Dawno temu, w małym mieszkaniu przy Pradze, poślubiłam człowieka, którego wielu uważało za ubogiego. Cała moja rodzina, a zwłaszcza kuzyni, patrzyli na mnie z pogardą i drwiącym uśmiechem. Rozumiałam jednak, że kobiety często mają własne wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać ich mąż i że zwykle zwracają uwagę na jego sytuację materialną. Niektórzy szukają swego ideału niczym rycerza z legend, pięknego jak model na okładce magazynu. Ja miałam własne kryteria. Najważniejsze było dla mnie, by nie sięgał po alkohol wiedziałam, że to prowadzi jedynie do zła, a nie chciałam, by moje dzieci dorastały przy stale pijanym ojcu.
Chciałam też, by był pracowity, nie leniwy, i aby był wobec mnie szczery. Pieniądze i drobne krzyżówki nie były dla mnie priorytetem; nie liczyłem, czy posiada samochód czy własne mieszkanie. Nie pochodzę z rodu milionerów, więc nie miałam sensu sięgać po to, czego samemu nie mam. Moja matka, Halina, samotnie wychowała mnie i brata Andrzeja, dlatego luksusu nie znaliśmy. Z moim przyszłym mężem, Stanisławem Zieliński, byliśmy razem rok, zanim wzięliśmy ślub. Miał on sześć rodzeństwa i pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, zajmując się swoją specjalnością.
Mieszkał w domu rodzinnym razem z matką i bratem. Na nasze wesele przybyli jedynie najbliżsi krewni i kilku przyjaciół. Po ceremonii zamieszkaliśmy razem i szybko odkryliśmy, że mamy odmienne charaktery. Minęło sześć miesięcy, zanim nauczyliśmy się rozumieć i dostosowywać do siebie. Pierwszy raz, gdy zobaczyłam jego łzy, było to w chwili narodzin naszego dziecka. Mieliśmy dzieci, a Stanisław zarabiał przyzwoite wynagrodzenie w złotych, choć pracował w innej branży niż nauka. Na początku wynajmowaliśmy małe mieszkanie na Mokotowie, a teraz posiadamy własny dom pod Krakowem i radujemy się z życia.
Czasem dochodzi między nami do nieporozumień, ale rozmawiamy o tym otwarcie i uczymy się rozwiązywać spory. Nie jesteśmy milionerami, ale najważniejsze, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Dziś obchodzimy rocznicę, która sprzed siedmiu i pół lat zmieniła nasze losy w dniu, w którym powiedzieliśmy sobie tak. Z biegiem lat zauważyłam, że kocham go coraz bardziej i nie chcę go już nigdy puszczać. Cieszę się, gdy bawi się z naszymi pociechami, gdy dba o mnie i dzwoni, by zapytać, czy mam ochotę na coś do jedzenia. To wszystko jest niczym ciepły rosół w zimowy wieczór.
Przykładem jest przyjaciółka, która poślubiła bogatego mężczyznę; początkowo wszystko szło gładko, ale potem zdradził ją, roszczał pieniądze od jej rodziców i był nieposłuszny. Chciała się rozwieść, ale nie chciała zostawiać dzieci z ojcem. Widziałam, że to nie jest życie dla mnie, i cieszę się, że podjęłam właściwą decyzję. Życzę wszystkim kobietom, aby kochały swoich mężów i czuły się kochane. Nie patrzcie na rozmiar portfela, bo prawdziwe szczęście nie mierzy się w złotych.




