Całkiem zapomnieć się nie dało
Codziennie jechałem z pracy do domu metrem, potem autobusem i w końcu docierałem do mieszkania. Podróż w jedną stronę zajmowała mi ponad godzinę, czasem więcej. Auto częściej stało pod blokiem niż jeździło w Warszawie rano i wieczorem takie korki, że szybciej jest komunikacją miejską, zdecydowanie wygodniej.
Dwa lata temu wszystko się zmieniło rozstałem się z żoną. Córka została z matką, miała wtedy siedemnaście lat. Rozstanie obyło się bez awantur, bez dramatów ja zawsze byłem spokojny, nie znosiłem kłótni. Już dawno widziałem, że żona się zmieniła na gorsze, robiła się nerwowa, coraz częściej wychodziła z domu i wracała późno, tłumacząc się spotkaniami z koleżanką.
Kiedy raz zapytałem:
Gdzie ty się szlajasz do późna? Normalne żony są o tej porze w domu.
To nie twoja sprawa. Te twoje normalne żony to kury domowe. Ja jestem inna, mądra i towarzyska, w domu się duszę. I nigdy nie byłam taką wieśniarą jak ty. Urodziłeś się na wsi i tak ci zostało.
A po co wychodziłaś za wieśniaka?
Z dwóch złych rzeczy wybrałam mniejsze zło odparła i już więcej nie tłumaczyła.
W końcu złożyła pozew o rozwód i wyrzuciła mnie z mieszkania. Musiałem wynająć pokój. Przyzwyczaiłem się, na razie drugi raz nie mam ochoty się żenić, choć nie mówię, że nie szukam.
Wracałem z pracy metrem, jak zwykle wpatrzony w ekran telefonu przeglądałem wiadomości, memy, krótkie filmiki. Przesuwałem dalej, aż nagle zatrzymałem się i wróciłem do jednego posta. Spojrzałem uważniej na zdjęcie: ogłoszenie.
Ludowa zielarka Marianna, leczenie ziołami.
Z ekranu patrzyła na mnie dziewczyna, którą znałem od dawna. Moja pierwsza, chociaż nieodwzajemniona miłość, dawno temu. Pierwsza miłość niezapomniane uczucie. Pamiętam ją z naszej klasy inna, trochę dziwna, ale urodziwa.
Prawie przegapiłem swoją stację. Wyskoczyłem z wagonu, wyszedłem z metra i bez czekania na autobus ruszyłem pieszo chciałem się przejść. Wszystko robiłem mechanicznie: wszedłem do mieszkania, rzuciłem kurtkę i usiadłem na stołku w przedpokoju. Nie włączyłem światła patrzyłem dalej na ekran. Zanotowałem numer telefonu z ogłoszenia, a telefon właśnie się rozładowywał, podłączyłem więc do ładowarki.
Zamierzałem zjeść kolację, ale nie miałem apetytu. Pogrzebałem trochę w talerzu i wróciłem na kanapę do pokoju opowiedziały się wspomnienia.
W pierwszej klasie Marianna od razu się wyróżniała. Cicha, skromna dziewczyna z długim grubym warkoczem, w szkolnym fartuszku, zawsze trochę poniżej kolan, w przeciwieństwie do innych. Nasza wieś była mała, wszyscy się znali, ale o niej nikt nic nie wiedział. Mieszkała z babcią i dziadkiem za wioską, blisko lasu, w domku pięknym, trochę bajkowym z rzeźbionymi okiennicami.
Gdy tylko ją zobaczyłem, zakochałem się od razu dziecięco, ale po swojemu na poważnie. Była inna niż wszyscy. Na dworze zawsze nosiła chustę, a do szkoły piękny plecaczek wtedy nie wiedziałem, że samodzielnie uszyty i haftowany. Zamiast zwykłego cześć, mówiła: Zdrowia życzę. Trochę jakby z innej epoki była. Nigdy nie biegała na przerwie, nie krzyczała, grzeczna, spokojna.
Jednego dnia Marianna nie przyszła na lekcje. Po zajęciach cała grupa poszła ją odwiedzić by sprawdzić, czy zachorowała. Byłem z nimi. Poszliśmy za wieś, skręciliśmy za las, a tam wyłonił się piękny dom jak z baśni.
Ojej, tam dużo ludzi się zebrało rzuciła zwinna Basia.
Podeszliśmy bliżej pogrzeb. Zmarła babcia Marianny. Stała w chuście zapłakana, obok stał dziadek milczący i ponury. Potem cały orszak poszedł na cmentarz, a nas zaproszono na stypę.
Zapamiętałem to zdarzenie, bo pierwszy raz byłem na pogrzebie. Marianna wróciła do szkoły po dwóch dniach. Czas płynął, dorastaliśmy. Dziewczyny z klasy piękniały, zaczęły się malować, rywalizować o modne ciuchy. Ale Marianna prosto, z wyprostowaną sylwetką, nie używała makijażu, zawsze z rumieńcem na policzkach.
Chłopaki zaczęli podrywać dziewczyny, ja próbowałem szczęścia z Marianną. Przez długi czas nie zwracała na mnie uwagi, aż w końcu w dziewiątej klasie odważyłem się:
Mogę odprowadzać cię do domu ze szkoły?
Marianna popatrzyła poważnie, odpowiedziała cicho, żeby nikt nie słyszał:
Jestem już przeznaczona komu innemu. U nas tak się zwykło.
Byłem rozczarowany, nie rozumiałem tych zwyczajów kim oni są? Później usłyszałem, że jej babcia i dziadek byli starowiercami. Rodziców dawno straciła, wychowali ją dziadkowie.
Marianna była prymuską, nikogo to nie dziwiło. Nie nosiła biżuterii, jak inne dziewczyny. Plotkowano o niej, ale ona nie zwracała uwagi. Z każdym rokiem piękniała, aż w dziesiątej klasie wyglądała jak prawdziwa piękność szczupła i delikatna. Chłopaki sekretnie się w niej podkochiwali, nigdy jej nie wyśmiewali.
Po szkole każdy ruszył w swoją stronę ja wyjechałem do Warszawy na studia. O Mariannie właściwie tylko wiedziałem, że wyszła za mąż. Do domu przyjeżdżałem rzadko, latem pracowałem na wyjazdach.
Marianna jakoś wyszła za chłopaka, z którym była od dawna obiecana wyjechała do niego do innej wsi. Prowadziła zwyczajne życie: krowy, siano, obowiązki domowe, urodziła syna. Do dziś żaden z naszych kolegów jej nie widział.
Tak, więc Marianna zajmuje się ziołami myślałem siedząc na kanapie Wygląda jeszcze piękniej niż kiedyś.
Z trudem zasnąłem. Rano budzik, praca ale nie umiałem zapomnieć, Marianna stawała mi w oczach.
Pierwszej miłości nie da się zapomnieć powtarzałem sobie.
Przez kilka dni chodziłem jak we mgle, w końcu nie wytrzymałem i napisałem do niej.
Hej, Marianna.
Zdrowia życzę odpisała, nadal tak mówiła, jak dawniej. Co cię gnębi, co cię skłoniło do kontaktu?
Marianna, to ja, Przemek, twój kolega ze szkoły, razem siedzieliśmy w ławce. Zobaczyłem cię w internecie i postanowiłem napisać.
Pamiętam cię, Przemku, najlepiej się uczyłeś z chłopaków.
Marianna, podany jest tutaj twój telefon można zadzwonić? spytałem nieśmiało.
Oczywiście, odpowiem.
Wieczorem po pracy zadzwoniłem. Trochę pogadaliśmy, dowiedzieliśmy się, kto gdzie mieszka.
Jestem w Warszawie, pracuję tu powiedziałem. Może powiesz coś o sobie, Marianna, jak twoja rodzina, duża jest? Dobry był mąż? Gdzie mieszkasz?
Mieszkam w swoim domu, tam gdzie chodziłam do szkoły, wróciłam po śmierci męża. Zginął w lesie Dziadek też już dawno nie żyje.
Przykro mi nie wiedziałem.
Minęło dużo czasu, już spokojnie to wspominam. Nie masz za co przepraszać, takie życie. A dzwonisz tylko tak, Przemku, czy jako do zielarki? Czasem doradzam
To tylko tak. Zielarstwa nie potrzebuję, po prostu cię zobaczyłem i wróciły wspomnienia. Tęsknię za naszą wioską, dawno nie byłem, mama też dawno zmarła.
Porozmawialiśmy chwilę o byłych kolegach, powspominaliśmy. Rozmowa się skończyła znów cisza. Dom, praca Po tygodniu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do Marianny znowu.
Hej, Marianna.
Zdrowia życzę, Przemku, stęskniłeś się czy zachorowałeś?
Stęskniłem się, Marianna nie gniewaj się, czy mogę cię odwiedzić? spytałem z nadzieją, serce biło mi mocno.
Przyjedź odpowiedziała zaskakująco. Kiedy ci pasuje, adres znasz.
Mam urlop za tydzień ucieszyłem się.
To dobrze, przyjeżdżaj, czekam.
Cały tydzień przygotowywałem się, wybierałem prezenty dla Marianny. Martwiłem się, co wybrać, jaka jest teraz czy taka jak dawniej. Po tygodniu ruszyłem z Warszawy na moją rodzinną ziemię. Daleko, sześć godzin jazdy autem, ale nie przeszkadzało mi uwielbiam jeździć.
Wieś wyglądała zupełnie inaczej. Skręciłem z szosy, wjechałem do środka nowe domy, zakład pracy działa, sklepy, kawiarenki. Zatrzymałem się przy markecie.
No proszę, myślałem, że nasza wioska podupadła, a tu rozkwitła powiedziałem głośno, rozglądając się.
Teraz to już miasto powiatowe odpowiedział dumnie starszy pan, który słyszał mnie i stanął obok. Już dawno mamy taki status, pan dawno nie był?
Dawno, oj, dawno odpowiedziałem.
Dobry burmistrz, o miasto dba, dlatego się rozwijamy.
Marianna czekała na mnie w ogrodzie, zadzwoniłem do niej, gdy wjeżdżałem do miasta. Zobaczyła z daleka, jak wyłoniło się auto zza zakrętu. Serce jej waliło nikt nigdy nie wiedział, że Marianna od szkolnych lat po cichu mnie kochała. Nosiła to w sobie, i gdyby się nie odezwałem zabrałaby to uczucie ze sobą na zawsze.
Spotkanie było pełne radości. Siedzieliśmy długo w altance. Stary dom pamiętał jeszcze dobre czasy, trochę się zestarzał, ale dalej był ciepły i przyjazny.
Marianna, przyjechałem do ciebie z ważną sprawą spojrzała na mnie poważnie, trochę przestraszona.
Słucham, co takiego? spytała nieco drżąco.
Kocham cię całe życie czy teraz możesz odpowiedzieć na to uczucie? powiedziałem stanowczo.
Marianna zerwała się z miejsca, objęła mnie za szyję.
Przemku, kocham cię od zawsze
Urlop spędziłem u Marianny. Wyjeżdżając, obiecałem:
Załatwię wszystko w pracy, przejdę na zdalną i wrócę do ciebie. Już nigdzie stąd nie pojadę. Tu się urodziłem tu chcę być śmiałem się szczęśliwy.




