Nasz Jacek ukrywał dziecko przed całym światem, ale kłamstwo ma krótkie nogi. Może bał się sensacji, ale po tym, co odkryłam, ludzie na pewno nie dadzą nam spokoju.
Może to rzeczywiście moja wina, bo wychowałam syna na zbyt ufnego człowieka. Jacek urodził się, gdy miałam 30 lat, a mój mąż 40. Był bardzo oczekiwanym dzieckiem, choć szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałam się, że zostanę matką. Rozpieszczałam go do granic możliwości.
Mieszkamy na wsi. Długo nie pozwalałam mu nawet sprzątać, wszystko robiłam za niego. Mąż mnie za to bardzo karcił, bał się, że wychowamy niedorajdę, jak to on mawiał.
Nasz Jacek nie bardzo chciał uczyć się w szkole i nie zmuszaliśmy go. Najważniejsze to być zdrowym, tak uważam. Po ukończeniu szkoły poszedł na kurs, aby zostać kucharzem. Naprawdę mu się to udało, uwielbiał gotować, nawet sam wymyślał przepisy, którymi później dzielił się na Facebooku.
Po tym kursie Jacek nie chciał wracać na wieś, a my go doskonale rozumieliśmy.
Początkowo pracował w restauracji w pobliskim miasteczku, a następnie przeprowadził się do Warszawy. To dość daleko od nas, nie widzieliśmy go zbyt często.
Któregoś razu oznajmił przez telefon, że spotyka się z dziewczyną. Modliłam się za mojego syna i jego szczęście. Pytałam trochę o nią, ale dowiedziałam się niewiele. Wiedziałam tylko, że dziewczyna miała na imię Ula. Wielokrotnie prosiłam syna, aby przedstawił nas Uli, ale zawsze odmawiał, mówił, że ma tak rozplanowane obowiązki, że nie znajdzie czasu.
Przeczytaj także: Zaprosiłam całą trójkę dzieci do siebie w niedzielę. Posiedzieli godzinę i nawet nie chcieli zaczekać na obiad
Kiedyś właśnie wysłał mi jej zdjęcie w wiadomości. Wyglądała na ładną dziewczynę, nic nie można było jej zarzucić. Syn później odwiedził nas kilka razy, ale zawsze sam. Powiedział, że Ula dużo pracuje. Wierzyliśmy z mężem.
W naszej wiosce, jak kawaler przyprowadza do domu dziewczynę, to może nie sensacja, ale na pewno temat do plotek. Jacek wiedział, że wszystkie sąsiadki będą bacznie obserwować nową wybrankę i szeptać między sobą, dlatego może tak odwlekał – myślałam.
Jednak pewne wątpliwości zaczęły pojawiać się w mojej głowie po tym, jak nawet nie chciał dać do niej numeru telefonu.
Zabrałam trochę słoików, warzyw i mięsa ze wsi i pojechałam do syna. Znałam jego adres, miałam zapisany w notesie. Z dworca chciałam dojechać autobusem, ale tak mocno się pogubiłam w dużym mieście, że koniec końców wzięłam taksówkę.
Myślałam, że ucieszy się z wizyty, ale nawet się nie spotkaliśmy!
Wpuściła mnie jego dziewczyna, syna wtedy jeszcze nie było. I czego się dowiedziałam?! Ta dziewczyna bardzo chciała nas poznać, ale syn wiecznie odmawiał. Mówił, że jesteśmy aroganccy i nie chcemy jej widzieć.
A żeby tego było mało… Okazuje się, że mój syn ma już dwumiesięczne dziecko, o którym nie mieliśmy żadnego pojęcia.
Ale to nie jest najgorsza rzecz, jakiej się dowiedziałam.
To dziecko nie jest od mojego syna. Okazuje się, że miała romans z żonatym mężczyzną i zaszła w ciążę. Ojciec dziecka porzucił ją i wtedy spotkała naszego Jacka. Powiem Wam szczerze, ze tak mnie te kłamstwa i tajemnice zabolały, że wyszłam jeszcze zanim Jacek zdążył wrócić. Prosiłam tę dziewczynę, żeby nic mu nie mówiła, że byłam.
Nie wiem, czego ona chce od naszego syna, ale wiem jedno, on jest bardzo naiwny i to głównie moja wina. Boję się, że ona chce go wykorzystać i znalazła sobie nowego tatusia dla dziecka.
Jeśli ta dziewczyna ma dobre zamiary, jestem gotowa ją przeprosić, ale jeśli nie, to zgotuję jej piekło. I jak mam rozmawiać teraz z synem też nie wiem… Czy przyznać mu się, że o wszystkim wiem, czy ukrywać tak jak on?



