Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Pod koniec sprzątania w moim mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Szybko umyłem ręce i pospiesznie ruszyłem otworzyć. W progu stała moja teściowa, Helena Zdzisławówna. Na twarzy miała chytry uśmiech a przynajmniej tak mi się wydawało i bez słowa weszła do środka.

Dzień dobry, co cię do nas sprowadza? oprzytomniałem po chwili.

Tak po prostu przyszłam z wizytą odpowiedziała, nawet nie próbując się powitać.

Ale jestem teraz zajęty! Dlaczego pani nie uprzedziła? Co to za zwyczaj wpadać jak śnieg w maju?

Helena Zdzisławówna parsknęła śmiechem:

A muszę mieć od ciebie pozwolenie, żeby przyjść do własnego mieszkania? Tak?

Spiekłem raka. Przypomniała mi w ten sposób, że mieszkanie, w którym z Marylą moją żoną żyjemy, jest jej własnością. Teściowa przygarnęła nas na określonych warunkach, a czasem groziła, że nas po prostu wyrzuci na bruk.

Stało się tak, bo wpadłem kiedyś w niemałe kłopoty finansowe i teraz staraliśmy się z Marylą wyjść na prostą, spłacając długi. Na wynajem nie było nas stać, więc Helena Zdzisławówna ulitowała się nad nami. Miała dwa mieszkania w jednym mieszkała sama, drugie wynajmowała. Pozwoliła nam zająć to puste, do czasu spłaty naszego zobowiązania płaciliśmy tylko za czynsz i media.

Jak wam się wiedzie? teściowa weszła pewnym krokiem do kuchni, wyciągając sobie z szafki kubek.

W porządku burknąłem i dokończyłem sprzątanie, po czym dołączyłem do niej w salonie.

Helena spojrzała na mnie ciężko, najwyraźniej niezadowolona, że Maryla tego dnia była blada i zmęczona. Nigdy specjalnie za moją żoną nie przepadała, ale szanowała mój wybór. A jeśli nawet nie, to w kuluarach często sobie z niej zakpiwała.

Wszystko dobrze? Jakoś mi się nie podobasz dzisiaj!

Tak, wszystko ok znowu odpowiedziałem krótko.

Tylko ok, ok masz do powiedzenia? To już innych słów nie znasz?

Wzruszyłem ramionami. Faktycznie, nie czułem się najlepiej, ale nie chciałem się żonie przyznawać, a tym bardziej teściowej.

Co dzisiaj planujesz? nie dawała spokoju Helena.

Jeszcze nie wiem, może pójdę do sklepu, trzeba kilka rzeczy kupić. Potem muszę popracować.

Teściowa przytaknęła wiedziała, że Maryla jest księgową pracującą zdalnie. W końcu temat się urwał i kobieta wyraźnie zaczęła się nudzić.

Może cię zabiorę do sklepu? Samochód mam pod blokiem. I tak nie mam dziś nic do roboty.

Początkowo miałem ochotę odmówić wyprawa do sklepu z Heleną zawsze kończyła się kąśliwymi uwagami ale potem pomyślałem, że nie chcę się taszczyć z siatami przez pół miasta. Zgodziłem się więc niechętnie.

Faktycznie, to byłoby pomocne.

No to szykuj się! Dość już tego smętnego siedzenia!

Ubrałem się szybko, ale i tak dostało mi się od teściowej:

No, doczekać się nie mogłam, prawie zdążyłam się zdrzemnąć, a ty dalej jak żółw się grzebiesz!

Nic nie odpowiedziałem, wiedząc, że to po prostu jej sposób na okazywanie wyższości. Od rana czułem się słabo i wcale nie miałem ochoty ani na sprzeczki, ani na żarty.

To gdzie jedziemy?

Wymieniłem kilka sklepów, a Helena ruszyła w trasę. Pewnie wcale nie zależało jej na zakupach, zwyczajnie nie miała ochoty wracać do pustego mieszkania, gdzie nikt na nią nie czekał. Mąż nie żył od lat, a nasze towarzystwo, choć nawet nieświadomie, nadawało cel jej codzienności. Jednak świetnie potrafiła ukryć swoją samotność.

Maryla, po co to kupujesz? zapytała, widząc w koszyku tanie produkty.

W tym momencie na nic innego nas nie stać starałem się mówić z dumą. Powinna pani wiedzieć, że ciągle spłacamy długi.

Teściowa wzruszyła ramionami, chyba zapomniała o naszych problemach. A raczej nie przywiązywała do tego wagi.

Może skoczymy gdzieś na kawę? Ja stawiam.

Odwróciła się do mnie, gdy nagle nogi zaczęły mi odmawiać posłuszeństwa. Chyba straciłem przytomność, ale dobrze, że byliśmy przy samochodzie i Helena w porę mnie złapała, pomagając usiąść na fotelu.

Co się dzieje? Maryla, o Boże, słyszysz mnie?

Teściowa poklepała mnie po policzkach, wylała trochę wody na twarz i w końcu trochę oprzytomniałem.

Nic mi nie jest, po prostu jestem zmęczony, może się zestresowałem odparłem słabo, próbując ją uspokoić.

Helena pokręciła głową, już miała swoje podejrzenia, ale nic nie powiedziała.

Wracamy do domu!

Muszę jeszcze zajść do innego sklepu próbowałem jeszcze protestować, ale nie miałem szans. Szybko zawiozła mnie na miejsce, wyciągnęła wszystkie siaty, nawet nie pozwalając mi pomóc.

Ty idź powoli, najlepiej nie przeszkadzaj mruknęła pod nosem.

W domu poczułem się znacznie lepiej, zająłem się rozpakowywaniem zakupów i przygotowaniem obiadu, po czym chciałem już wracać do pracy.

Często ci się coś takiego zdarza? zapytała niespodziewanie Helena.

Co? Omdlenie w sklepie? Zdarza się, to nic takiego odparłem, unosząc brew.

Teściowa wymownie chrząknęła i usiadła przy stole.

Też miałam tak samo, jak byłam w ciąży z Danielem. Mdłości, omdlenia

Pani żartuje! Ja nie jestem w ciąży! oburzyłem się. My z Danielem teraz nie możemy sobie pozwolić na dzieci. Musimy pracować, oddawać długi, a dziecko to kolejny wydatek.

Helena niespodziewanie spoważniała:

Dziecko to nie tylko wydatek, to dar.

Nam teraz naprawdę nie po drodze z takimi darami odparłem cicho. Proszę nie wysnuwać pochopnych wniosków.

Ale jeśli już jest, to nie ma odwrotu.

Odparłem nerwowo:

Pani Heleno, naprawdę nie jestem w ciąży! Proszę nie wymyślać!

Nie krzycz na mnie! Jeśli się martwisz, zrób test zamiast warczeć na mnie.

Po co pani przyszła? Żeby mi zamieszać w głowie?

Maryla, przypomnę tylko, że to ja cię do sklepu zawiozłam i pomogłam, jak ci się słabo zrobiło. Nie podnoś głosu, a najlepiej porozmawiaj z Danielem, co dalej.

Dalej będziemy pracować burknąłem.

Helena ciężko westchnęła. Wyczuwając moją nerwowość, pomyślała od razu o burzy hormonów. I była już prawie pewna, że mam rację.

Czemu tak się uśmiechasz?

Jak byś nazwała syna? A córkę?

Całkiem mnie zatkało, potem się wściekłem:

Nie jestem w ciąży! Proszę przestać zadawać abstrakcyjne pytania! Jeśli się pani nudzi, proszę wrócić do domu. Bardzo proszę!

Wrócę odparła z drwiącym uśmiechem. Ale pamiętaj, Maryla, z wnukami pomogę, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Nic jej nie odpowiedziałem tylko zirytowany przeciągnąłem nosem.

Gdy tylko teściowa wyszła z mieszkania, od razu podszedłem do apteczki. Wcale nie chciałem dziecka, bałem się tej perspektywy. Bałem się bólu, odpowiedzialności, a nawet siebie w roli ojca czy sprostam, czy nie zawiodę? Przezorność sprawiła, że test ciążowy leżał u nas od miesięcy.

Z drżącymi rękami otworzyłem opakowanie, chociaż panicznie się bałem. Długo nie mogłem się zebrać na odwagę, ale w końcu zrobiłem test i po kilku minutach na białym pasku pojawiły się dwie kreski. Praca natychmiast zeszła na dalszy plan. Wiedziałem, że szef oczekuje ode mnie raportu, ale teraz ważniejsza była ta nowa część życia, która rodziła się we mnie.

Kiedy wieczorem Daniel wrócił z pracy, na progu pokazałem mu mały, ale jakże znaczący paseczek.

Co to jest? spojrzał zdziwiony.

To jestem w ciąży wyszeptałem.

Nie byliśmy na to gotowi. Daniel niepewnie się uśmiechnął:

Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?

Tak! skinąłem nerwowo głową. Co teraz?

Zamyślił się na chwilę, potem położył mi rękę na brzuchu:

Zastanowimy się nad imieniem!

A co z pracą, co z długami?

Maryla, damy radę. Mama ci pomoże. Ona kocha dzieci!

Daniel powoli zaczął oswajać się z nową sytuacją, usadził mnie na kanapie. Wtedy ścisnąłem go za rękę i cicho zapłakałem:

Danielu, boję się. Mówią, że poród to straszny ból! A jak będę dziecko trzymać? Jeśli mi wypadnie? Może nie umiem

Cicho Daniel objął mnie czule będziemy razem, nie bój się.

W końcu się uspokoiłem w jego ramionach. Później sam zadzwoniłem do teściowej i powiedział jej o dziecku. Wyczułem, jak bardzo się ucieszyła. I nie pomyliłem się.

Dziś nauczyłem się, że nawet jeśli życie spłata figla i wydaje się, że grunt rozpada się pod nogami, to wśród niepewności znajdą się ludzie, którzy zawsze wyciągną do nas rękę. A strach trzeba czasem po prostu przytulić.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ona się nie pomyliła