Patrząc na to, jak Błażej szkicuje w zeszycie kolejnego Człowieka-Pająka zamiast rozwiązywania zadania, rodzice dobrze wiedzieli, że spokojna i dostatnia przyszłość w tej rodzinie czeka jedynie kota o imieniu Karmel.
Dziesiątki korepetytorów nie potrafiło wpoić chłopcu miłości do ścisłych nauk. Wręcz przeciwnie z każdym kolejnym nauczycielem Błażej coraz bardziej odpływał we własną filozofię. Świat wokół marność nad marnościami, myślał chłopiec, a prawdziwe szczęście tkwi w lenistwie, pączkach z czekoladą i bajkach na telefonie.
Kiedy rodzicielskie ręce już niemal zwisały bezwładnie wzdłuż nóg, ojciec znalazł w internecie dziwne ogłoszenie: Sprzedam sztangę i wpoję miłość do szkolnych przedmiotów oraz sportu Twoim dzieciom, krewnym, znajomym, sąsiadom. Autorska metoda! Pracuję z matematyką, historią, polskim, angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, barkami, literaturą i klatą. Andrzej.
Desperacja rodziców sprawiła, że czujność uleciała. Ojciec wybrał numer, a po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się ciężki, zapocony głos.
Słucham. W tle brzęczał rytmiczny stukot żelaza.
Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia.
Sztangę już sprzedałem odpowiedział Andrzej, chcąc już rozłączyć połączenie.
Nie, nie, chodzi o syna. Nauka matematyki, polskiego, literatury…
Wiek, waga, umiejętności ucznia?
Lakoniczność Andrzeja była zarazem inspirująca i przerażająca. Brzęk metalu zmienił się w świst skakanki. Ojciec miał nawet wrażenie, że poczuł przez słuchawkę zapach potu.
Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie liczy pisemnie i…
Ile robi pompek?
Słucham? zdziwił się ojciec, pocierając ucho.
Pompki i podciąganie powtórzył Andrzej.
Nie wiem, może z pięć?
Odróżnia przyrostki od sufiksów?
Uh… Musiałbym spytać żony.
Jakie macie w domu sprzęty?
Sprzęty?
Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?
Drewnianą linijkę.
Wystarczy. Proszę wysłać adres, będę w godzinę. I krzyknął: Szerzej nogi, proste plecy! Nie do pana, mam teraz historię odłożył słuchawkę.
Ojciec chwilę jeszcze stał w rozkroku z wyprostowanymi plecami, po czym poszedł do Błażeja.
Kiedy powiedział mu o nowym korepetytorze, chłopiec bez słowa zwiększył głośność telewizora i poprosił o herbatę z kanapką. Był całkiem obojętny na naukowe rewelacje.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Mama Błażeja spojrzała przez wizjer i zobaczyła tors, któremu sama pozazdrościła.
Dzień dobry powiedziała kobieta, a do przedpokoju wszedł obcisłą koszulką i zapachem kokosowego szamponu otulony gmach mięśni imieniem Andrzej. Gdzie wasz mały olimpijczyk?
W-wwit, wydusiła mama. To chyba ten właściciel skody, któremu pod wycieraczką napisałeś, że poprawisz mu wzrok.
Przepraszam odgłosy dobiegły z głębi mieszkania to nieporozumienie, jestem okulistą… byłem.
Nazywam się Andrzej Marecki, jestem korepetytorem teraz.
A to pan wyłonił się zza szafki Michał. Proszę oddać torbę.
Andrzej podał wielką torbę hokejową; kiedy Michał ją złapał, z hukiem wylądował na podłodze. Karmel, widząc to, przemknął przez dwie izby i zamknięte drzwi niczym dźwięk ponaddźwiękowy.
Co tam jest tak ciężkiego? westchnął ojciec, taszcząc torbę do pokoju syna.
Materiały edukacyjne. Szkoła podstawowa i przedmioty praktyczne.
Błażej standardowo wrastał w kanapę i gapił się w telefon, gdy drzwi otwarły się.
Pomóż! Ciągnij! wołał ojciec, lecz za późno. Andrzej wszedł i bez słowa obserwował ściany.
Macie wiertarkę?
Po co?
Ćwiczyć polski odpowiedział, wyjmując z torby drążek, worek bokserski i linę.
Spytam sąsiada wymamrotał przemęczony ojciec. Tymczasem poznajcie się, to Błażej. Podniósł syna z kanapy, a ten sięgał Andrzejowi do kolana. Synku, poznaj pana Andrzeja Mareckiego, korepetytora.
Skąd tyle mięśni? zapytał Błażej zamiast dzień dobry.
Liczyłem w słupkach odrzekł Andrzej i zaczął układać talerze od sztangi w wieżę.
No, pracujcie powiedział ojciec i wybiegł.
Jesteś silniejszy od Spider-Mana?
A Spider-Man wyciska dwieście na klatę?
Błażej nie pojął, ale poczuł, że raczej nie.
Nie lubię lekcji od razu zaznaczył chłopiec.
Lekcje są dla przegranych. My zrobimy trening.
Andrzej rozsiadł się na podłodze i zaczął ćwiczyć. Błażej tylko patrzył. Czekał, aż dziwny korepetytor się zmęczy, ale on zmieniał tylko tempo i dokładł obciążenia. Po brzuszkach zrobił hantle, potem ekspander, potem pompki.
Wszystko widziałeś? Chcesz być silny? A może, jak twój mutant, całe życie wśród pajęczyn?
Błażej pokręcił przecząco głową.
No to jazda! Wszystko po trzy razy czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć.
Ile to?
A to już dojdziesz sam.
Wiertarki udarowej brak, znalazłem zwykłą wpadł ojciec i zatrzymał się w progu, widząc pompującego syna. Wrócę później wyszeptał, wychodząc i zamykając ostrożnie drzwi.
***
Następnego dnia, tuż po piątej trzydzieści rano zadzwonił domofon. Półprzytomny ojciec ruszył do przedpokoju gotów przeklinać nieproszonego gościa, lecz ujrzawszy łysinę Andrzeja, uznał, że ma za mało przekleństw na tak potężne zjawisko. Andrzej wyglądał, jakby przez noc jeszcze urósł, a worki pod oczami miał w kształcie bicepsów.
Dziś historia i geografia, strój: trampki, koszulka, spodenki. Czeka nas bieg terenowy i analiza dziejów miasta.
Syn w trzeciej klasie, nie ma jeszcze tych lekcji ziewnął ojciec.
Program przewiduje też wiersze. Dołączasz? zapytał Andrzej.
Nie, dzięki, miałem dobre stopnie.
W którym roku Tatarzy spłonęli w naszej okolicy?
Hm, muszę syna obudzić wymigał się Michał i poszedł do pokoju syna. Po chwili wrócił:
Nie budzi się.
Ubierzcie go, dojdzie do siebie po drodze poradził Andrzej.
***
Trzy razy w tygodniu Andrzej meldował się u Błażeja, po czym zaczynali trening. Poniedziałek: klata-triceps-barki-matematyka-polski; środa: plecy-biceps-literatura-angielski; piątek: nogi-geografia-historia.
Po trzech tygodniach mały Błażej przyszedł do kuchni bez koszulki, a ojciec zawstydzony schował swój brzuch za czajnikiem. Chłopak się wzmocnił, wyprostował, a nawet wytykał rodzicom leniwe nawyki.
Michał, nie podoba mi się to powiedziała kiedyś przy kolacji mama. Wiesz, czego zażyczył sobie Błażej na urodziny?
Wiem, Xboxa. Już mnie prosił.
Nie, drabinkę gimnastyczną i blender do smoothie. Martwię się, że Andrzej nie jest żadnym korepetytorem, tylko świrem od fitnessu, który zamęczy nam dziecko!
Przesadzasz. Chyba uczą się matematyki.
Widziałeś u nich choć raz podręcznik?
Tablicę kalorii.
No właśnie. Wiesz jacy są ci ćwiczący…
Jacy?
Niezbyt bystrzy stuknęła w szklany stół. I syn taki będzie.
To już wolę głupiego mięśniaka niż cherlawego kujona.
Wolę normalne dziecko! Te zajęcia muszą się skończyć!
W tej chwili zadzwonił telefon.
To wychowawczyni rzuciła żona i odebrała.
Halo? Co znów zrobił? Tak, zaraz będziemy.
No i?
Błażej wszczął bójkę. Widzisz? Nigdy nie jest dobrze!
Jadę z tobą.
***
Taksówką pognali do szkoły, gdzie od razu wezwano ich do dyrektor.
Tego jeszcze nie było! Mały w trzeciej klasie, a już kłopoty!
W gabinecie było tłoczno: rodzice, dzieci, psycholog, wychowawczyni. Gwar tak gęsty, że sąsiednie pianino się rozstroiło.
To nie sala gimnastyczna tylko szkoła napadła na Michała jedna z matek.
Ale co się stało?
Słowo zabrała wychowawczyni.
Błażej zmuszał kolegów do zabawy w drabinkę na przerwie i liczenia powtórzeń metodą dzielenia ułamków.
Co?
Kolejno podciągali się na drążku, zwiększając obciążenie tłumaczył Błażej.
Cisza! Koledzy się opierali, a Błażej groził.
Ale to oni zaczęli! Wyzywali mnie, więc ich poprawiłem.
Poprawiłeś?
Tłumaczyłem, jak się odmienia oferma i zarozumialec. Rzucili się na mnie, więc musiałem dać odpór. A jak mówi pan Andrzej Marecki: Jak masz dużo energii, zrobisz więcej podciągnięć, i zamiast bijatyki podziel ułamek.
Straszono nas wyciąganiem pierwiastków! płakał jeden z chłopców.
Nie ma miejsca wśród naszych dzieci dla tego neandertalczyka! wrzeszczała mama.
Chwileczkę uspokoił się wreszcie Michał. To czyli nie było bójki?
Dzieci pokręciły głowami.
Czyli mój syn odpierał przemoc matematyką i ćwiczeniami?
I kazał im biegać na stadionie i recytować Szymborską!
Widzisz? A ty, że będzie głupim mięśniakiem rzekł Michał do żony, ta skinęła z ulgą.
Chciałabym was przeprosić odezwała się dyrektorka.
To on niech przeprosi! wrzasnął rodzic, wskazując Błażeja.
Nie was, a rodziców Błażeja. Wasz syn brawo przyznała dyrektorka. Ale po tym wszystkim musimy go przenieść.
Sprawiedliwość! Wreszcie!
Do czwartej klasy, wyprzedza program. Ucięła dyrektorka.
Zapadła cisza, aż słychać było, jak zawiść i złość gryzą w mózg przeciwników. Powoli wszyscy się rozeszli.
Halo, panie Andrzeju, jest sprawa… Przenoszą nas do czwartej klasy, będą nowe lekcje zadzwonił ojciec, wychodząc z gabinetu.
***
Po tygodniu Błażej faktycznie był już w czwartej klasie. Po kolejnych dwóch wystartował w zawodach z crossfitu i zaczął szykować się do olimpiady literackiej dla dzieci. Miesiąc później zadzwonił jeden z rodziców sprawców konfliktu i poprosił o numer telefonu pana Andrzeja.
Z czasem powstał dziecięcy klub z programem mieszanym wykluczano nie tych słabych w sporcie, lecz tych z kiepskimi ocenami.
Cały ten sen wydawał się dziwny, jakby świat przepływał przez zniekształcone zwierciadło, w którym rzeczywistość i fantazja wirowały w tanecznym amoku, a z ciałem rosły też słowa i liczby.
Patrząc, jak Szymon po raz kolejny zamiast rozwiązywać zadanie rysuje w zeszycie Spider-Mana, rodzice dochodzili do wniosku, że beztroska i dostatnia przyszłość w ich rodzinie czeka wyłącznie kota.




