Ona się nie pomyliła

Nie pomyliła się

Pamiętam to jakby to było wczoraj, chociaż tyle lat już minęło. Wszystko zaczęło się pewnego popołudnia, kiedy Emilia kończyła porządki w mieszkaniu. Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko umyła ręce i poszła otworzyć. Na progu stała jej teściowa, Zofia Rutkowska. Na twarzy kobiety błąkał się ironiczny uśmieszek, przynajmniej tak się Emilii wydawało, i weszła do środka, jak do siebie.

Dzień dobry, cóż tak wcześnie otrząsnęła się Emilia.

Przyszłam, bo miałam ochotę odwiedzić, ot tak odpowiedziała opryskliwie Zofia, nawet nie fatygując się z przywitaniem.

Ale ja jestem zajęta! Czemu nie uprzedziła Pani o wizycie? Co za zwyczaj wpadać tak bez ostrzeżenia

Teściowa wzruszyła ramionami i zadrwiła:

A czy ja muszę cię pytać o pozwolenie, żeby wejść do własnego mieszkania? Serio?

Emilia aż poczerwieniała ze wstydu. Przypomniała sobie, że właściwie mieszkała z mężem w tym lokalu z łaski Zofii. Teściowa pozwoliła im zamieszkać u siebie, gdy nie mieli wyjścia, ale czasem potrafiła im grozić, że ich wyrzuci.

Tak już się jakoś złożyło, że Adam, mąż Emilii, popadł w poważne długi. Oboje teraz ciężko pracowali, żeby je spłacić. Na wynajem nie było ich stać, a Zofia ulitowała się nad synem. Miała dwa mieszkania w jednym żyła na stałe, a drugie zwykle wynajmowała. Pozwoliła Adamowi i Emilii żyć tam za darmo, póki będą mieli ciężko. Płacili tylko za media.

Jak tam sprawy u was? spytała Zofia, sięgając do szafki po kubek, jak u siebie.

W porządku westchnęła tylko Emilia, kończąc sprzątanie i siadając w salonie.

Zofia wpatrzyła się w nią podejrzliwie. Nie podobało jej się, że Emilia wyglądała dziś tak blado. Teściowa nigdy nie przepadała za Emilią, ale uznawała wybór syna i tylko czasem wyśmiewała w duchu jego żonę.

Przecież coś ci dolega. Coś z tobą nie tak! rzuciła podejrzliwie Zofia.

Nic mi nie jest mruknęła Emilia.

Ty tylko powtarzasz w porządku, w porządku, innego słowa nie znasz?

Dziewczyna wzruszyła ramionami. Rzeczywiście, nie czuła się dobrze, ale nie zamierzała się zwierzać teściowej.

Jakie masz plany na dzisiaj? dopytywała Zofia.

Jeszcze nie wiem. Może pójdę do sklepu po drobiazgi. Potem muszę popracować.

Zofia pokiwała głową. Wiedziała, że Emilia jest księgową i pracuje zdalnie. Nastała cisza, która teściowej wyraźnie doskwierała.

To co? Chcesz żebym poszła z tobą do sklepu? Mam auto, podrzucę cię. I tak się nudzę.

Emilia miała ochotę odmówić, bo zakupy z teściową groziły nieprzyjemnymi komentarzami, ale zaraz stwierdziła, że nie chce taszczyć toreb sama i zgodziła się.

To nawet lepiej, dziękuję.

No to zbieraj się! Po co tak stoisz, ruszaj się!

Szybko się ubrała, ale Zofia i tak nie odmówiła sobie przytyku:

No widzisz, ile to musiałam czekać na ciebie. Zanim się zorganizujesz, można się przespać! zakpiła.

Emilia puściła mimo uszu docinki. Od rana miała mdłości i nie miała siły wdawać się w kłótnie.

To dokąd jedziemy?

Wymieniła dwa sklepy. Zofia ruszyła autem. Nie była jej wyprawa do supermarketu specjalnie potrzebna, ale chyba jeszcze mniej chciało się kobiecie wracać do pustego domu. Mąż od lat już nie żył, a Emilia i Adam byli dla niej prawdziwym wsparciem choć się do tego nie przyznawała. Swoje sympatie i tęsknoty umiała maskować jak mało kto.

Ty naprawdę chcesz kupić tę tandetę? spytała nieprzyjemnie teściowa, spoglądając na najtańsze sery i wędliny.

Na razie nie możemy pozwolić sobie na więcej Emilia odpowiedziała z godnością. Przecież Pani wie, jakie mamy długi.

Zofia wzruszyła ramionami, jakby właśnie sobie o tym przypomniała.

Emilia, pójdźmy może do kawiarni? Ja zapraszam.

Obróciła się i wtedy ledwo złapała Emilię, która zakręciła się w głowie i prawie osunęła się na ziemię. Na szczęście były już przy samochodzie; Zofia wsadziła dziewczynę na siedzenie.

Co jest z tobą? Dziewczyno, ocknij się! No zlituj się Boże

Zofia polała jej twarz wodą z butelki. Emilia zaczęła powoli wracać do siebie.

Już dobrze, tylko się zmęczyłam, może przemęczyłam trochę wciąż słabo szeptała Emilia.

Zofia pokręciła głową, widziała, w czym rzecz, ale nie zdradzała jeszcze myśli.

Wracamy do domu!

Muszę jeszcze do innego sklepu, tego i owego brakuje… broniła się cicho.

Jednak Zofia nie zamierzała jej słuchać. Szybko podjechała pod blok, kazała Emilii wysiąść, a sama chwyciła za siatki.

Ty tylko nie przeszkadzaj, a ja wszystko wezmę rzuciła szorstko teściowa.

W mieszkaniu Emilii wyraźnie się poprawiło. Z entuzjazmem zabrała się do wypakowania zakupów, kończyła przygotowywać obiad i zamierzała usiąść do pracy.

Często ci się tak robi? zagadnęła Zofia, siadając w kuchni.

Co? A, w sklepie? Zdarza się czasem, nic wielkiego zbyła ją Emilia.

Teściowa zamilkła, ale zaraz z pewną miną rzekła:

Ja tak miałam, jak byłam w ciąży z Adamem. Mdłości, słabość, omdlenia

Co też Pani mówi? Nie jestem w ciąży! Teraz dzieci nam nie wolno! Najpierw musimy wyjść na prostą, spłacić długi! Dziecko to dodatkowe koszty.

Zofia niespodziewanie spoważniała:

Dziecko to nie wydatek, to dar od Boga, Emilko.

Niech nas Bóg broni takich prezentów wymamrotała Emilia. Serio, nie czas na to.

Ale jak się już pojawiło, to co zrobisz? powiedziała kobieta z błyskiem w oku.

Emilia zdenerwowała się i prawie wykrzyczała:

Pani Zofio, nie jestem w ciąży! Proszę nie robić z igły wideł!

Ty na mnie nie krzycz! Jeśli się niepokoisz, zrób test, zamiast na mnie warczeć.

Po co przyszła Pani? Zrobić mi wykład?

Przypominam, że obwiozłam cię do sklepu i pomogłam, jak ci słabo było. O tym warto pamiętać. A teraz pogadaj z Adamem, co dalej.

Trzeba pracować dalej rzuciła Emilia.

Kobieta westchnęła ciężko. Te odpowiedzi budziły jej niepokój. Nabrała podejrzenia i była już niemal pewna Emilia jest w ciąży. Zofia nie chciała się jednak kłócić, w myślach już wyobrażała sobie, jak bawi się z wnukiem.

Czemu się Pani tak uśmiecha?

Jak byś chciała nazwać synka? Albo córeczkę? spytała z lekką ironią.

Emilia aż zaniemówiła, a potem posmutniała.

Mówię, że nie jestem w ciąży! Proszę nie zadawać takich pytań. Jeśli nie ma Pani nic do roboty, niech idzie lepiej do siebie. Proszę bardzo!

Już idę westchnęła Zofia i dodała z uśmieszkiem: Ale pamiętaj, z wnukami zawsze chętnie pomogę.

Emilia już nie odpowiedziała, przewróciła tylko oczami z irytacją.

Kiedy Zofia wyszła, Emilia stanęła przy domowej apteczce. Tak, nie chciała dziecka teraz, ale wiedziała, że różnie bywa. Po prostu nie chciała się przyznać teściowej do racji. Ale najbardziej bała się. Bała się wszystkiego: porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie widziała siebie w roli matki i lękała się, że nie sprosta.

Wyjęła test ciążowy, kupiony przed miesiącami na wszelki wypadek, którego wtedy nie użyła aż do teraz.

Oczekiwanie było długie i pełne nerwów. Po chwili roztrzęsionymi dłońmi podniosła test do światła. Dwie kreski. Praca przestała istnieć. Emilia wiedziała, że czekają na nią sprawozdania, ale bardziej zajmowało ją teraz inne życie, które być może już się w niej zaczęło.

Wieczorem niemal na progu podała Adamowi mały, lecz znaczący pasek.

Co to jest? zdziwił się Adam.

Jestem w ciąży wyszeptała Emilia.

Oboje byli zaskoczeni, ale chłopak ostrożnie się uśmiechnął.

Naprawdę? Będzie dziecko?

Tak Emilia kiwnęła głową, ledwo powstrzymując łzy. I co teraz?

Adam zamyślił się na moment, po czym pogładził ją po brzuchu.

Będziemy wymyślać imię dla naszego dzieciaka!

A co z pracą? Z długami?

Emiluś, damy radę! Mama pomoże z dzieckiem. Ona dzieci kocha!

Adam usadził ją na kanapie i pogładził po plecach, a Emilia nie wytrzymała:

Adam, boję się. Podobno poród boli! A jak go źle podniosę albo upuszczę?

Ciii przytulił ją Będę przy tobie, razem damy radę. I razem się wszystkim zajmiemy.

Emilia w końcu się uspokoiła, wtulona w męża. Niedługo potem zatelefonowała własnoręcznie do Zofii, by przekazać jej nowiny. Miała przeczucie, że teściowa bardzo się ucieszy. I nie pomyliła sięTelefon odebrała niemal natychmiast.

No, więc jak? usłyszała w słuchawce znajome podszyte triumfem nutki.

Emilia wzięła głęboki wdech, uśmiechając się nieśmiało przez łzy wzruszenia.

Pani Zofio Jest Pani nieomylna. Będzie wnuk albo wnuczka.

Po drugiej stronie zapanowała długa cisza, a potem rozległ się zupełnie inny głos niż zwykle miękki, ciepły, przejęty:

Bardzo się cieszę, Emilko. Naprawdę.

Emilia poczuła, jakby nagle z jej serca zdjęto ciężar. Przez moment obie kobiety milczały, niepotrzebne były słowa w tej ciszy słychać było rodzącą się nić porozumienia.

Ja mogę przyjechać? odezwała się Zofia, ledwo słyszalnie.

Chętnie, proszę przyjechać odparła Emilia.

Kiedy drzwi znów się otworzyły, Zofia nie rzucała już kąśliwych uwag. Podszła do Emilii i położyła dłoń na jej ramieniu, może trochę niezgrabnie, ale z prawdziwą troską.

Damy sobie radę powiedziała cicho. Będziemy razem.

Emilia spojrzała na teściową i po raz pierwszy w życiu poczuła w niej nie przeciwniczkę, nie recenzentkę jej codzienności, lecz sojuszniczkę, bliską osobę.

W tej chwili zrozumiała, że czasem rodzina zaczyna się od jednej rozmowy, od testu, który zmienia wszystko, od serca, które nauczy się bić nie tylko ze strachu, ale i z nadziei.

Emilia przytuliła się do Adama, a przez okno przebijało się jasne, popołudniowe światło.

Nie pomyliła się ani Zofia, ani ona sama.

To miał być trudny czas, ale od teraz już nie samotny.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ona się nie pomyliła