Może moja historia da ludziom do myślenia? Może zastanowią się nad tym, co chcą zostawić przyszłym pokoleniom?
Urodziłam się i wychowałam na wsi. Okolica była piękna, naokoło były zielone łąki, przez które leniwie płynęła rzeka, a niedaleko znajdował się zielony zagajnik. W wieku 25 lat wyszłam za mąż i tak się ułożyło, że na długie lata wyjechaliśmy za granicę. Kiedy w końcu przyjechaliśmy do kraju postanowiłam zorganizować spotkanie rodzinne, takie na łonie natury. Przypomniało mi się pewne malownicze miejsce i pomyślałam, że najlepiej będzie, jak pojedziemy właśnie tam, na skraj zagajnika, który zapewne jest już całkiem sporym lasem. Dodatkową atrakcją dla moich dzieci miała być kąpiel w rzece.
Było sobotnie, ciepłe południe. Wymarzona pogoda na piknik.
Spakowaliśmy grilla, jedzenie, napoje i wyruszyliśmy. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Widok jaki zastaliśmy wprost łamał serce, to nie było już to samo urokliwe miejsce, gdzie razem z przyjaciółmi godzinami pluskaliśmy się w rzece i opalaliśmy się leżąc na zielonej trawie. Zamiast tego zobaczyłam wiejskie wysypisko śmieci. Wszędzie walały się plastiki, jakieś szmaty, fruwały papiery, a na skraju lasu leżały opony samochodowe i żelazne beczki. Łzy same napłynęły mi do oczu. Jak można było do takiego stanu doprowadzić ten uroczy zakątek?
Zajęło nam dobre pół godziny, zanim znaleźliśmy miejsce, gdzie można było rozłożyć koce i ustawić grilla. Po jedzeniu poszliśmy nad rzekę, żeby się trochę pochlapać, ale niestety widok jaki zastaliśmy zniechęcił nas nawet do zamoczenia jednego palca u nogi. Tutaj też królowały porozbijane butelki i inne śmieci. To co zobaczyłam rozczarowało mnie, ale i głęboko zasmuciło. Pomyślałam, jak niewiele trzeba, żeby zniszczyć bezpowrotnie tak piękne miejsce.
Przed powrotem zaczęłam z mężem i dziećmi sprzątać po naszym pikniku, wszystkie plastikowe naczynia, butelki, resztki jedzenia posegregowaliśmy i zapakowaliśmy w worki. Gdy wszystko było zebrane, mąż wziął worki, żeby zanieść je do samochodu, moja mama zapytała, po co to robi? Czy nie lepiej zostawić tego tutaj? Przecież tu i tak wszyscy wyrzucają niepotrzebne rzeczy. Nie chciałam się kłócić ani wymądrzać, ale musiałam powiedzieć kilka słów na temat ochrony przyrody. A potem zdałam sobie sprawę, że to do nich nie dotrze, oni żyją tu i teraz i tylko to się liczy. Co zostawią przyszłym pokoleniom, to już nie ich sprawa, ich już wtedy nie będzie. Ostatni raz objęłam spojrzeniem miejsce, które we wspomnieniach jawiło mi się jako idylliczna pocztówka i pomyślałam:
– Ludzie opamiętajcie się. Zrozumcie, że ten świat nie zniknie razem z wami. Po was przyjdą inni i co zastaną?



