Krystyna Wardęcka miała siedemdziesiąt jeden lat i jedną zasadę: nigdy nie mówiła "za chwilę"

Mieszkała na czwartym piętrze bloku z wielkiej płyty, niedaleko jeziora Ukiel. Wiosną przez otwarte okno

Pamiętam ten luty, bo kaloryfery w kamienicy ledwo grzały, a ja właśnie wynosiłam śmieci, kiedy na klatce

Życie w Starym Miasteczku Kosmicznym koło Wrocławia od lat przypominało cieknący kran — coś kapie, coś

Ranek nad Kolonią Przylądek 9 wyglądał jak coś, co ktoś już raz zjadł i wypluł. Chmury miały te swoje

Marta odstawiła filiżankę z takim hukiem, że kawa chlusnęła na obrus. — Grupa krwi nie zgadza się, mamo.

— To już? — spytała, mrużąc oko. — Już — powiedziałam. — Wczoraj. Wózek kosztował tysiąc osiemset złotych.

Z mężem mieszkamy pod Garwolinem od siedmiu lat. Przedtem było mieszkanie w Warszawie, trzydzieści dziewięć

Wróciłam do Wrocławia po sześciu latach w Dubaju, gdzie prowadziłam dział logistyki w firmie transportowej.









