucia. Potem był ślub. Alicja zachwycała gości strojem i prezentem. Dopiero po miesiącu Kinga przez przypadek dowiedziała się, że wszystko kupił Bartosz, bo inaczej mama groziła, że nie przyjedzie na własny ślub syna.
A potem się zaczęło: raz żądała nowego telewizora, bo koleżanka już taki ma, innym razem musiała mieć nową suszarkę do włosów lub opłaty za kolejne zabiegi w salonie kosmetycznym zawsze natychmiast, już! Gdy nie dostawała tego, czego chciała, Alicja z miejsca zaczynała płakać i narzekać na zdrowie. Bartosz nie mógł znieść matczynych łez i pędził spełniać jej zachcianki:
Przecież to mama! Jak można!
Tylko że teraz miał już własną rodzinę. I tu notorycznie brakowało pieniędzy nawet na najpotrzebniejsze rzeczy, mimo że oboje pracowali i nie zarabiali źle. Na pytania Kingi Bartosz rozkładał ręce:
Widać, Kingusiu, nie umiesz jeszcze dobrze prowadzić domowego budżetu. Mogłabyś się od mojej mamy uczyć…
Kinga nie zamierzała tego robić: ich relacje od początku nie układały się dobrze. Doskonale znała już taki typ „mamusi”, więc od takich ludzi wolała trzymać się z daleka.
I w końcu przebrała się miarka: mama zażądała opłacenia luksusowych wakacji. Kwota, którą dla niej wziął kredyt Bartosz, wprawiła Kingę w osłupienie. Za te pieniądze można było spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, umeblować ich mieszkanie wysokiej klasy meblami, kupić sprzęt AGD, a jeszcze by zostało na uroczystą kolację w najlepszej restauracji w Warszawie.
Najwyraźniej Bartosz nie zamierzał nic zmieniać: dla mamy zawsze wszystko. Kinga gotowa byłaby to wybaczyć w końcu to matka. Ale żeby tak, bez słowa… A gdyby coś się stało? Kto musiałby spłacać kredyt? Ona. A pani Alicja znów umyłaby ręce.
Nadszedł czas poważnie porozmawiać z mężem. Musiał wybrać, kto jest dla niego ważniejszy. Albo chociaż wytłumaczyć mamie, że powinna nieco ograniczyć apetyt. Rozmowy jednak się nie udały: Bartosz oskarżył Kingę o brak serca i materializm:
Przecież już spłaciłem tamten dług, wszystko oddam, a ty tylko narzekasz! Mama nie chce tanich sanatoriów, jej się należy pierwsza klasa. Należy jej się! Oddała mi wszystko, wychowała mnie sama! Nie mogę jej zapewnić porządnych wakacji?
Ale przecież jej zachcianki nas przerastają. Może powinna to zrozumieć?
Lepiej tobie wytłumaczę: matka to święta osoba…
Kinga zrozumiała: Bartosz nie zamierza niczego zmieniać. Wiedziała również, że Alicja jest zazdrosna o syna i dzwoni codziennie, błagając Bartosza, by przyjechał, bo tęskni. A on rzuca wszystko i jedzie na drugi koniec miasta bo mama prosi!
Po wczorajszej kłótni Jasińscy poszli do pracy bez pojednania. Przed południem Kinga poczuła się źle.
Zaniepokojone jej wyglądem koleżanki wymusiły wizytę u lekarza. Tam kobieta dowiedziała się, że spodziewa się dziecka. Jak tu nie podzielić się taką wiadomością z przyszłym ojcem? Może to właśnie powód, żeby przyjrzeć się wydatkom.
Radość jednak była przedwczesna. Bartosz wyraził żal, że nie spodziewał się takiej sytuacji. Błagał żonę, by poczekała z dzieckiem i nalegał na przerwanie ciąży. Potem zaczęła dzwonić teściowa. Tyle że ona nie prosiła jak syn, tylko żądała:
Nie chcę być babcią! Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz, że przywiążesz dzieckiem syna? Prędzej czy później Bartosz i tak odejdzie, nic tu nie wskórasz…
Dokąd odejdzie? Skąd taki pomysł?
Znam syna odparła. Już dawno się rozgląda, żeby gdzieś się wymknąć od takiej jak ty. Więc zrób, jak mówi, o alimentach i tak zapomnij.
Kinga poczuła, jak świat ciemnieje w oczach. Ocknęła się dopiero w szpitalu.
Kingusiu, nareszcie się ocknęłaś usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła obok panią Krystynę, sąsiadkę Alicji, a zarazem pielęgniarkę.
Och, pani Krystyno… wyszeptała Nie wiedziałam, że tu pani pracuje…
I lepiej by było nie wiedzieć uśmiechnęła się pielęgniarka. Myśleliśmy, że trzeba będzie wybierać: twoje zdrowie czy dziecko…
Co?!
Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz szczerze, co cię tak zniszczyło?
Kiedy Kinga opowiedziała, pielęgniarka skrzywiła się i westchnęła:
Porzuć tę rodzinkę, Bartosza nie zmienisz, a jego mamusia już zawsze będzie cię niszczyć. Ona uważa, że syn wszystko jej zawdzięcza. Tak samo doprowadziła swojego męża, domagała się coraz więcej, aż wykończył się w pracy. Bartosz poszedł całkiem w ojca, nigdy nie sprzeciwi się mamie.
A przecież się ożenił…
Sama się dziwię, że się zdecydował. Wiesz, ile dziewczyn od niego uciekało po pierwszej wizycie u Alicji? Decyduj sama. No i jak Bartosz zareagował na dziecko?
Po jej słowach Krystyna mruknęła coś mało pochlebnego pod adresem maminsynka. Jakby rzuciła czar to był moment przełomowy. Kinga postanowiła, że da sobie radę. Bartosz własny wybór już i tak podjął.
Wniosek o rozwód złożyła zaraz po powrocie do pracy. Bartosz nie próbował ratować małżeństwa. O tym, że ciąża przebiega dobrze, nie poinformowała go.
…Minął rok od chwili odzyskania spokoju. Kinga spacerowała z córką alejkami pobliskiego skweru.
Proszę, kogo my tu spotykamy usłyszała znajomy głos Czemu nie pozwalasz mi widywać wnuczki?
Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała spokojnie Kinga. To dziecko… to, które kazali mi usunąć Pani i Bartosz, nie przyszło na świat. A ta dziewczynka jest moja. Tylko moja. I babcię już ma.
Ty…
Tak, właśnie. Jeśli zależy pani na byciu babcią, niech pani poszuka synowi odpowiedniej kandydatki.
Kinga odchodziła uśmiechnięta, nie oglądając się na przekleństwa zza pleców. Zrozumiała, że dobrze zrobiła, zostawiając za sobą męża uzależnionego od matki i teściową nieznającą umiaru. Każdy zasługuje na spokojne życie i szansę zbudowania wspólnoty tam, gdzie faktycznie ma na nią miejsce. Każdy musi w końcu wyznaczyć własne granice i zacząć troszczyć się o swoje szczęście.




