Paweł zaproponował mi małżeństwo, mimo że miałam dwójkę dzieci na rękach. Promieniałam ze szczęścia, ale po jakimś czasie zaczęłam myśleć, że chyba popełniłam błąd.

Pracowałam jako pielęgniarka, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Pawła w szpitalu. Przychodził tam na badania lekarskie w ramach pracy. Potem czekał, aż skończy mi się zmiana, stojąc już z kwiatami pod szpitalem. I tak było zawsze po pracy. Zaczęliśmy się spotykać. Ale od razu powiedziałam Pawłowi, że nie jestem dla niego, bo mam już dwie córki. Jedna ma 6 lat, druga – 5. Parę lat temu rozwiodłam się ze swoim mężem i nie utrzymuję z nim kontaktu od tego czasu. Ale Paweł powiedział, że bardzo kocha dzieci. To go nie przestraszyło. Dziewczynki też zżyły się z nim: Paweł zawsze poświęcał im dużo uwagi, kupował prezenty, cieszył swoim przyjazdem.

Po ślubie przeprowadziliśmy się do niego. Paweł miał duże mieszkanie. -W jednym pokoju będziemy my, w drugim dziewczynki, a w trzecim nasz syn. Paweł marzył o synu i w ciągu roku urodziłam mu Mikołaja. Po jego narodzinach Paweł był tak szczęśliwy: nigdy go takiego nie widziałam. Po pracy spieszył się do domu, aby spędzić ten czas z dzieckiem. Bardzo mi pomagał, gdy byłam na urlopie macierzyńskim. Można powiedzieć, że mieliśmy bardzo szczęśliwą rodzinę. Dopiero potem, wraz z dorastaniem Mikołaja, zauważyłam, że Paweł oddalił się od moich córek. Przecież traktowały go jak ojca. Wtedy Paweł zaczął prosić, aby wysłać je na lato do babci, żebyśmy w lecie byli w domu we troje z Mikołajem.
Na święta odłożyłam pieniądze na prezenty dla dzieci. Wszystkim po równo.

– Starszej kupimy zestaw artysty, młodszej lalki z kolekcji, a Mikołajowi znowu samochodzik.
-Do pieniędzy Mikołaja dodaj więcej, ode mnie.
-Dlaczego … przecież umówiliśmy się, że dzieci będziemy równo traktować i będziemy wydawać na nie po tyle samo pieniędzy.
-Bo Mikołaj to mój syn, czyż nie mam prawa rozpieszczać swojego syna, tym bardziej że jest najmłodszy?

Już nie wiem, co robić. Jest mi przykro z powodu moich córek. A Paweł mówi, że on zapewnia pieniądze, mieszkamy u niego i nie rozumie moich zarzutów. Mama też mi mówi, że Paweł wszystko robi dobrze, i że jest dobrym mężem i ojcem. A to, że zaczął poświęcać mniej uwagi moim córkom to zrozumiałe, bo ojcowie zawsze lepiej dogadują się z synami. Mają wspólne pasje, zainteresowania, zabawy. Nikt tak nie zrozumie mężczyzny, jak drugi mężczyzna.
Ale te tłumaczenia nie bardzo mnie uspokajają. Nie wiem, co myśleć.

Oceń artykuł
TwojaCena
Paweł zaproponował mi małżeństwo, mimo że miałam dwójkę dzieci na rękach. Promieniałam ze szczęścia, ale po jakimś czasie zaczęłam myśleć, że chyba popełniłam błąd.