Na obrzeżach miasta zorganizowano ogrodzony teren dla zwierząt. Psy mogły się wybiegać bez obawy, że gdzieś uciekną. Właściciele zwierząt, a zwłaszcza psów, chętnie odwiedzali to miejsce ze swoimi pupilami. Były tam wymyślne tory przeszkód, można było poćwiczyć z psem aportowanie albo po prostu puścić go wolno, żeby się wybiegał.
Był słoneczny, wiosenny dzień, więc Konrad wybrał się ze swoim psem, by trochę się razem pobawić. Zaraz po wejściu na teren parku chłopak założył psu kaganiec i odpiął smycz. Pies od razu, gdy poczuł wolność, zaczął biegać jak szalony. Konrad stał i z uśmiechem przyglądał się figlom swojego czworonoga. Po chwili podeszła do niego kobieta z pudlem.
– Pewnie chciał pan kupić owczarka niemieckiego, ale ktoś pana oszukał – powiedziała i wymownie popatrzyła na buszującego w krzakach psa.
Co prawda Rex wyglądał dziwnie, ale to nie znaczyło, że można go obrażać.
– Nie kupiłem tego psa i nigdy nie miałem zamiaru mieć jakiegoś zwierzaka. Mieszkam sam, często pracuję do późnych godzin, a pies to jednak obowiązek. A to, że wygląda jak wygląda, to nie jego wina. Tak go stworzyła matka natura. – Konrad poczuł się w obowiązku stanąć w obronie wyglądu swojego psa.
– Nie miał pan zamiaru, a jednak pan ma zwierzaka – kobieta nadal drążyła temat. – To jak to się stało, że zmienił pan zdanie?
– Nie zmieniłem, po prostu tak wyszło.
Widząc, że tak łatwo nie pozbędzie się kobiety, Konrad ze zniecierpliwieniem potarł ręką czoło i zaczął opowiadać.
– To było w listopadzie, był późny wieczór, padał deszcz ze śniegiem. Wyszedłem z biura i szybko pobiegłem do samochodu, żeby nie zmoknąć. Wyjeżdżałem z parkingu, gdy nagle coś wbiegło mi wprost pod koła samochodu. Zahamowałem i wysiadłem, by zobaczyć co to. Dosłownie centymetry od koła kulił się pies. Był cały mokry i trząsł się, nie wiem, z zimna czy ze strachu. Nie mogłem go tak zostawić, więc postanowiłem wziąć go do domu, ogrzać, a następnego dnia zamieścić ogłoszenie o znalezisku. Pies nie był wychudzony, więc doszedłem do wniosku, że komuś uciekł.
Jeśli myślał, że pozbędzie się kobiety, to grubo się pomylił. Stała z niemym pytaniem na ustach „co było dalej?” Chcąc nie chcąc, mężczyzna musiał kontynuować.
– No cóż, przywiozłem go do domu, wysuszyłem, nakarmiłem i zrobiłem mu zdjęcie. Następnego dnia dałem ogłoszenie. Nie czekałem długo na odzew, gdzieś po około 3 godzinach zadzwoniła do mnie jakaś kobieta i powiedziała, żebym nie szukał właścicieli i jeśli mogę, zatrzymał psa. Na moje pytanie „Dlaczego?”, odpowiedziała, że znowu go wywiozą. Już raz tak zrobili, ale widocznie za blisko go wywieźli i psiak wrócił. Teraz, jak widać, historia się powtarza, oni chcą się go pozbyć. Ciężko mi było w to uwierzyć, ale kobieta przedstawiła dużo szczegółów, które kazały mi uwierzyć w jej opowieść. Co miałem zrobić? Nie chciałem tego obowiązku, jaki wiąże się z posiadaniem zwierzęcia, ale nie chciałem też, by szczeniak znowu trafił na ulicę. Dlatego jako drugie rozwiązanie wybrałem schronisko.
– No dobrze, ale co to były za szczegóły, że postanowił Pan oddać psa do schroniska, a nie właścicielowi? – zapytała kobieta.
– Z tego, co mówiła osoba dzwoniąca, wynikało, że psa kupiono jako szczeniaka owczarka niemieckiego. Na początku był kochany i rozpieszczany, a potem, jak zaczął rosnąć, okazało się, że ma tyle wspólnego z owczarkiem, co wróbel z orłem. Znajomi zaczęli wyśmiewać ich nabytek. Zresztą sama pani widzi, jak wygląda Rex. Czasem sam się zastanawiam, czy on na pewno jest psem. Właściciele Rexa dawali ogłoszenia, że oddadzą psa, ale nikt go nie chciał, więc postanowili się go pozbyć. Więc najprawdopodobniej wywieźli go parę ulic dalej, ale ku ich rozpaczy pies wrócił. Jakiś czas później znowu pies zniknął, tylko że tym razem pojawiło się ogłoszenie o znalezionym psie, sąsiedzi rozpoznali psiaka i zadzwonili do znalazcy, podając adres właścicieli. I znowu minął tydzień, może dwa, a psa sąsiadów znowu nie było widać. No i pojawiło się moje ogłoszenie, więc ta osoba zadzwoniła do mnie, żebym nie oddawał psa właścicielom, bo oni znowu go wyrzucą. Dodała jeszcze, że boi się, że następnym razem pies nie będzie miał tyle szczęścia i skończy pod kołami. I tak właśnie podjąłem decyzję o schronisku – zakończyłem swoją opowieść.
– Co za ludzie? Przecież to bestie w ludzkiej skórze. Że też nie ma kary na takich – wyraziła swoje oburzenie pani. No ale piesek jest z Panem, a nie w schronisku – dodała.
– No widzi pani, zawiozłem go do schroniska i zostawiłem tam, ale jak już wyszedłem, Rex zaczął tak rozpaczliwie wyć, że było go słychać pod bramą. Nie miałem serca tam go zostawić, więc wróciłem. Kupiłem mu wszystko, co trzeba, i tak sobie żyjemy razem. On jest grzeczny, nie rozrabia, a ja mam do kogo wracać po pracy. Ludzkim gadaniem na temat jego wyglądu się nie przejmuje. A teraz przepraszam, ale musimy już wracać.
Konrad pożegnał kobietę i zawołał Rexa, który natychmiast podbiegł, machając ogonem. Wsiedli do samochodu i wrócili do domu, pewni, że pomimo wszystkich przeciwności losu, znaleźli w sobie wzajemne wsparcie i przyjaźń. Koniec końców, niezależnie od wyglądu i okoliczności, Rex był nie tylko psem, ale i najlepszym przyjacielem Konrada.

