Natalia trafiła do szpitala zbyt późno. Nie poddano ją wcześniej żadnemu badaniu, wystarczyło zrobić USG.
Po przyjeździe na oddział, położono ją na sali i zaczęła się dyskusja między personelem:
– Sprawdzimy? – powiedział lekarz.
– Tak, trzeba zrobić! – odpowiedział kolega z oddziału.
– Ostrzegam Cię! Uważaj!
– Nie będę! Nie ma mowy!
Kobieta nie rozumiała, o czym rozmawiają.
– Natalia, dlaczego dopiero teraz przyszłaś? Przecież to poważna sprawa!
Kiedy lekarz odszedł, dziewczyna odwróciła się do ściany i zaczęła płakać. Pocieszyłam ją, a ona opowiedziała mi swoją historię. Jak się okazało, była to jej czwarta ciąża. Pierwsze dwie, zakończyły się po ośmiu miesiącach, dzieci nie przeżyły.
Trzecia była pozamaciczna. Jak zaszła w ciążę za czwartym razem, Bóg jeden wie. Natalia mówiła, że cały czas się modli. Bardzo bała się o kolejne dziecko i o siebie. Lekarz mówił jej, żeby odczekała z następną ciążą przyjajmniej półtora roku, ale tego nie dopilnowała.
– Boję się że umrę, że tego nie przeżyję – szepnęła.
Już po trzech dniach, dziewczyna skarżyła się na ból brzucha. Po paru minutach, leżała w kałuży krwi. Pośpiesznie szukałam lekarzy.
Natalia została przewieziona na salę operacyjną. Wyciągnęłam święty obrazek i zaczęłam się modlić. Nieudolnie, ale szczerze.
Parę godzin później, spotkałam na korytarzu ordynatora i zaczęłam go wypytywać o moja sąsiadkę z sali. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
– Jest dobrze. Było ciężko, ale ją uratowaliśmy, straciła sporo krwi. Najważniejsze jest jednak to, że obydwie żyją i mają się dobrze.
Wzięłam obrazek do ręki i podziękowałam za uratowanie mojej nowej przyjaciółki.

