Pilnie potrzebny mąż
Mamusiu, musisz sobie jak najszybciej znaleźć nowego męża! Naprawdę, bardzo, BARDZO pilnie!
Alicja omal nie upuściła filiżanki z kawą, której kilka kropli rozlało się na obrus. Postawiła ją na stole, odchrząknęła i wbiła uważny wzrok w córkę.
Wyjaśnij mi proszę, o co chodzi poprosiła, starając się zachować równy ton. Skąd taki pomysł?
Dziewczynka przestąpiła z nogi na nogę, spuściła wzrok i zaczęła się wpatrywać w wzór na dywanie. Lidka czuła się nieswojo, ale była przekonana, że robi słusznie.
Wiesz… Dziś powiedziałam tacie, że masz kogoś westchnęła ciężko. On mnie cały czas wypytuje! Ciągle tylko pyta, czy już kogoś masz! Do tej pory zawsze mówiłam nie, a wtedy on długo, nudno tłumaczył, jak wielki popełniłaś błąd odchodząc od niego. Że nic nie rozumiesz z życia, skoro pozwoliłaś sobie stracić takiego wspaniałego faceta!
Podniosła wzrok na mamę. W jej oczach było rozczarowanie, zmieszanie i nawet złość na ojca.
I jeszcze… jeszcze ciągle powtarza, że w końcu zrozumiesz, jak bardzo się mylisz i wrócisz. Mówi, że nikogo lepszego i tak nie znajdziesz. No i mnie poniosło. Powiedziałam, że spotykasz się już z kimś.
Alicja przejechała dłonią po włosach. Od razu przypomniały jej się znajome intonacje byłego męża tę nadętą pewność siebie, tę manierę, przez którą każdy temat prowadził tylko do jego wywodów o własnej nieomylności.
Wyobrażam sobie, jakich kolorowych epitetów przy tym używa powiedziała z lekką ironią. Do dziś nie pogodził się, że od niego odeszłam, takiego ideału. Czasem myślę, że Janek nalega na twoje wizyty w weekendy tylko po to, by się wygadać. Jemu nie zależy na rozmowie z tobą, tylko na najnowszych plotkach. Tak leczy własne ego.
Lidka ciężko westchnęła i opadła na kanapę, podciągając pod siebie nogi. Oparte na poduszce, rozkojarzona przeciągnęła dłonią po miękkiej tapicerce, starając się zebrać myśli.
Też tak sądzę wyrzekła, patrząc gdzieś w dal. Przez półtorej godziny wysłuchuję, jaki to on wspaniały. A później już nic go nie obchodzi nawet nie pyta, co u mnie, jak mi idzie w szkole, czy czegoś potrzebuję…
Mówiła o tym tak rutynowo, jakby opowiadała o codziennych obowiązkach: pobudka, śniadanie, szkoła, prace domowe. Dla Lidki to rzeczywiście była codzienność, do której już dawno przywykła aż tak, że nie budziło to w niej żadnych emocji.
Odchyliła się na oparcie kanapy i wpatrzyła w sufit, przypominając sobie ostatnią rozmowę z ojcem. Jak zawsze, zaczęło się od jego obwieszczania kolejnego osiągnięcia tym razem szczegółowo rozpisywał się o udanych negocjacjach z kontrahentami. Potem przeszedł do opowiadania o swoich planach i zawodowych trudnościach, które rzekomo nikt nie docenia. Półtorej godziny jego monologu Lidka nawet zanotowała sobie w myślach czas, żeby nie zapomnieć wspomnieć mamie.
Kiedy próbowała opowiedzieć o olimpiadzie matematycznej, ojciec tylko machnął ręką, potaknął i natychmiast wrócił do własnych spraw. Świetnie, ale w moim wieku ja już… i znów przewijanka o jego sukcesach.
Dziewczynka lekko wzruszyła ramionami, odganiając wspomnienia. Do tego już dawno się przyzwyczaiła. Odkąd pamiętała, tata zawsze był pochłonięty sobą. Reszta rodziny istniała na obrzeżach jego uwagi ważna, ale nie na tyle, by oderwać się od siebie.
Każda rozmowa sprowadzała się do niego i jego problemów. Jeśli mama żaliła się na zmęczenie, on natychmiast zaczynał opowieści, jak ciężko pracuje. Jeśli Lidka chciała porozmawiać o przyjaciołach, ojciec zaraz przekierowywał rozmowę na swoje barwne szkolne lata. Cudze troski traktował jak nieistotne, niewarte zauważenia.
Lidka nigdy nie mogła pojąć, jak mama wytrzymała z nim piętnaście lat. Przecież on był kompletnie pochłonięty sobą! Może mama znosiła to tylko dla niej, by córka nie wychowywała się bez ojca. Jako dziecko Lidka szczerze wierzyła, że kiedyś tata się zmieni, zacznie okazywać zainteresowanie nimi, ich życiem… Ale lata mijały, a nic się nie zmieniało. Dopiero po rozwodzie ze zdziwieniem stwierdziła, że bez ojca żyje się znacznie spokojniej! Nikt nie zabiera uwagi, nie uważa ich spraw za błahostki.
Dlaczego niby muszę pilnie znaleźć sobie partnera? zapytała Alicja nieco ostrzejszym głosem, niż zamierzała. No dobra, powiedziałaś to. I co z tego?
Bo jak tata to usłyszał, całkiem się zmienił! Lidka skrzywiła się, ściskając poduszkę, która leżała obok. Najpierw zbladł, potem zaczerwienił się i zaczął wrzeszczeć tak głośno, że sąsiadka przyszła! Szczerze mówiąc, trochę się wystraszyłam.
Zamilkła na chwilę, przypominając sobie tę scenę. Jego głos, nienaturalnie wysoki i łamiący się, zaciśnięte pięści, rozbiegany wzrok wyglądał, jakby miał zaraz eksplodować.
Wymuszał na mnie, żebym zdradziła, kim jest ten mężczyzna i żebym opisała go szczegółowo ciągnęła, bawiąc się brzegiem poduszki. Odmówiłam, powiedziałam, że prosiłaś mnie nic mu nie mówić Nie zdziwię się, jeśli zaraz zacznie do ciebie wydzwaniać z pretensjami.
Alicja powoli zbliżyła się do okna, oparła się łokciem o parapet i badawczo spojrzała na córkę. Ciekawe, co ją jeszcze dzisiaj czeka Poziom histerii Janka potrafiła sobie wyobrazić Niezła niespodzianka, córciu
Alicja usiadła na kanapie obok Lidki i objęła ją. Cóż, teraz już nie ma odwrotu. Słowa padły nie da się ich cofnąć.
Dlaczego to wymyśliłaś? zapytała cicho, delikatnie kołysząc dziewczynkę w objęciach. Przecież żyłyśmy spokojnie. Teraz znów będziemy musiały wysłuchiwać jego lamentów i jęków. Chyba wyłączę telefon.
Lidka wywinęła się lekko z objęć, wyprostowała i patrząc mamie prosto w oczy powiedziała poważnie.
Bo jesteś cudowna! powiedziała z przekonaniem. Jesteś piękna, mądra, masz wielu znajomych, a mężczyznom się podobasz! Myślisz, że tego nie widzę? A tata tylko plotkuje na twój temat i mówi ci przykre rzeczy! Mam już tego dość!
Alicja pogładziła córkę po włosach, przeciągając palcami po miękkich kosmykach. W jej spojrzeniu pojawiła się czułość i pewne zagubienie.
Rozumiem, kochanie powiedziała miękko. Szczerze mówiąc, myślałam, że nie będziesz chciała, żebym jeszcze z kimś się związała. W końcu od naszego rozwodu minęło dopiero pół roku.
Trudno jej przyszły te słowa. Gdzieś w głębi bała się, że córka uzna nowy związek za zdradę czy próbę zastąpienia ojca. Alicja uważnie przyglądała się twarzy Lidki, wypatrując choćby cienia żalu.
Bzdury! ofuknęła Lidka, z taką szczerością w głosie, że Alicja aż się uśmiechnęła. Liczy się to, żebyś była szczęśliwa!
Dziewczynka skrzyżowała ramiona na piersi, z uśmiechem patrząc na mamę. W tej chwili wydawała się zaskakująco dorosła rozsądna i gotowa bronić swojego zdania.
Alicja patrzyła na córkę, a niepokój w jej sercu powoli topniał. Lidka mówiła z taką pewnością, że wszelkie wątpliwości zaczęły znikać. Może rzeczywiście za długo żyła przeszłością i bała się przyszłości?
Jesteś moją mądralką powiedziała cicho, ponownie przyciągając Lidkę do siebie. Dziękuję, że o mnie dbasz.
Lidka wtuliła się w nią mocno. W tym momencie obie poczuły, że ich mała rodzina, pomimo wszystkich burz, jest tylko silniejsza…
********************************
Alicja siedziała przy biurku, usiłując się skupić na raporcie. Wzrok jej uciekał, a w skroniach pulsował tępy ból, który narastał od rana i do obiadu osiągnął szczyt. Kobieta zmęczonym ruchem masowała czoło, żeby choć odrobinę ulżyć bólowi. Robiła to automatycznie, już setki razy.
Po krótkim namyśle poprosiła koleżankę z biura, żeby zajrzała do apteki była tuż przy ulicy. Gdy koleżanka wróciła z tabletkami, Alicja połknęła jedną, popiła wodą z karafki i wróciła do dokumentów. Na darmo: głowa była ołowiana, a każdy dźwięk stukot klawiatury, szum wentylacji i odgłosy rozmów na korytarzu wręcz ją przeszywał.
Wtedy w drzwiach pojawił się ochroniarz. Był grzeczny, lecz w oczach miał coś z niepokoju.
Pani Alicjo, przyszedł do pani były mąż oznajmił, uchylając drzwi. Uparcie domaga się rozmowy. Zejdzie pani, czy mamy jednak poprosić, by wyszedł?
Alicja zamarła. Zalała ją fala irytacji, pomieszanej ze zmęczeniem. Wzięła głęboki oddech, starając się zachować spokój.
Zaraz zejdę, przepraszam za zamieszanie odpowiedziała, podnosząc się z krzesła.
W duchu zaklęła. Cóż za moment! Dzień i tak był trudny, głowa pękała, a tu jeszcze Janek zjawia się bez zapowiedzi. Dlaczego nie zadzwonił? Po co pcha się do pracy, pełnej ludzi? Chce awantury na środku biura?
Ruszyła do wyjścia powoli gwałtowne ruchy tylko pogarszały ból. W korytarzu panował ruch: ktoś biegł z dokumentami, ktoś żartował przy ekspresie do kawy, ktoś omawiał projekt pod tablicą. Alicja minęła ich wszystkich, napięcie coraz mocniej ściągało jej ramiona.
W holu od razu dostrzegła Janka. Krążył między recepcją a wejściem, raz podszedł bliżej, raz oddalił się, gestykulując i coś dowodząc ochroniarzom, coraz głośniej podnosząc głos. Po twarzach ochrony widoczne było zniecierpliwienie. Próbowali zachować uprzejmość, ale byli gotowi w każdej chwili samodzielnie rozwiązać sytuację.
Czego chcesz? zapytała bez ogródek, podchodząc bliżej. Jej głos brzmiał spokojnie, choć w środku gotowała się ze złości. Co to za przedstawienie? Chcesz poznawać policję? Chętnie cię im oddam.
Janek natychmiast odwrócił się na dźwięk jej głosu. Twarz mu poczerwieniała, oczy płonęły dziwnym ogniem złości czy może rozpaczy. Podbiegł do niej, wytykając ją oskarżycielsko palcem, jakby przyłapał ją na zbrodni.
Ty! wykrzyknął. Ty! Lidka mi wszystko powiedziała! Minęło pół roku po rozwodzie, a już masz nowego faceta?!
W jego głosie mieszały się niedowierzanie, żal i ewidentna zazdrość. Najwyraźniej do końca miał nadzieję, że córka żartuje. Patrząc na opanowaną twarz Alicji, zrozumiał jednak, że to nie żart.
Alicja uniosła brwi i przechyliła lekko głowę. Wciąż była swobodna, choć w oczach błysnęło lodowato.
Mam tobie być wierna na wieki? spytała równym tonem. Nawet po rozwodzie? Wymagasz dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że i w małżeństwie wierność nie była dla ciebie świętością.
Janek zastygł, jakby nie wiedział, co odpowiedzieć. Jego wyciągnięta ręka powoli opadła. W oczach przemknęła konsternacja nie takiej reakcji się spodziewał.
Pracownicy i goście przechodzili obok: niektórzy zerkali ukradkiem, inni udawali, że nie widzą. Ale dla Janka i Alicji świat ograniczył się do tej przestrzeni między nimi pełnej starych żalów i niespełnionych pretensji.
Ty… po prostu… wyjąkał wreszcie, ale Alicja nie pozwoliła mu dokończyć.
Oszczędź scen, Janek głos jej był miękki, ale stanowczy. Jeśli chcesz rozmawiać, to na spokojnie. Ale nie tutaj i nie w ten sposób.
Scen?! Zaraz ci pokażę scenę!
Krzyczał już niemal, a jego głos odbijał się echem od biurowego holu. Twarz mu purpurowiała, żyły na szyi wyraźnie napinały, a dłonie zaciskały się i rozluźniały nerwowo. Robił krok w przód, potem z powrotem; najwyraźniej nie wiedział, co zrobić z własną wściekłością.
Nie pozwolę, by moja córka mieszkała z jakimś obcym typem! wrzeszczał, nie zważając, że wszyscy się na nich patrzą. Zabiorę ci Lidkę! Już nigdy jej nie zobaczysz!
Słowa jego były ostre, histeryczne, ale Alicja tylko lekko uniosła brew, zachowując lodowaty spokój. Zabierze jej córkę? Chciałaby zobaczyć! Każdy sąd stanie po jej stronie!
Już skończyłeś? Co za aktor… odparła z równą, niemal drwiącą nutą. I dodała: Cyrk na kółkach!
Co się tu dzieje?
Janek zamilkł i odwrócił się gwałtownie na głos nieznajomego mężczyzny. Drzwi do holu otworzył pan w dopasowanym granatowym garniturze. Stał wyprostowany, spojrzenie miał spokojne, skupione. Ochroniarze, dotąd delikatnie blokujący Janka, natychmiast się usztywnili widać, że to ktoś z kierownictwa firmy.
Niech się pan nie wtrąca! syknął Janek, rzucając mu nienawistne spojrzenie. Twarz jeszcze mu płonęła, a w głosie pobrzmiewała nieukrywana niechęć. To sprawa prywatna, nic panu do tego.
Mężczyzna nie odpowiedział od razu. Podszedł bliżej, zatrzymując się tak, by widzieć ich oboje. Lekko się uśmiechał, co najwidoczniej wprawiło Janka w jeszcze większą irytację.
Sprawa prywatna jest wtedy, gdy rozmawiacie w cztery oczy. powiedział chłodno. Kiedy urządza pan awanturę w miejscu publicznym, robi się z tego jednak sprawa publiczna.
Alicja uważnie przyglądała się scenie, czując w powietrzu niemal namacalny ładunek napięcia. Nie spodziewała się obecności pana Romana Wiśniewskiego dyrektora, ale jego interwencja okazała się zbawienna przynajmniej wytrąciła Janka z jego toru gróźb i krzyków.
Janek zrobił pół kroku w stronę nowego rozmówcy, szykując się do ostrych słów, lecz ten ani drgnął. Spojrzenie zachował spokojne, bez cienia emocji, jakby był przyzwyczajony do bardziej krewkich oponentów.
Kim pan w ogóle jest, żeby mi coś rozkazywać?! syknął Janek, z trudem panując nad sobą. To nie pańska sprawa!
Roman Wiśniewski zrobił kilka pewnych kroków w stronę Alicji, która wciąż stała lekko oszołomiona rozwojem wypadków, i delikatnie objął ją w pasie, robiąc to demonstracyjnie, jasno pokazując intencje.
Kim jestem? powiedział spokojnym, zwyczajnym tonem, ale z jego głosu biła lodowata stanowczość, której Janek wyraźnie się przestraszył i cofnął krok. Tym, który sprawia, że Alicja jest szczęśliwa. Pozwalasz sobie krzyczeć na moją kobietę a na to nie pozwolę. Myślę, że po dzisiejszym spotkaniu będziesz miał niejedną okazję do rozmów z policją, jeśli nie przemyślisz swojego zachowania. A jeśli ośmielisz się traktować córkę jak kartę przetargową… Myślę, że zrozumiałeś, co chcę powiedzieć.
Janek zamilkł. Twarz, która przed chwilą płonęła z gniewu, stopniowo zaczynała blednąć. Patrzył raz na Romana, raz na Alicję, jakby nie potrafił pojąć, że sytuacja wymknęła mu się spod kontroli. W oczach błysnęła dezorientacja nie spodziewał się tak pewnego i opanowanego przeciwnika.
Przez chwilę stał w milczeniu, zaciskając pięści, jakby walczył ze sobą, by nie wybuchnąć. Ale słowa nie przychodziły może przez lodowaty ton Romana, a może przez świadomość, że tutaj jego metody nie zadziałają.
W końcu skrzywił się, mruknął coś nieokreślonego i odwrócił się gwałtownie. Jego krok, kiedyś pełen pewności, teraz wydawał się niepewny, jakby starał się zachować resztki godności. Nim wyszedł z holu, rzucił przez ramię:
O alimentach zapomnij!
Jakoś przeżyję, odcięła się Alicja tuż po jego zniknięciu za drzwiami. Uśmiech miała lekki, prawie złośliwy, ale w jej głosie czuło się ulgę. Przynajmniej Lidka nie będzie musiała już do niego jeździć!
Po chwili Alicja zorientowała się, że ciepła, pewna ręka dyrektora wciąż spoczywa na jej talii. To proste, naturalne gest, a jednak tak znaczący, sprawił, że lekko się zarumieniła i nieśmiało cofnęła.
Z lekkim, trochę speszonym uśmiechem spojrzała na swojego wybawcę:
Dziękuję, panie Romanie. Naprawdę okropnie mi pan pomógł!
Jej głos był całkiem szczery, wolny od cienia kokieterii. Naprawdę była wdzięczna nie tylko za jego interwencję, ale i za sposób, w jaki to zrobił.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, a jego oczy na moment złagodniały.
Może omówimy to podczas obiadu? zaproponował, wyciągając rękę w zaproszeniu.
Alicja na chwilę zawahała się, myśląc, czy to nie za wcześnie, czy nie wyjdzie niezręcznie. Jednak niemal natychmiast odgoniła tę niepewność. Roman Wiśniewski był grzeczny, troskliwy, a ona naprawdę chciała go bliżej poznać, bez całego zamieszania.
A poza tym, była ciekawa, kim on naprawdę jest, co kryje się pod tą opanowaną pewnością siebie.
Oczywiście, odpowiedziała, kładąc rękę w jego dłoni.
Dotyk był ciepły, pewny, ale nienachalny. Alicja poczuła, jak napięcie, które trzymało ją od momentu pojawienia się Janka, powoli ustępuje, robiąc miejsce lekkiemu niepokojowi i ciekawości.
Później, przy kameralnym stoliku w uroczej restauracji nieopodal biura, rozmowa popłynęła swobodnie. Ciepłe światło, zapach kawy i świeżego pieczywa, cicha muzyka stworzyły miłą atmosferę.
Okazało się, że jej wybawca od dawna darzył ją sympatią. Opowiadał o tym prosto, bez wielkich słów naturalnie, jakby to było oczywiste i czekało na odpowiedni moment.
Długo nie miałem odwagi podejść, przyznał, mieszając łagodnie kawę. Zawsze wydawałaś mi się taka skupiona, poważna… Wiedziałem, że przeżywasz trudny czas po rozwodzie, nie chciałem się narzucać.
Alicja tylko słuchała, nie przerywając. W jego głosie nie było ani krzty wyższości, ani zarozumiałości tylko szczerość i szacunek.
A dziś, gdy zobaczyłem, jak ten człowiek na ciebie krzyczy… Roman zmarszczył brwi. Nie mogłem po prostu stać obok i patrzeć.
Kobieta nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu. A więc tak! Przecież wcześniej zauważała pewne spojrzenia, ale nigdy ich nie umiała zinterpretować… Roman podobał jej się, a mimo to przez różnicę stanowisk nigdy nie ośmieliłaby się zrobić pierwszego kroku.
*******************
Trzy miesiące po tamtej scenie Alicja i Roman zostali oficjalnie małżeństwem. Ślub był piękny, a Roman spełnił wszystkie marzenia Alicji, o nic nie musiała się martwić.
Lidka autentycznie cieszyła się z mamą. W dniu ślubu pomagała jej się szykować, doglądała każdego szczegółu od fryzury po ostatni guzik na sukni. Gdy młoda para wymieniła się obrączkami, dziewczynka szeroko się uśmiechnęła i mocno przytuliła oboje.
Tak się cieszę! wyszeptała, a w jej oczach błyszczała prawdziwa radość.
Przy tym od razu szczerze ostrzegła, że z nazywaniem Romana tatą się na razie wstrzyma.
Lubię cię, Romanie powiedziała któregoś z pierwszych wspólnych wieczorów. Cieszę się, że mama nie jest już sama. Ale tata… Jaki by nie był, to już mam tatę.
Roman skinął głową bez urazy:
Rozumiem, Lidko. To w porządku. Ważne, że jesteśmy razem.
Janek także otrzymał zaproszenie na ślub nieco na przekór, niż z rzeczywistej potrzeby. Alicja długo się wahała, czy je wysłać, ale w końcu uznała, że niech wie, że jej życie toczy się dalej, i to bez niego. Zaproszenie wysłała pocztą, bez żadnego wyjaśnienia tylko karta z terminem i adresem.
Oczywiście, Janek na ślub nie przyszedł. Nawet nie myślał o tym poważnie sama myśl wzbudzała w nim złość i rozgoryczenie. Zamiast tego zaczął dzwonić po wspólnych znajomych.
Pierwsze telefony wykonał już następnego dnia po otrzymaniu zaproszenia. Mówił spokojnie, ale podskórnie wyczuwało się napięcie.
Wyobrażasz sobie, zaprosiła mnie na swój ślub! wypalił, zanim rozmówca zdążył się przywitać. Po tym wszystkim!
Znajomy, stary kolega z uczelni, uprzejmie dopytał, co wywołało takie oburzenie. Janek tylko machnął ręką:
Jak ona mogła? Tak mnie upokorzyć!
W kolejnych dniach ta scena powtarzała się wielokrotnie. Janek wykręcał kolejne numery, a każda rozmowa zaczynała się identycznie od tej samej frazy o zaproszeniu, wypowiedzianej z niemal trzęsącym się głosem. Jakby w cudzych słowach szukał potwierdzenia, że ma rację że ktoś mu powie: Tak, to rzeczywiście skandal.
Ale reakcje były powściągliwe. Jedni kiwali głową, inni zbywali go ogólnikami Każdy żyje po swojemu, jeszcze inni nie wiedzieli, co powiedzieć. Im częściej Janek powtarzał swoje żale, tym wyraźniej rozumiał, że to, co mówi, brzmi coraz mniej przekonująco.
Przerzucił się więc na inny temat że Alicja za szybko zdecydowała się na małżeństwo:
Minęło tylko pół roku! Czy to możliwe, by w takim czasie znaleźć prawdziwą miłość? To tylko próba ucieczki od rzeczywistości, po prostu chce o mnie zapomnieć, rozumiesz?
Potem nieoczekiwanie zmieniał ton:
Nawet nie dała mi szansy na naprawienie wszystkiego! Gdybyśmy porozmawiali, mogłoby być inaczej…
Sam nie kończył tej myśli że może by ją odzyskał, zmienił się, zaczął od nowa.
Czasem wypowiedzi zbaczały już na zupełnie irracjonalne tory:
Tyle dla niej zrobiłem, a ona… Nawet nie podziękowała. Po prostu odeszła. I zabrała córkę!
Te oskarżenia o niewdzięczność brzmiały wyjątkowo żałośnie. Znajomi wymieniali spojrzenia, wzruszali ramionami, a niektórzy nieśmiało pytali:
A za co właściwie powinna ci dziękować? Przecież byliście małżeństwem to zwyczajne…
Janek milkł, nie mogąc znaleźć dobrego argumentu. Coraz mocniej czuł, że jego racje nikogo nie przekonują. Nikt nie potępiał Alicji, nikt nie mówił o niej nieodpowiedzialna czy lekkomyślna. Przeciwnie, wszyscy wydawali się uważać, że ma prawo do własnego życia a to złościło go jeszcze bardziej.
W końcu, zmęczony jałowymi rozmowami, Janek przestał dzwonić. Siedział sam w mieszkaniu, patrzył na resztki po Alicji zapomnianą spinkę do włosów na półce, stary album w szafie, parę już za małych sukienek i coraz głośniej docierało do niego, że życie toczy się dalej. Tylko on sam nie potrafił znaleźć w nim dla siebie miejsca.
Tak już zostało. Janek ucichł. A świat Alicji, Romana i Lidki toczył się w swoim rytmie spokojny, zwyczajny, ciepły, pełen małych radości: wspólnych kolacji, spacerów po Krakowie w weekendy, żartów o tym, na jaki film pójdą wieczorem…




