Ona się nie pomyliła

Ona się nie pomyliła

Zosia właśnie kończy sprzątać, gdy nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Szybko myje ręce i podbiega, by otworzyć. W progu stoi jej teściowa, Jadwiga Zawadzka. Uśmiecha się złośliwie do synowej przynajmniej takie wrażenie sprawia Zosi po czym wchodzi bez zaproszenia.

Dzień dobry, a co panią sprowadza? otrząsa się Zofia.

Tak po prostu wpadłam z wizytą kobieta nawet nie pomyśli, by się przywitać.

Ale ja jestem teraz zajęta! Mogłaby pani wcześniej uprzedzić? Co to za zwyczaj wpadać tak bez zapowiedzi jak śnieg z nieba?

Jadwiga uśmiecha się szyderczo:

A czy ja muszę prosić cię o pozwolenie, żeby wejść do swojego mieszkania? Serio?

Zosia oblewa się rumieńcem na wspomnienie, że w tym mieszkaniu tak naprawdę są tylko gośćmi. Jadwiga pozwoliła tu zamieszkać swojemu synowi wraz z żoną na pewnych warunkach i czasami grozi, że ich wyrzuci.

Stało się tak, że Paweł, mąż Zosi, wpadł w ogromne długi i oboje pracują teraz intensywnie, by je spłacić. Na wynajem nie było ich stać, a Jadwiga zlitowała się nad synem. Miała dwa mieszkania w jednym sama mieszkała, drugie wynajmowała. Pozwoliła Pawłowi i Zosi mieszkać za darmo, do czasu aż wszystko spłacą. Utrzymują się więc tylko na czynszu i rachunkach za media.

Jak się u was teraz układa? teściowa zmierza do kuchni i z szafki wyciąga sobie filiżankę, jakby była u siebie.

Jakoś leci mamrocze Zosia, kończy sprzątanie i przechodzi do salonu.

Jadwiga rzuca jej niezadowolone spojrzenie, najwyraźniej nie podoba jej się bladość synowej. Nie pała do niej wielką sympatią, ale pogodziła się z wyborem syna i czasem, także przy innych, lubi sobie Zosię podroczyć.

Wszystko w porządku? Jakś taka niewyraźna dzisiaj wyglądasz.

Nic mi nie jest burczy Zosia.

Tylko się powtarzasz w kółko, wszystko dobrze, wszystko dobrze. Innego słowa nie znasz?

Zosia wzrusza ramionami. W rzeczywistości nie czuje się najlepiej, ale nie zamierza mówić o tym teściowej.

A co dziś planujesz? nie ustępuje Jadwiga.

Sama nie wiem… Muszę wyjść do sklepu po drobiazgi. A potem czeka mnie praca.

Jadwiga kiwnęła głową, wiedziała, że Zosia pracuje zdalnie jako księgowa. Cisza znów zapada, a kobiecie robi się nudno.

Może pójdę z tobą do sklepu? Mam samochód, podrzucę cię! I tak nie mam dziś nic do roboty.

Zosia już miała odmówić, bo zakupy z teściową oznaczały wysłuchiwanie złośliwych uwag, ale po chwili przypomniała sobie, ile ciężarów musiałaby taszczyć, więc skinęła głową.

W sumie, to byłoby dobrze.

To ubieraj się, nie bądź taka ślimaczka!

Zosia ubrała się szybko, ale Jadwiga i tak nie przepuściła okazji do żartu:

No proszę, jak na ciebie to ekspres! Mogłam się nawet zdrzemnąć, czekając!

Zosia przemilczała, już przywykła do kąśliwości teściowej. I tak od rana czuła się kiepsko i nie chciała się kłócić.

To dokąd jedziemy?

Zosia podała adresy dwóch sklepów i Jadwiga ruszyła autem. Właściwie to sama nie musiała robić zakupów, ale powrót do pustego mieszkania również jej się nie uśmiechał. Mąż zmarł dawno temu, a Paweł i Zosia choć o tym nie wiedzą, są dla niej ważnym wsparciem. Jadwiga jednak nie pokazuje swoich słabości.

No ale powiedz, po co ci ta taniocha? Jadwiga zerka z dezaprobatą na tanie produkty w rękach Zosi.

Na razie na nic lepszego nas nie stać Zosia odpowiada z dumą, choć ją to boli. Przecież wie pani, że spłacamy długi.

Jadwiga wzrusza ramionami, najwyraźniej zapomniała o tym, a może nie przywiązuje wagi do ich sytuacji.

Zosia, może po drodze zahaczymy o kawiarnię? Ja stawiam.

Kobieta zerka na synową, ale ledwo zdąży ją złapać Zosia zaczyna tracić przytomność i prawie upada na ziemię. Na szczęście są przy samochodzie, więc Jadwiga sadza ją na siedzeniu.

Zosia, co z tobą? Ocknij się! niepokoi się i chlapie wodą z butelki po twarzy synowej. Po chwili Zosia zaczyna dochodzić do siebie.

Zosia, dobrze się czujesz? Co się stało?

Dziewczyna macha ręką.

Dobrze jest, tylko się zmęczyłam, może nerwy…

Jadwiga kręci głową, już się domyśla, o co może chodzić, ale nie mówi tego na głos.

No to wracamy do domu!

Muszę jeszcze do drugiego sklepu protestuje słabo Zosia.

Ale Jadwiga nie zamierza jej słuchać. Jedzie prosto pod blok, wysiada, zabiera zakupy mimo prób pomagania synowej.

Ty idź spokojnie, tylko mi nie przeszkadzaj burczy.

W mieszkaniu Zosia czuje się już lepiej i rzuca się w wir pracy trzeba rozpakować zakupy, dokończyć obiad, potem znowu usiąść do komputera.

Często ci się to zdarza? pyta Jadwiga.

Co? Omleć w sklepie? No, bywa czasami.

Jadwiga znacząco chrząka i siada przy stole.

Ja tak miałam, jak byłam z Pawłem w ciąży. Mdłości, omdlenia…

Co pani! Nie jestem w ciąży! rumieni się Zosia W tym momencie nie możemy mieć dziecka. Trzeba pracować, oddać długi. A dziecko to kolejne wydatki.

Jadwiga nagle poważnieje.

Dziecko to nie tylko wydatki, to błogosławieństwo.

Może i tak, ale teraz tego nie chcemy mruczy Zosia. Mamy inne priorytety.

Tylko jeśli już jest na świecie, to tego nie zmienisz.

Zosia nabiera powietrza, zirytowana odpowiada ostro:

Pani Jadwigo, nie jestem w ciąży! Proszę sobie nie wymyślać!

Nie podnoś na mnie głosu! Jeśli masz wątpliwości, to zrób test zamiast krzyczeć na mnie.

Po co pani właściwie przyszła? Żeby mi tu życie zatruwać?

Przypominam, że cię dziś do sklepu zawiozłam i pomogłam, jak źle się poczułaś. Nie wyżywaj się na mnie! Porozmawiaj spokojnie z Pawłem, zdecydujcie, co robić.

Pracować dalej odburkuje Zosia.

Jadwiga ciężko wzdycha nie podoba jej się ten ton zwykle cichej synowej. Nagle zaczyna domyślać się, że to pewnie sprawka hormonów, więc Zosia rzeczywiście jest w ciąży. Postanawia się nie kłócić, a w myślach już widzi siebie bawiącą się z wnukiem.

Skąd ta szeroka mina?

Myślałaś już, jakie imię dasz chłopcu? A dziewczynce?

Zosia aż zaniemówiła, po czym wpada w złość.

Nie jestem w ciąży! Jestem poważna, teraz nie czas na dzieci! Proszę przestać zadawać takie pytania. Jeśli pani się nudzi, to niech pani wraca do siebie. Proszę bardzo!

Na pewno pójdę uśmiecha się Jadwiga. A pamiętaj, że jak trzeba będzie pomóc z wnukiem, to zawsze możesz na mnie liczyć.

Zosia nie odpowiada, tylko stara się ukryć irytację.

Gdy teściowa wychodzi, Zosia podchodzi do apteczki. Wcale nie chciała ciąży, ale była realistką i wiedziała, że wszystko może się wydarzyć. Tylko nie chciała przyznać racji Jadwidze. Poza tym po prostu się bała.

Zosia bała się wszystkiego: porodu, bólu, odpowiedzialności. Nie potrafiła wyobrazić sobie siebie w roli mamy i panicznie bała się, że nie da sobie rady.

Z szuflady wyciąga test ciążowy. Kupiła go wiele miesięcy temu na wszelki wypadek, z którego nigdy nie musiała korzystać. Teraz w końcu się przydał.

Czeka niecierpliwie i, gdy wyznaczony czas mija, z drżącymi dłońmi bierze wyniki do ręki. Dwie kreski są wyraźnie widoczne. Praca natychmiast schodzi na dalszy plan. Dobrze wie, że szef czeka na raport, ale teraz całe jej myśli krążą wokół tej małej, nowej istoty rosnącej pod jej sercem.

Wieczorem wita męża już od progu, trzymając w dłoni niewielki, ale jakże znaczący paseczek.

Co to? Paweł patrzy niepewnie na żonę.

To… jestem w ciąży szepcze Zosia.

Byli na to kompletnie nieprzygotowani, ale Paweł uśmiecha się nieśmiało:

Naprawdę? Będziemy mieli dziecko?

Tak! przytakuje zdenerwowana Zosia. I co teraz?

Paweł zastanawia się chwilę, po czym głaszcze żonę po brzuchu.

Wymyślimy imię dla naszego malucha!

Ale co z pracą? I z długami?

Zosia, damy radę! Mama pomoże przy dziecku. Przecież uwielbia dzieci!

Paweł powoli pojmuje nowy stan rzeczy i sadza żonę na kanapie. Zosia wybucha nagle płaczem:

Paweł, ja się boję. Mówią, że poród boli! Co, jak nie będę umiała trzymać dziecka? Albo je upuszczę? Albo coś zrobię źle?

Ciii… Paweł przytula ją delikatnie. Będę z tobą. Damy radę razem, nie martw się.

Zosia powoli uspokaja się w jego ramionach, a niedługo potem sama wykręca numer do teściowej, by przekazać jej dobrą nowinę. Ma nieodparte wrażenie, że pani Jadwiga szczerze się z tego ucieszy. I rzeczywiście nie pomyliła sięW słuchawce przez długą chwilę panuje cisza. W końcu Zosia słyszy cichy, zaskakująco miękki głos teściowej:

No widzisz. A mówiłam, że się nie mylę. Gratuluję, Zośka.

Zosia parska śmiechem przez łzy i, ku swojemu zaskoczeniu, czuje ulgę. Przestaje się bać. Nagle widzi siebie nie przez pryzmat długów i obaw, ale jako kobietę, która właśnie dostała szansę na nowe życie dla siebie, dla Pawła, dla jeszcze nienarodzonego dziecka. Z oddali przez dom niesie się echo, w którym nawet głos złośliwej, wymagającej Jadwigi brzmi jak obietnica wsparcia.

Paweł ściska Zosię mocno, a ona, patrząc w jego oczy, po raz pierwszy od dawna czuje, że wszystko naprawdę będzie dobrze. Nieważne, jak bardzo świat ich doświadczy, będą się wspierać. Razem i z nową odwagą. Przez okno wpada wiosenne światło, a Zosia uśmiecha się promiennie, bo właśnie w tej chwili zrozumiała, że wcale się nie pomyliła już teraz jest mamą. I to jest ich początek.

Oceń artykuł
TwojaCena
Ona się nie pomyliła