„Po co ci mąż, skoro masz wnuka” – mówili mi wszyscy krewni. Może gdybym ich wtedy posłuchała…

Kiedy w wieku 60 lat wyszłam za mąż za Andrzeja, wszyscy w mojej rodzinie zastanawiali się: „Skąd ja go wzięłam?”.

Na to pytanie odpowiadałam zawsze z uśmiechem:

– Bóg mi go przysłał.

Wynajęłam swoje mieszkanie i wprowadziłam się do Andrzeja, by razem zacząć nowy etap życia. Andrzej mnie kochał, ale czułam, że nie jestem wobec niego do końca szczera.

Gdy tylko spotykaliśmy się z Andrzejem, czułam, że on chciał uczynić nasze wspólne życie wyjątkowym. Jego starania były widoczne w każdym geście. Planował niespodzianki, wybierał miejsca, które od dawna chciałam odwiedzić. Niejednokrotnie zaskakiwał mnie biletami na koncerty czy weekendowe wyjazdy do miejsc, które kojarzyły się z młodością. Byłam nawet zdziwiona, że potrafił mnie – emerytkę – w takim wieku zapraszać na tak różne wydarzenia.

Ale prawda jest taka, że moje serce było zajęte przez mojego wnuka, Ignasia. Ignaś był synem mojej ukochanej córki i byłam dla niego jak druga matka.

Andrzej był dla mnie bardzo hojny. Zawsze kupował mi prezenty, częstował, robił wszystko, bym była szczęśliwa. Jednak moje serce i portfel zawsze były skierowane ku wnukowi. Chłopak nie miał stałej pracy, zawsze narzekał, że to za mało płacą, to stanowisko nie pasuje. Ja jednak, dzięki wynajmowi mojego mieszkania, miałam pewien stały dochód, który w całości mu przekazywałam.

Gdy Andrzej przygotowywał dla nas romantyczną kolację, ja myślałam, jak pomóc wnukowi w kolejnych problemach. Gdy Andrzej snuł plany na wspólne wakacje, moje myśli krążyły wokół tego, jak zaoszczędzić jeszcze więcej dla Ignasia.

Pewnego wieczoru, po kieliszku wina, Andrzej zapytał mnie:

– Jak to możliwe, że taka pracowita kobieta ma takiego leniwego wnuka?

To pytanie bardzo mnie zabolało. Wiem, że robię dla Ignacego za dużo, ale nie mogę przestać. Andrzej czuje się pominięty. Czuję, że mimo mojej ciężkiej pracy w domu, nie daję mu tego, czego naprawdę potrzebuje – mojej miłości.

Mąż często funduje nam wspólne wyjazdy, planuje romantyczne kolacje w restauracjach, by dać nam chwile tylko dla siebie. Stara się budować naszą relację, podczas gdy ja nie potrafię zrewanżować się nawet małym gestem. Każdy mój grosz ląduje w kieszeni Ignasia. Jeszcze nie postradałam do końca rozumu, czuję, że nie do końca spełniam się w roli żony, a moja obsesyjna troska o wnuka powoli zatruwa nasze małżeństwo.

Przyznam szczerze, że nie wiem co zrobić. Przyzwyczaiłam wnuka do tego, że ma moje pełne wsparcie. Zresztą, gdzie ma pójść, jeśli nie do mnie?

Mnie to nie przeszkadza, cieszę się, że mogę na starość pomóc wnukowi. Pieniądze… Mnie one nie są potrzebne, a młodzi ludzie mają teraz tak wiele wydatków. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że mąż czuje się pominięty.

– Czuję, że jestem tu tylko dodatkiem. Twoje serce jest zajęte wnukiem, a dla mnie zostają tylko resztki – powiedział.

Bardzo zaniedbałam naszą relację. Chciałabym naprawić to, co zepsułam, ale obawiam się, że może być już za późno. Jak wyjść z tej sytuacji?

 

Oceń artykuł
TwojaCena
„Po co ci mąż, skoro masz wnuka” – mówili mi wszyscy krewni. Może gdybym ich wtedy posłuchała…